Bierut i Gomułka ocalili życie, bo… siedzieli w więzieniu

Komunistów zamykano w przeludnionych celach, w których na powierzchni ok. 10 m2 mieszkało do 15-u więźniów. Fot. ds

Przed drugą wojną światową więzienie w Rawiczu należało do najcięższych w Polsce. Zamykano w nim m.in. sądzonych za poglądy polityczne, wśród których byli późniejsi przywódcy PRL-u, tworząc największą komunę więzienną w Drugiej Rzeczpospolitej.

Już po Kongresie Wiedeńskim w roku 1815 r. władze pruskie przystąpiły do wzmocnienia swojej władzy na ziemiach polskich. Po wprowadzeniu niemieckiej administracji w Wielkim Księstwie Poznańskim zaplanowano powołanie oddzielnego więzienia dla przestępców pochodzących z prowincji poznańskiej. A trzy lata później, prezes tej prowincji, Joseph Zerbonii di Sposetti, przeznaczył na ten cel pomieszczenia byłego klasztoru reformatów w Rawiczu – wspomina historię założenia więzienia major Piotr Bruder z Zakładu Karnego w Rawiczu. – Po niezbędnej adaptacji pomieszczeń na cele więzienne, w grudnia 1820 r. więzienie zostało uruchomione. Pod koniec XIX wieku mogło pomieścić 1335 osób.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości więzienie przekazano stronie polskiej. Tak więc, w listopadzie 1921 r. zakład karny w Rawiczu znalazł się w strukturze więziennictwa II Rzeczypospolitej, a później został samodzielnym więzieniem I klasy, co oznacza, że było w nim ponad 450 miejsc dla skazanych. Zakład w Rawiczu był jednym z największych w kraju. Zaplanowano, że „pod klucz” trafią tu osądzeni za przestępstwa pospolite w wymiarze od 5 do 15 lat pozbawienia wolności, więźniowie skazani przez sądy na dożywotnie pozbawienie wolności oraz więźniowie polityczni: komuniści i ukraińscy nacjonaliści oraz najsłynniejszy żydowski przestępca II RP Urke Nachalnik.

W drugiej połowie lat trzydziestych w skład więzienia wchodziły dwa pawilony mieszkalne, w których wydzielono 426 pojedynczych i 26 wspólnych cel. Dodatkowo zakład dysponował pięcioma ciemnicami i trzynastoma karcerami. Za murami mogło przebywać równocześnie ok. 1200 więźniów – dodaje Piotr Bruder. – Od samego początku zakład był jednym z cięższych w kraju, a na pewno najcięższym politycznym zakładem karnym w drugiej Rzeczypospolitej. Przebywali w nim więźniowie polityczni, którym sąd wymierzył karę co najmniej 5 lat pozbawienia wolności.

W latach trzydziestych w Rawiczu siedziało kilkuset więźniów politycznych. Wśród nich późniejsi przywódcy Polski Ludowej: Władysław Gomułka i Bolesław Bierut oraz działacze, którzy zginęli w wyniku wewnątrzpartyjnych rozgrywek czyli Paweł Finder i Marceli Nowotko.

Z niewielu i zazwyczaj anonimowych wspomnień, które zachowały się w archiwach wiemy, że najwyższym autorytetem wśród osadzonych w Rawiczu komunistów, cieszył się Marian Buczek, jako więzień polityczny o najdłuższym stażu. Ten były żołnierz Legionów Polskich, który w walce o niepodległość Polski dosłużył się stopnia porucznika, już po 1918 r. wielokrotnie skazano za komunizm i działalność antypaństwową. Za murami zakładów karnych przesiedział aż 16 lat. Po napaści faszystowskich Niemiec na Polskę więźniów wypuszczono, a Marian Buczek przedzierając się do walczącej Warszawy zginął 10 września 1939r. pod Ożarowem Mazowieckim.

Zakład karny w Rawiczu należał do tych, w których komunistom zabroniono nosić cywilne ubrania. Po przekroczeniu więziennej bramy osadzeni otrzymywali szare więzienne uniformy. O prawo do cywilnego ubrania prowadzili długotrwałe spory z administracją więzienną. Czasem naczelnicy zakładów karnych ustępowali, przyjmując ich postulat, w innych zaś – i do nich należał Rawicz – administracja „łamała” osadzonych zmuszając do przyjęcia więziennych uniformów.

Wielu z osadzonych więźniów politycznych, pierwsze wyroki odsiadywało jeszcze w czasie zaborów, dlatego z tamtego okresu „przenieśli” zwyczaj tworzenia komun – dodaje Piotr Bruder. – A komuniści ten zwyczaj pielęgnowali, dodatkowo zakładając w więzieniach tajne komórki Komunistycznej Partii Polski, zwane partkomami.

Komuny i partkomy działały w dużych więzieniach, w których egzekwowano wieloletnie wyroki za sprawy polityczne, a więc takich jak: Wronki, Fordon, Grudziądz, Warszawa i właśnie Rawicz. Z końcem lat dwudziestych, aby osłabić siłę wspólnot, zarządzono, aby „polityczni” odbywali kary w więzieniach położonych z dala od miejsca zamieszkania.

W drugiej połowie lat trzydziestych, po rozwiązaniu przez Józefa Stalina Komunistycznej Partii Polski, wielu czołowych działaczy zwołano do Związku Radzieckiego, gdzie zostali aresztowani, a później rozstrzelani pod zarzutem infiltracji partii przez polskie służby specjalne. Paradoksalnie działacze, którzy nie trafili przed pluton egzekucyjny NKWD, ocalili życie tylko dlatego, że odsiadywali wyroki w polskich więzieniach.

W okresie tzw. wielkiej czystki w Komunistycznej Partii Polski wyroki w więzieniach odsiadywali działacze drugiego szeregu i to oni ocalili życie. Dochodziły do nich zza muru więzienia sygnały o aresztowaniach wezwanych do bolszewickiej Rosji partyjnych liderów. Dlatego nawet w swoim gronie okazywali daleko posuniętą nieufność wobec towarzyszy z celi czy więziennego bloku – opowiada major P. Bruder.

Anita Prażmowska, profesor historii powszechnej w London School of Economics i autorka książki o Władysławie Gomułce, udowadnia, że choć bohater jej książki przebywał w tym samym czasie w Rawiczu co Bolesław Bierut (przesiedział w nim 7 lat), to więźniowie nigdy się nie spotkali!

Skazanych komunistów lokowano w przeludnionych celach, w których na powierzchni ok. 10 m2 mieszkało do 15-u więźniów.

Warunki w celach odbiegały od tego, co określamy jako humanitarne. Niewielkie pomieszczenia były wyposażone w dwa łóżka, a pod sufitem paliła się żarówka. Dlatego to sami więźniowie musieli ustalić, w jakiej kolejności będą spali. Najczęściej było to kilka godzin snu, a później łóżko było zajmowane przez innych. Apel poranny w zależności od pory roku rozpoczynał się pomiędzy 5.00 a 6.00 rano, a dzień kończył się o 19.00. Przez cały dzień straż więzienna pilnowała, aby więźniowie nie siadali czy kładli się na łóżku. Za złamanie zakazu trafiali do ciemnicy lub karceru. Ponieważ do drugiej połowy XX w. więzienie nie było skanalizowane, to osadzeni opróżniali się do tzw. bomby czyli wiadra, z którego nieczystości były wynoszone raz dziennie. W celach potwornie śmierdziało – dodaje major. – Pamiętajmy, że drakońskie kary za poglądy polityczne i ciężkie warunki, w których odbywali zasądzone wyroki, nie zwalniają komunistów z odpowiedzialności za system represji, który wprowadzili w Polsce po 1945r.

Cały artykuł jest również dostępny w 243 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Dariusz Staniszewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*