20 lat czekała na przyjazd do Polski

Janna Orłowska (z flagą) podczas spotkania z przedstawicielami Urzędu Gminy w Niechlowie FOT. NIECHLÓW.PL

Siciny to miejscowość w gminie Niechlów, pow. górowski. Właśnie tu niespełna trzy tygodnie temu przyjechała Janna Orłowska, repatriantka z Uzbekistanu. Na to, by zamieszkać w Polsce, czekała dwadzieścia lat. Nadszedł już nawet moment, w którym przestawała wierzyć, że uda się spełnić jej wielkie marzenie. W końcu usłyszała, iż może przyjechać do… Sicin.

Nie wiedziała kompletnie, gdzie one leżą. Podróż nie należała do łatwych, bo na lotnisku w Warszawie trzy godziny czekała na swój bagaż. Gdy dotarła na miejsce, było już ciemno. Niewiele widziała. Kolejnego dnia 73-latka, która całe dotychczasowe życie spędziła w Uzbekistanie, stwierdziła, że nie przypuszczaa, iż dalsze emeryckie lata będzie mogła przeżyć w tak pięknej okolicy.

Jestem szczęśliwa, wszystko mi się tu podoba. Widzę europejskie twarze i czuję się tu dobrze, powiedziała witając się z nami. Z życzeniami szczęścia, przekazaliśmy naszej rodaczce polską flagę. Została także ciepło przyjęta przez mieszkańców Sicin. Mam nadzieję, że będzie jej u nas dobrze – twierdzi Beata Pona, wójt gminy Niechlów.

Ojciec 73-latki, którego rodzice byli Polakami, został przesiedlony do Uzbekistanu w 1937 r. Dziadkowie ze strony mamy mieszkali początkowo w okolicach Lwowa. Babcia była Polką, a ojciec Rosjaninem. Babcia zmarła, gdy matka pani Janny miała 4 lata. Wtedy dziadek, który został sam z czwórką dzieci: trzema córkami i synem, uznał, że łatwiej będzie mu wykarmić rodzinę, gdy przeniosą się gdzie indziej.

Moi rodzice poznali się w Taszkencie – wspomina Janna Orłowska.

W Uzbekistanie Janna pracowała jako choreografka. Zarówno z zespołami tanecznymi, grupami gimnastycznymi, jak i trenującymi pływanie synchroniczne. Pracowała m.in. z zawodnikami narodowej reprezentacji pływania synchronicznego Uzbekistanu. Pokazuje zdjęcia obrazujące jej zawodowy dorobek. Są na nich uśmiechnięte twarze pływaczek. Na innych widnieją członkowie zespołu w strojach ludowych, który występował w kościele w Taszkencie przy okazji obchodów Świąt Wielkanocnych. Prezentował tam polskie tańce, a program powstał pod czujnym okiem Janny Orłowskiej.

W domu 73-latki kultywowano polskie tradycje, związane ze świętami czy uroczystościami dożynkowymi. Życie w Uzbekistanie nie było jednak łatwe. Potomkowie Polaków czy przedstawiciele innych narodowości nie zawsze mogli liczyć na przyjazne traktowanie.

Ci, którzy mogli, wyjechali już wcześniej – pani Janna na moment zawiesza głos.

Poproszona o porównanie życia w Uzbekistanie i w Polsce, przyznaje, że są to tak dwa różne światy, iż trudno silić się na porównania. Polska jest dla niej krajem zachodu. Wskazuje również na tradycje pielęgnowane przez Uzbekistańczyków, które Polakom są zupełnie obce. Na telefonie komórkowym pokazuje urywek nagrania typowego uzbeckiego wesela.

Kiedy w Taszkencie powstała polska ambasada, otwarto także polską świetlicę. Spotykaliśmy się tam. Pracownicy ambasady bardzo nam pomagali, przekazując pomoc finansową czy też paczki na Boże Narodzenie, Wielkanoc – wspomina Janna Orłowska.

Sama chęć przyjazdu repatrianta do Polski nie wystarczy. Musi potwierdzić polskie korzenie.

W moim przypadku nie było to trudne. Miałam potrzebne dokumenty, co nie oznaczało, że procedury uda się szybko przejść. Na przyjazd do Polski czekałam 20 lat… – dodaje 73-letnia kobieta.

Matka pani Janny zmarła 6 lat temu, ojciec dużo wcześniej. Dwa lata temu rozmawiała z jednym z polskich samorządowców, goszczących w Taszkencie i pożaliła się na przeciągające procedury. Zasugerował, by zredagowała kolejne pismo, jednak decyzja była odmowna. Gdy w końcu padła propozycja przyjazdu do Sicin, nie wahała się ani chwili. Wierzy, że po latach naznaczonych różnymi doświadczeniami, będzie mogła wieść spokojne życie w kraju swoich przodków.

W Uzbekistanie niejednokrotnie spotkałam się z dyskryminacją. W Polsce zostałam przyjęta z ogromną życzliwością. Przyjechałam zmęczona, ale szczęśliwa – Janna Orłowska.

Może liczyć na pomoc pań z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Niechlowie, miejscowego proboszcza, a także mieszkańców Sicin, którzy praktycznie od pierwszego dnia, w którym pojawiła się w ich miejscowości, chętnie do niej zaglądają i pytają, czy niczego jej nie brakuje. Pani Janna rozumie język polski, ale deklaruje, że cały czas będzie doszkalać się w jego znajomości.

73-latka jest pierwszą repatriantką, która zamieszkała w nowo wyremontowanym budynku w Sicinach. Wkrótce pojawią się kolejni.

We wrześniu przyjadą do nas dwie trzyosobowe rodziny – zapowiada Beata Pona, wójt gminy Niechlów. – Mamy 15 mieszkań dla repatriantów.

Skąd pomysł, by ich zaprosić?

Lokale były w bardzo złym stanie. Samorząd nie dysponował własnymi środkami na ich remont. Na przygotowanie mieszkań dla repatriantów otrzymaliśmy dofinansowanie z budżetu państwa – informuje Beata Pona. – Przy okazji tej inwestycji zmieniło się oblicze gminnych terenów, które wymagały rewitalizacji.

Poza tym maleje liczba mieszkańców gminy Niechlów. Jak zaznacza pani wójt, przyjęcie repatriantów jest szansą na zahamowanie tego spadku.
Ze strony repatriantów jest duże zainteresowanie tym, by zamieszkać w Polsce. Po pierwsze jednak niełatwą drogę stanowi przejście niezbędnych procedur. Po drugie nie wszyscy chcą mieszkać na wsi, choć – jak przekonują w gminie Niechlów – w takich miejscowościach jak Siciny czy Lipowiec – warto.

Od wielu miesięcy mieszkańcy naszej gminy przygotowują się na przyjęcie Polaków z odległych, wschodnich terenów dawnego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Wspólnie z lokalnym samorządem oraz duchowieństwem przygotowują im ciepłe przyjęcie i są gotowi nieść wszelką pomoc, by przybyli do nas Polacy poczuli się tu jak najlepiej i optymalnie ułożyli sobie nowe życie w ojczyźnie. Zgłaszają się też pracodawcy gotowi zatrudnić Was w swoich zakładach pracy – w taki sposób gmina z powiatu górowskiego, w specjalnie przygotowanej ulotce, zachęca repatriantów, by osiedlili się na niechlowskich terenach.

Janna Orłowska nie żałuje swojej decyzji. W Uzbekistanie nie pozostała żadna jej rodzina. 73-latka nie miała rodzeństwa. Ostatnie tygodnie upłynęły jej na załatwianiu formalności związanych z przeprowadzką. Teraz będzie mogła cieszyć się pięknem przyrody otaczającej dom, w którym zamieszkała. I czekać na kolejnych repatriantów, którzy w Sicinach i Lipowcu znajdą swój azyl. Z Sicin będzie też miała zdecydowanie bliżej do mieszkającej w Niemczech córki.

Cały artykuł jest również dostępny w 31 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Anna Maćkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*