Anita i Wojciech Glapiakowie prowadzą rodzinę zastępczą

Anita Glapiak wraz z mężem, Karoliną ( z lewej) i Hanią ( z prawej). Obie nastolatki od początku fantastycznie się dogadują. Fot. Karolina Bodzińska
Anita Glapiak wraz z mężem, Karoliną ( z lewej) i Hanią ( z prawej). Obie nastolatki od początku fantastycznie się dogadują. Fot. Karolina Bodzińska

Anita Glapiak i jej mąż Wojciech prowadzą w Osiecznej rodzinę zastępczą. Wybór takiej drogi nie jest przypadkowy. Jako młoda dziewczyna pani Anita musiała zaopiekować się młodszym rodzeństwem, co uwrażliwiło ją na potrzeby innych. Rodzina, szacunek i miłość to dla Glapiaków wartości nadrzędne.

Podobnie jak każda dziewczyna z utęsknieniem czekałam na osiemnastkę. Tak bardzo chciałam być dorosła i samodzielna. Niestety, 1991 rok przyniósł mojej rodzinie tragiczne wydarzenia. Z powodu powikłań pogrypowych zmarła moja mama. Zostałam z tatą i dwójką braci. Najmłodszy brat, Łukasz, miał wówczas 7 lat. Z dnia na dzień przejęłam wszystkie obowiązki mamy: pranie, sprzątanie i gotowanie. Tata zupełnie się załamał, stracił pracę. Musiałam żonglować finansami – wspomina trudne chwile Anita Glapiak.

Kiedy jej przyjaciółki bawiły się na dyskotekach, ona odrabiała z braćmi lekcje. Oczywiście miewała chwile załamania, wylała w tamtym czasie niejedną łzę, ale każdego dnia budziła się z myślą, że musi wstać i walczyć o dobro najbliższych.

Trzy lata później, w 1994 roku, wyszłam za mąż za Wojtka – mówi Anita Glapiak.

W 1994 roku Anita i Wojciech zawarli związek małżeński. Fot. Arch. rodzinne
W 1994 roku Anita i Wojciech zawarli związek małżeński. Fot. Arch. rodzinne

Wydawało się, że jej życie się ustabilizowało. Na przestrzeni pięciu lat urodziła dwójkę dzieci: Marcina i Malwinę.

– Niestety, życie nie jest bajką i dobra passa nie trwa wiecznie. W lutym 2000 roku zmarł mój tata. Najmłodszy brat miał wówczas 17 lat. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zostawić Łukasza bez wsparcia. Co gorsza, wiedziałam, że czeka mnie ciężka praca, bo brat wagarował, nie uczył się. Tata tego zwyczajnie nie pilnował. Kiedy zapytałam Wojtka, czy zostaniemy dla Łukasza rodziną zastępczą, zgodził się bez wahania – relacjonuje pani Anita.

Łukasz, choć był w trudnym wieku i buntowniczym nastroju, tak naprawdę potrzebował zasad i zastosował się do wszystkich warunków postawionych przez siostrę: przede wszystkim miał się uczyć i nie wagarować. Kiedy w 2006 roku pani Anita urodziła Hanię, swoje trzecie dziecko, Łukasz stanął na wysokości zadania i pomógł w opiece nad niemowlakiem.

– Po porodzie musiałam szybko wrócić do pracy, a Łukasz świetnie sobie poradził w roli opiekuna Hani – mówi A. Glapiak. – Karmił ją, przewijał, zabierał na spacery. Najlepszy wujek pod słońcem. Zresztą do dziś mają silną więź.

Łukasz mieszkał z Glapiakami do 24 roku życia.

– Kiedy się wyprowadzał, Anita strasznie to przeżywała. Musiałem ją upomnieć, żeby w końcu przecięła pępowinę – opowiada Wojciech Glapiak.

Dziś Łukasz ma własną rodzinę, a siostrze, za jej trud podziękował pięknymi słowami.

„Dziękuję ci za miłość i wsparcie w trudnych chwilach mojego życia. Za to, że zawsze mnie wspierałaś i obok byłaś. Za trud wychowania. Miłość i uśmiech. Za to kim jestem teraz” – napisał Łukasz na pamiątkowym zegarze, który podarował Anicie.

Zegar pamiątkowy, który Anita dostała od brata Łukasza. Fot. Archiwum rodzinne
Zegar pamiątkowy, który Anita dostała od brata Łukasza. Fot. Archiwum rodzinne

Trudne doświadczenia w domu rodzinnym i późniejsza opieka nad bratem uwrażliwiły panią Anitę na potrzeby innych. Rodzina, dom i poczucie bezpieczeństwa stały się jej życiowymi drogowskazami.

– Dlatego w 2015 roku zgłosiliśmy się z mężem do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Lesznie – mówi.

– Postanowiliśmy zostać rodziną zastępczą. Zanim jednak złożyliśmy papiery, przeprowadziliśmy naradę rodzinną. Nie chcieliśmy robić nic wbrew naszym dzieciom. Na szczęście podeszły do pomysłu entuzjastycznie – tłumaczy pan Wojciech.

Glapiakowie nie dostali dziecka z dnia na dzień. Procedury ciągnęły się długimi miesiącami. Rodzice zastępczy muszą bowiem być dobrze przygotowani na nowe wyzwania. Przechodzą szkolenia, a na koniec muszą uzyskać certyfikat.

W 2016 roku pod skrzydła Glapiaków trafiła szesnastoletnia Kinga. Dziewczynka o rok młodsza od ich córki Malwiny.

– Łatwo nie było! – przyznaje pani Anita.

Nastolatki były niczym chmury gradowe – ciskały w siebie gromami i kłóciły się o wszystko. Potrzebowały czasu, aby się dotrzeć. Na szczęście dziś są najlepszymi przyjaciółkami.

– Był też inny problem. Ciężko nam było wciągnąć Kingę w życie rodziny. Bywały dni, że nie chciało jej się wstawać z łóżka. Wiedziałam jednak, że nie mogę odpuszczać. Walczyłam o nią dzień do dniu – wspomina.

W listopadzie 2017r. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Lesznie złożyło im propozycję przyjęcia Karoliny, młodszej siostry Kingi.

– Nie wahaliśmy się nawet przez moment. W końcu po to zostaliśmy rodziną zastępczą -mówi Wojciech Glapiak.

Karolina była bardzo niezależna, zbyt dorosła jak na swój wiek. Za wszystko brała odpowiedzialność.

– Ciągle jej powtarzałam, że ma prawo być dzieckiem. W końcu wyluzowała – wyznaje Anita Glapiak.

Zgodnie z przewidywaniami Karolina zaprzyjaźniła się z najmłodszą córką Glapiaków – Hanią.

– Są w tym samym wieku, mają takie same pasje i mnóstwo tematów do rozmów. Podczas wakacji były wręcz nierozłączne. Teraz, kiedy zaczął się rok szkolny, dały sobie więcej oddechu, bo każda ma koleżanki w swojej klasie – tłumaczy pani Anita.

Dla młodej Anity osiemnastka nie była tylko symbolicznym, lecz rzeczywistym czasem wielkich zmian w życiu. Na jej barki spadło naprawdę wiele! Ale kiedy patrzy wstecz, z dumą myśli o tym, dla ilu dzieci mogła być mamą. Wcielała się w tę rolę siedem razy. Była mamą wobec dwójki braci, jest mamą trójki rodzonych dzieci i dwójki zastępczych.

– Całkiem niezły wynik! – śmieje się A. Glapiak.

I zapewnia, że dla niej największym spełnieniem jest patrzeć na szczęście jej bliskich.

Karolina Bodzińska