Złomowisko to miejsce, w którym przeszłość wciąż ma mocny głos.

158
Są chwile, gdy klienci zjawiają się niemal hurtowo i prezes uwija się jak w ukropie Fot. kab

O siódmej z minutami, w punkcie skupu złomu przy ulicy Przemysłowej, jest cicho i spokojnie. Z ust bucha para. Od ziemi strasznie ciągnie. Wrześniowe poranki bywają bardzo zimne, ale słońce i bezchmurne niebo są zapowiedzią ciepłego dnia.

W niewielkiej, parterowej budce, urzędowanie rozpoczyna Edward Szyszko, niegdyś pracownik Usługowej Spółdzielni Pracy Jedność, a dziś jej prezes. Miejsce, w którym pracuje od ponad czterdziestu lat, nie zmieniło swojego przeznaczenia od dwudziestolecia międzywojennego. Rdzenni mieszkańcy Leszna wiedzą, że przed wojną przy ulicy Przemysłowej działała Leszczyńska Hurtownia Surowców Rudolfa Łaski. Po wojnie stery przejęła Spółdzielnia Pracy Jedność prowadząc szeroką działalność usługową. Z czasem ograniczono się wyłącznie do punktu skupu złomu, ale najstarsi leszczyniacy wciąż mawiają, że idą „do Łachola”.

To kawał historii, ale nie wiem jak długo jeszcze będzie się toczyć… Rok, dwa, a może trzy lata? Zostało nas już tylko dwóch, a ja za rok idę na emeryturę. Kolega w końcu osiągnie wiek emerytalny i być może to miejsce stanie się już tylko wspomnieniem – wzdycha Edward Szyszko.

Niegdyś spółdzielnia Jedność zajmowała cały plac. Życie tu tętniło. Pracownicy nie mieli czasu na pogaduszki, robota paliła się w rękach. Gospodarka wolnorynkowa zrobiła swoje. W Lesznie pojawiła się konkurencja więc z upływem lat firma zaczęła się kurczyć. W końcu został tylko Edward Szyszko i Zbyszko Ignaszak.

Chcąc kontynuować działalność musieliśmy spłacić wysokie zadłużenie, co oznacza, że dwa lata byliśmy prawie bez wypłat. Teraz też nie ma kokosów – wyznaje pan Edward.

Obecnie Jedność zajmuje tylko skromny wycinek dawnego imperium i bazuje głównie na indywidualnych klientach. Jedną z pierwszych jest dziś Maria Nowak. Drobna kobieta niesie cztery reklamówki wypełnione po brzegi puszkami. Edward Szyszko od razu dzieli je na stalowe i aluminiowe.

To niedopite! A resztki płynów wagę robią – wyjaśnia pan Edward, wylewając resztki z puszek.

Te najbardziej cenne są aluminiowe, kosztują ponad 3 złote za kilogram. Za kilogram stalowych skupy płacą kilkadziesiąt groszy.

Idę sobie, puszka leży, to podniosę. Nie żebym specjalnie zbierała. To, co dziś przyniosłam uzbierało się przez trzy dni – twierdzi Maria Nowak.

Są tacy, którzy na puszkach potrafią zarobić nawet 50 zł. Znam kilku sprawnych zbieraczy. Wbrew pozorom nie są to ubodzy emeryci. Zbierają raczej z nudów. Proszę mi wierzyć, że jest w Lesznie wielu biedniejszych od nich, dla których te puszki oznaczają przetrwanie – zauważa Edward Szyszko.

Pani Maria nie ma pracy, renty, emerytury.

Jestem na utrzymaniu męża, pomagam mu na ile potrafię – przekonuje kobieta.

Na puszkach zarobiła dziś około 10 zł i wydaje się zadowolona.
Kiedyś do punktu skupu złomu podjeżdżali tzw. wózkowi.

Nazywałem ich doktorami miasta, bo oczyszczali miasto z odpadów. Przyjeżdżali na podwórze czy osiedle i pytali mieszkańców, czy jest coś do wywiezienia. Zawsze trafiła się jakaś pralka, lodówka etc. Ludzie ich znali, sami wołali, jak była potrzeba. Ale tacy ludzie właściwie znikają już z naszego krajobrazu – dodaje Zdzisław Górski, emeryt z pięcioletnim stażem, który w Jedności przepracował pół wieku. Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 40 numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*