Życie w strefie zapowietrzonej i zagrożonej

222
Na drogach między strefą zapowietrzoną a zagrożoną rozłożono maty dezynfekujące. Strażacy codziennie uzupełnią je w specjalne środki odkażające Fot. blud

Dwa tygodnie temu okazało się, że niemal wszystkie miejscowości w gminie Czempiń znalazły się w strefie zagrożenia lub nawet zapowietrzenia wirusem wysoce zjadliwej grypy ptaków. Wszystko dlatego, że ognisko tej choroby wykryto na fermie w Bolesławcu. To wieś, która znajduje się w gminie Mosina, ale tuż przy granicy z gminą Czempiń. Służby sanitarne po obu stronach postawiono w pełnej gotowości. Katarzyna Szulańczyk-Mencel, powiatowy lekarz weterynarii w Kościanie, przyznaje, że jej telefon przez pewien czas zdawał się nie milknąć.

To naturalne, że taka wiadomość wywołuje emocje, ale mieszkańcy nie mają żadnych powodów do obaw. Ptasia grypa nie zagraża ludziom – mówi K. Szulańczyk-Mencel i to samo zdanie powtórzy jeszcze kilkakrotnie w czasie naszej rozmowy. – Oczywiście, zalecane jest ścisłe przestrzeganie podstawowych zasad higieny w kontakcie z drobiem lub dzikimi ptakami, ale przede wszystkim po to, aby przypadkiem nie rozprzestrzeniać dalej wirusa.

Zgodnie z przepisami sanitarnymi w promieniu 3 kilometrów od wykrytego ogniska wirusa – w drodze rozporządzenia wojewody wielkopolskiego – wyznaczono strefę zapowietrzenia, a w promieniu 10 km strefę zagrożenia. Jedną od drugiej oddzielają jeszcze maty dezynfekujące, które rozłożone są na drogach. Pojawiły się też znaki informujące o wirusie. Postanowiliśmy odwiedzić gminę Czempiń, aby sprawdzić jak bardzo zmieniło się życie jej mieszkańców. Patrząc z boku wydaje się, że wszystko toczy się normalnym rytmem.

Nie, nie boimy się ptasiej grypy – z uśmiechem przekonuje para młodych ludzi, która wraz z dzieckiem spaceruje drogą w Piotrkowicach (wieś znajduje się w strefie zagrożenia).

Pewnie, nie ma czego. To nie jest choroba ludzi, ale zwierząt – wtóruje im starszy mężczyzna wychylający się przez płot swojego gospodarstwa.

Trudno nie przyznać mu racji. Wirus jest groźny, a nawet śmiertelny, jedynie dla ptaków, tych żyjących dziko i tych hodowlanych. Na fermach dosłownie dziesiątkuje stada. Na dodatek zwierzęta, które nie padną w związku z chorobą ze względów bezpieczeństwa muszą zostać zlikwidowane. Szacuje się, że w całej Wielkopolsce, gdzie do tej pory (do 12 lutego) wykryto siedem ognisk zjadliwej grypy, zutylizowano już ponad 230 tysięcy sztuk drobiu. Ogniska ptasiej grypy wykryto w powiatach: ostrzeszowskim, poznańskim i nowotomyskim.

Za przenoszenie wirusa odpowiedzialne jest dzikie ptactwo. Winowajców upatruje się szczególnie w wodnych gatunkach, co zdaje się potwierdzać przykład fermy w Bolesławcu. Znajduje się ona w bezpośrednim sąsiedztwie z Kanałem Mosińskim – mówi Henryk Mąka, zastępca kierownika Stacji Badawczej Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu (miasto i okolice również są w strefie zagrożenia).

Jednocześnie Henryk Mąka przyznaje, że wykrycie ogniska ptasiej grypy w bliskim sąsiedztwie nie zmieniło specjalnie charakteru jego pracy i innych osób z czempińskiej stacji badawczej.

Na pewno jeszcze uważniej niż zwykle przyglądamy się ptakom. Staramy się wnikliwie i na bieżąco monitorować sytuację w naszym regionie. Nic więcej nie możemy zrobić. Mamy świadomość powagi sytuacji, ale też nie widzimy powodów do paniki – dodaje H. Mąka. – Główny Lekarz Weterynarii wydał wytyczne dla osób zawodowo mających kontakt z drobiem i dzikim ptactwem. Zaleca w nich nie tylko przestrzeganie zasad higieny, ale też unikanie bezpośredniego kontaktu z ptakami chorymi, padłymi lub wykazującymi chorobowe objawy, a ponadto niedotykanie przedmiotów, na których znajdują się ptasie odchody lub wydzielina. Stosujemy się do tych wytycznych. Anna Machowska

Cały artykuł w 7. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*