Będąc nastolatką chciała zostać rodziną zastępczą

Angelika i Artur Błachowiakowie tworzą dzieciom fantastyczny dom. Na zdjęciu od lewej stoją: Mikołaj, Natan i Wiktor. Fot. Karolina Bodzińska
Angelika i Artur Błachowiakowie tworzą dzieciom fantastyczny dom. Na zdjęciu od lewej stoją: Mikołaj, Natan i Wiktor. Fot. Karolina Bodzińska

Angelika Błachowiak wraz z mężem Arturem prowadzą w Osiecznej zawodową rodzinę zastępczą. W ciągu trzech lat przyjęli pod swój dach kilkoro dzieci, którym dali opiekę, miłość i wiarę, że każdy dzień może być piękny.

Angelika i Artur decyzji o rodzicielstwie zastępczym nie podjęli pod wypływem impulsu. Myśl o tym, by stworzyć nowy dom pokrzywdzonym przez los dzieciom narodziła się w ich głowach w czasach, gdy byli jeszcze parą zakochanych w sobie młodych ludzi.

Kiedy byłam nastolatką moje kilkuletnie kuzynostwo trafiło do domu dziecka w Głogowie. Moja mama jeździła do nich wielokrotnie w odwiedziny, a ja często jej towarzyszyłam. Za każdym razem bardzo to przeżywałam. Długie, ponure korytarze i pokoje z rzędami łóżek. Wszędzie minimalistyczne wyposażenie: szafa i biurko. Obce, okropne, przygnębiające miejsce. W tamtym momencie sytuacja prawna kuzynostwa była nieuregulowana, procedury ciągnęły się w nieskończoność więc moja mama nie mogła się nimi zaopiekować – tłumaczy Angelika Błachowiak.

Te doświadczenia spowodowały, że będąc jeszcze nastolatką podjęła decyzję, że kiedy założy rodzinę i „odchowa” własne dzieci stworzy dom dla takich dzieciaków, jak je jej kuzynostwo. Kiedy poznała Artura nie kryła swoich planów. Zresztą Artur towarzyszył jej w wyprawach do domu dziecka.

– Podzielał moje zdanie, że domy dziecka nie są miejscami odpowiednimi dla dzieci. I wyrażał gotowość by założyć w przyszłości rodzinę zastępczą – relacjonuje pani Angelika.

13 lat temu Artur dostał w spadku dom w Osiecznej. Przez dwa lata młodzi ludzi urządzali się w nowym miejscu.

– Dom był stary, w fatalnym stanie, ale my cieszyliśmy się jakbyśmy mieszkali w luksusowym pałacu. Byliśmy na dorobku więc wszystko remontowaliśmy własnymi rękoma. Dwa lata później wzięliśmy ślub – mówi Artur Błachowiak.

W 2009 roku zostali rodzicami Natana, a trzy lata później urodził się Mikołaj. Kiedy młodszy wyrósł z pieluch wrócili do rozmowy na temat stworzenia rodziny zastępczej.

– To był koniec 2014 roku. Zgłosiłam się do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Lesznie. Oczywiście musieliśmy czekać, aż zgłosi się więcej chętnych i dopiero wtedy dla wszystkich kandydatów zorganizowano szkolenie – mówi A. Błachowiak.

Minęło kilka miesięcy zanim zadzwoniono z leszczyńskiego PCPR – u. W czerwcu 2016 r. doczekali się i zamieszkała z nimi 5 – letnia Basia.

– Zanim się u nas zjawiła porozmawialiśmy z synami. Nasz pierworodny solennie obiecał, że się nią zaopiekuje. I słowa dotrzymał – wspomina Artur Błachowiak.

Basia szybko zaaklimatyzowała się w nowym domu, a kiedy cała rodzina pojechała razem na wakacje nad morze Basia była oczarowana. Dwa miesiące później trafiła do nich Kasia, młoda siostra Basi.

– Mieszkały z nami półtora roku aż szczęśliwie trafiły do adopcji. Po ich wyprowadzce dom opustoszał. Natan i Mikołaj zaczęli dopytywać, kiedy znów zamieszkają w domu dzieci – wspomina A. Błachowik.

I doczekali się. W maju 2017 roku do rodziny Błachowiaków trafił trzyletni Bartek. Maluch był w fatalnym stanie psychicznym. Początkowo ciągle budził się z krzykiem. Czuwali przy nim całe noce. Codziennie jeździli z chłopcem do specjalistycznego ośrodka na wczesne wspomaganie rozwoju. Jego stan psychiczny i fizyczny poprawiał się z tygodnia na tydzień.

– Nie da się opisać radości gdy dziecko robi postępy, przestaje się bać i codziennie się uśmiecha – mówi pan Artur.

2 marca br. trafił do nich pięcioletni Wiktorek.

– Dom w którym mieszka czterech chłopców nigdy nie bywa cichy. Chłopaków roznosiła energia od rana do wieczora – śmieje się Artur Błachowiak.

Teraz mieszka ich już tylko troje, bo w walentynki 2019 roku Bartek został zaadoptowany.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Lesznie prowadzi nabór na rodziny zastępcze przez cały rok.

– Każdy może przyjść i porozmawiać z naszymi pracownikami. Rodzicem zastępczym może też zostać osoba samotna. Szkolenie ruszy, gdy zbierze się 7 – 10 osób. Póki co mamy dwie chętne rodziny, więc najbliższe szkolenie odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym roku – mówi Mateusz Juśkiewicz, kierownik PCPR w Lesznie.

Kandydaci na rodziny zastępcze muszą przejść specjalistyczne szkolenie podczas którego rozwijane są umiejętności: opiekuńcze, zaspokajania potrzeb dziecka i kompensowania opóźnień, wzmacniania więzi z rodziną naturalną, wzmacniania trwałych, pozytywnych związków oraz umiejętność pracy zespołowej dla dobra dziecka.

Mateusz Juśkiewicz zaprasza do siedziby PCPR w Lesznie. Fot. Karolina Bodzińska
Mateusz Juśkiewicz zaprasza do siedziby PCPR w Lesznie. Fot. Karolina Bodzińska

– Zapraszamy do naszej siedziby w Lesznie przy ulicy Kościuszki 4 b – podsumowuje kierownik.

Karolina Bodzińska