Zamieszanie w Bajkowym Lesie

609
fot. archiwum

Od września 2015 roku na leszczyńskim Gronowie funkcjonuje przedszkole Bajkowy Las. Placówka prowadzona jest przez osobę prywatną: Natalię Aleksandrov, ale ma status przedszkola publicznego i korzysta z dotacji leszczyńskiego samorządu. W tym roku szkolnym uczęszcza tu ponad 120 maluchów.

Przed Bożym Narodzeniem do redakcji zwróciła się Aneta Goźlińska, matka jednego z przedszkolaków. Nie jest zadowolona z niektórych rozwiązań organizacyjnych zastosowanych w placówce. Ma też zastrzeżenia do cateringu, z którego obecnie korzysta placówka.

W ubiegłym roku szkolnym sytuacja wyglądała lepiej. Była inna pani dyrektor, z którą dobrze mi się współpracowało. W kwietniu ub.r. została zwolniona. Zdecydowałam wówczas o przeniesieniu córki do innej placówki. Okazało się to niemożliwe. Nabór na rok szkolny 2016/2017 prowadzony był tylko do końca marca. Zwolnienie pani dyrektor już po zakończeniu naboru było celowym działaniem. Terminu rekrutacji nie udało się wydłużyć mimo pisemnej prośby skierowanej przez grupę rodziców do wydziału edukacji Urzędu Miasta Leszna. Wydział edukacji nie był zainteresowany rozwiązaniem naszego problemu. Kiedy wspominaliśmy o powodach niezadowolenia, usłyszeliśmy, że samorząd nie ma na to żadnego wpływu, bo nie jest organem prowadzącym – informuje Aneta Goźlińska.

Co jest kością niezgody? Chodzi m.in. o sposób, w jaki w Bajkowym Lesie zostawiania się i odbiera dziecko. Rodzic odprowadza dziecko do szatni, a stamtąd do sal zabierane jest przez pracownika przedszkola.

Dlaczego rodzic nie może odprowadzić dziecka do sali? Kiedy chciałam zobaczyć, jak moja córka funkcjonuje z rana w grupie, spotkałam się z dużym oporem, wręcz zagrodzono mi drogę, szarpano i straszono policją. Mimo to o godzinie 8.30 weszłam na górę. Na dwie grupy w osobnych salach była tylko jedna opiekunka. Czy w takich warunkach realizuje się od 8.00 podstawę programową? Ze strony pracowników przedszkola spotkałam się z zarzutem, że zakłócam spokój i straszę dzieci – relacjonuje A. Goźlińska.

Sprawy jednak żadna ze stron na policję nie zgłosiła.

Matka podkreśla też, że kiedy rodzice spóźniają się z dziećmi do przedszkola, traktowani są jak intruzi, „muszą swoje odstać pod drzwiami”, a pod ich adresem kierowane są reprymendy. Pani Aneta ma także zastrzeżenia do cateringu, którego cena, po zmianie dostawcy, została podniesiona o 2 zł.

We wszystkich przedszkolach prowadzonych przez panią Natalię Aleksandrov obowiązuje ta sama, sprawdzona, procedura odprowadzania i przyprowadzania dzieci. Chodzi o bezpieczeństwo najmłodszych i sprawną organizację pracy przedszkola. Chciałabym podkreślić, że rodzice mają stały kontakt z wychowawcą, bo to właśnie on odprowadza dziecko po zajęciach do szatni. Rodzice bywają w salach przy wielu różnych okazjach – informuje Iwona Dziwińska.

Pani dyrektor wyjaśnia też z czego wynikała zmiana firmy cateringowej.

Podmiot, z którym współpracowało przedszkole, wycofał się z rynku. Byliśmy zmuszeni szukać innej oferty, a firma z którą obecnie współpracujemy świadczy usługi także w innych placówkach oświatowych w mieście. Oczywiście na lokalnym rynku jest wybór, ale wiele firm cateringowych oferuje nieprzystępne dla rodziców ceny, np. przy takiej samej liczbie posiłków musieliby zapłacić od 30 zł, do nawet 49 zł dziennie. Obecnie rodzic płaci 6,50 zł i jakość przy tej kwocie nie jest zła. Proszę zwrócić uwagę, że dzieci otrzymują dwudaniowy obiad. Jedzą z apetytem i najadają się do syta – zapewnia pani dyrektor.

Iwona Dziwińska nawiązuje też do zasad dobrego współżycia, które wpajane są przedszkolakom od najmłodszych lat.
Dzieci uczą się okazywania szacunku drugiej osobie poprzez kulturalne zachowanie, w tym niespóźnianie się na zajęcia.

Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 1. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*