Awanse lepiej opijać po niż przed

69
fot. mac

Głosami m.in. naszej redakcji Dziennikarzem Roku w plebiscycie Press został Wojciech Bojanowski. Zawdzięcza to reportażowi w TVN, w którym ujawnił okoliczności zatrzymania i śmierci Igora Stachowiaka, torturowanego przez wrocławskich policjantów przy użyciu paralizatora. W efekcie w stolicy Dolnego Śląska poleciały głowy komendantów, a w ich miejsce pojawił się desant wielkopolski, m.in. z Rawicza i Leszna. Teraz i oni mają problem po tym, jak komendant miejski policji Zbigniew Raczak został znaleziony pijany na ulicy i bez butów.

Plebiscyt Pressu jest uważany za najbardziej prestiżowy w naszym środowisku, a wcześniej wygrywali go m.in. Monika Olejnik, Waldemar Milewicz czy Tomasz Lis. W 2017 r. w głosowaniu ok. 70 redakcji zdecydowanie zwyciężył dziennikarz programu TVN „Uwaga! ” Wojciech Bojanowski. Wyprzedził Roberta Mazurka, przeprowadzającego m. in. poranne wywiady w RMF FM i ten wybór pokrywa się również z naszym typowaniem, które jako redaktor naczelny Panoramy Leszczyńskiej miałem przyjemność zgłosić. Trzecie miejsce zajęła Justyna Kopińska, reporterka Dużego Formatu, dodatku Gazety Wyborczej. W naszym rankingu trzeci był Mariusz Szczygieł, autor cotygodniowej rubryki w Dużym Formacie. Słowem, niewiele się pomyliśmy.

Przy okazji polecam obszerny wywiad w Press z laureatem plebiscytu, który mimo młodego wieku jest już doświadczonym dziennikarzem i reporterem. Relacjonował walki we wschodniej Ukrainie, pokazywał dramat uchodźców w tzw. dżungli w Calais. Metody pracy ma dość nietypowe, np. uchodźców na greckiej wyspie Lesbos filmował z drona. Przez miesiąc był nawet studentem w szkole dziennikarskiej prowadzonej przez koncern medialny ojca Rydzyka, ale tylko na czas zbierania materiałów do reportażu dla Dużego Formatu. Bojanowski uważa, że dziennikarstwo to wspaniały zawód, choć przy stopniu zaangażowania, jakie trzeba w nim mieć, gdzie indziej można zarobić lepsze pieniądze. Ale z drugiej strony, dzięki temu miał okazję poczęstowania popcornem Tadeusza Rydzyka czy podpatrzeć, jak dilerzy narkotykowi robią zapiski w zeszycie w pokemony.

Winny jestem wyjaśnienia, o co chodzi z tym „wielkopolskim desantem”. Otóż po ujawnieniu materiału o śmierci Igora Stachowiaka nastąpiło kadrowe trzęsienie ziemi we wrocławskiej policji. Komendantem wojewódzkim został Tomasz Trawiński, wcześniej szef policji w Rawiczu, a jego zastępcą – Piotr Leciejewski, były komendant miejski w Lesznie. Według doniesień Gazety Wyborczej wspomniana dwójka plus szef policji we Wrocławiu Zbigniew Raczak, ekskomendant w Ostrowie Wlkp, miała wkrótce awansować na jeszcze bardziej eksponowane stanowiska. I właśnie podobno wracając po imprezie wielkopolskiej trójki komendant Raczak był mocno nieświeży, a na dodatek bez butów. W efekcie zamiast awansu na zastępcę komendanta wojewódzkiego został zdymisjonowany przez ministra Błaszczaka.

Co będzie z ewentualnymi awansami pozostałych? Niby po godzinach pracy można robić, co się chce, jednak osoby publiczne muszą pamiętać, że zawsze będą na celowniku mediów. A swoją drogą, awanse lepiej opijać po fakcie niż przed, bo czasami można ich się nie doczekać…

Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*