Chyląc czoło przed grobami przodków

fot. mac

Trzy dni świąt na początku listopada, a jak ktoś lubi „innowiercze” obrzędy, to nawet cztery (Halloween) – taka gratka nie zdarza się często w kalendarzu. A jak do tego dodamy w miarę dobrą pogodę (jesienią nie wypada narzekać na chłód), to mieliśmy fajne dni do świętowania i… zadumy.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, to jedyne takie dni w roku, gdy połowa mieszkańców miasta czy wsi spotyka się przy grobach bliskich. To nieważne, czy są tam, bo tak każe tradycja, obyczaj czy tak zostali wychowani. Liczy się, że idą na cmentarz, by oddać hołd zmarłym bliskim: ojcu, babci, pradziadkowi. By powspominać chwile, gdy wszyscy oni chodzili jeszcze po tym świecie.

Oczywiście, nie wszystkich naszych bliskich mieliśmy okazję poznać za życia, gdyż niektórzy zmarli jeszcze przed naszymi narodzinami albo wówczas po prostu ich nie znaliśmy.

W młodości narzekałem, iż nie mam nikogo bliskiego na cmentarzu przy ul. Kąkolewskiej. Parę dekad później mam już kogo odwiedzać, bo – po pierwsze – wielu z moich najbliższych już odeszło, a po drugie – dzięki genealogii mam większą wiedzę na temat losów członków mojej familii, nawet tej dalszej. I dziś muszę zaopatrzyć się w duży zestaw zniczy, by na każdym grobie zapalić symboliczną lampkę pamięci.

Celem mojej peregrynacji jest zazwyczaj kilka okolicznych cmentarzy: oprócz parafialnego w Lesznie, także odwiedzam komunalny, który powoli staje się większą nekropolią niż stary cmentarz. W tym roku odwiedziliśmy również cmentarz parafialny we Włoszakowicach. Znajduje się tam grób pradziadka mojej małżonki – Fabiana Grycza, byłego dzierżawcy probostwa we Włoszakowcach, co zaznaczono na płycie nagrobka. 10 lat temu z okazji 100-lecia śmierci Fabiana pod pomnikiem odbyła się skromna uroczystość z udziałem potomków tego zacnego antenata. Pojawił się nawet portret tego przodka, który otrzymał niedawno w spadku mój syn. Spoglądając na rysy owego Fabiana, można znaleźć nawet podobieństwo pomiędzy nim a moim Tomkiem.

Obecnie grobowiec prapradziadka mojego syna znajduje się w nie najlepszym stanie. Obudowa z piaskowca uległa uszkodzeniu, góra pomnika leży na wznak, by ochronić ją przed dalszym zniszczeniem. Losem pomnika zainteresowało się jednak wiele osób, m.in. jedna z radnych gminy Maria Rzeźniczak, która poinformowała mnie, iż planowany jest remont zabytkowego obelisku. Potwierdził to podczas ostatniej naszej wizyty na cmentarzu proboszcz parafii pw. Świętej Trójcy ks. kan. Andrzej Szulc. Uznano, iż należy uchronić przed zapomnieniem i dalszym zniszczeniem jeden z najstarszych nagrobków tej nekropolii.

W niedzielę na włoszakowickim cmentarzu odkryłem jeszcze starszy grób. W centralnym miejscu stoi obelisk ku czci ks. Jana Arendta, który żył w latach 1802-1872. Udało mi się nawet wyszukać w sieci mowę żałobną nad jego trumną, wygłoszoną 24 lutego 1872 roku przez filipina ks. Antoniego Brzezińskiego. Prawdziwa perełka sztuki oratorskiej.

Robert Lewandowski
redaktor naczelny