Gięta na smoku pochłonięta

fot. mac

Na pierwsze danie Byki spałaszowały Spartan i to bez popitki. Może nie były to dla przyjezdnych Termopile, ale małe Waterloo raczej. Gdyby nie Tajski, to już dziś chłopaki ze Strzeleckiej miałyby bonusa w kieszeni. Ale cóż, podziarany mistrz świata to klasa sama w sobie i pyknął 16 punktów, czyli aż 40 procent dorobku całej drużyny.

Na inaugurację najlepszej i najdroższej ligi świata największą tajemnicą poliszynela byli tunerzy (wymawia się tjuner), co można było zaobserwować w trakcie piątkowej transmisji z Zielonej Góry. Indagowani na okoliczność silników, na jakich przyszło im startować, żużlowcy niezmiennie odpowiadali – to tajemnica. Klimat ten udzielił się nawet trenerowi Rafałowi Dobruckiemu, który komentował jako ekspert mecz Falubazu z Toruniem. Na pytanie kolegi dziennikarza o silniki odrzekł: „no commets”.

Cenię znajomość angielskiego wśród młodszego pokolenia polskich trenerów, ale zastanawiam się, dlaczego wszyscy robią tajemnicę z czegoś, co jest tajemnicą poliszynela. Jak zauważył ów dziennikarz telewizyjny, nawet ze stanowiska komentatorskiego dostrzegł logo tunera szykującego silnik pewnego zawodnika.

Siedząc (gościnnie) w sektorze przed startem na leszczyńskim Smoku żadnego loga na silnikach nie zauważyłem, ale wiadomo – w tym wieku wzrok już nie ten i ledwie czubek własnego nosa dostrzegam. Na szczęście mam dobry węch, co podobno odziedziczyłem w genach, bo z łatwością zwąchałem stoisko z „giętą”, czyli kiełbasą (prawdopodobnie) zwyczajną z rożna za jedyne 12 złociszy. W uzupełnieniu można było dokupić na stoisku obok złocisty napój 4-procentowy, zwany przez niektórych piwem. Piwo plus gięta to taka świecka kibicowska tradycja na Smoku.

Wracając do meczu w Lesznie, to wynik, owszem, był dla naszych korzystny, tylko szkoda, że tylu miejscowych zaliczyło zerówki, czyli ostatnie miejsca w wyścigach. Praktycznie poza Emilem Sajfutdinowem pozostali zaliczyli dzwony, niektórzy, jak Kołodziej, Kubera czy Smektała, nawet po dwa. Właśnie, nasi juniorzy uchodzą za najlepszy duet klubowych młodzieżowców w kraju, a tu taka niespodzianka. Ich wynik 12 pkt plus 2 bonusy byłby niezły, gdyby nie to, że był to ich wspólny dorobek punktowy.

Na medal spisała się za to leszczyńska publika, gdyż spałaszowała z tonę „giętej”i cysternę cienkoszowego piwa. A pojawiło się nas na stadionie aż 16 tysięcy, co było – jak się okazało – rekordem kolejki. I tak trzymać, drodzy ziomale…

Robert Lewandowski

redaktor naczelny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*