Ciałopozytywne dziewczyny: Sandra i Marta ze Wschowy

Na pokaz Real Catwalk Polska przyjechało kilkadziesiąt odważnych dziewczyn. Na Placu Zamkowym pokazały się w bieliźnie. Fot. Zegier Gutek Photo

Mieszkanki Wschowy: Sandra Prałat i Marta Kostka wzięły udział w wyjątkowym pokazie bielizny Real Catwalk Polska, który odbył się 19 maja na Placu Zamkowym w Warszawie. Pokaz zorganizowała Zuzanna Zakrzewska, finalistka programu Top Model Plus Size. Na pokaz mogła się zgłosić każda ciałopozytywna dziewczyna niezależnie od wieku, rozmiaru czy koloru skóry.

Ciałopozytyw to pozytywne postrzeganie swojego ciała. Nieformalny ruch, który powinien był narodzić się już dawno, dawno temu, zanim młode dziewczyny sięgnęły po diety cud, by upodobnić się do przekłamanego wizerunku modelek w kolorowych czasopismach. Zmanipulowane zafałszowanym obrazem, jedna po drugiej, zaczęły wpadać nie tylko w sidła restrykcyjnych diet. Chęć bycia doskonałą przełożyła się na przypadki anoreksji, bulimii, ortoreksji…

Kobiety zaczęły wręcz chorobliwie udoskonalać swoje ciała. I udoskonalając je katowały się coraz bardziej. Reklamy krzyczały, że za wszelką cenę trzeba pozbyć się cellulitu oraz każdego, nawet najmniejszego włoska z ciała. Blizny? Schować! Piegi? Zapudrować! Za małe usta? Powiększyć! Tłuszczyk na brzuchu? Odessać! U progu kobiecości setki tysięcy dziewczyn, zamiast cieszyć się, że rozkwitają, zaczęły ukrywać się za wykreowanym wyglądem.

Tak było do czasu ery ciałopozytwu. Real Catwalk Polska był żywym dowodem na to, że Polki mają już dość udawania. Że chcą siebie polubić takimi, jakimi są naprawdę: szczuplejsze, tęższe, z małym czy dużym biustem, z bliznami i niedoskonałościami skóry, pociążowymi brzuszkami czy rozstępami. Bo tak naprawdę wygląda ludzkie ciało.

Aktywne i zakręcone

Nabór na pokaz bielizny Real Catwalk Polska prowadzony był na Instagramie. Tak dowiedziała się o sesji Marta Koska.

– Mój mąż zauważył wpis organizatorów i powiedział, że obie z Sandrą, moją serdeczną przyjaciółką, powinnyśmy wziąć w nim udział. Obie jesteśmy aktywne, pozytywnie zakręcone i nie brakuje nam odwagi. Mój mąż przekonywał, że udział w takim projekcie może pomóc innym dziewczynom zaakceptować swoje ciało, polubić siebie – mówi Marta Kostka.

Nie było żadnego castingu. Mógł zgłosić się każdy. Wystarczyło wysłać zgłoszenie i zdjęcie. Przyjaciółki napisały do organizatorów dosłownie w ostatniej chwili. Kiedy tuż przed północą nadusiły „enter” w komputerze, wiedziały już, że klamka zapadła.

Dziewczyny od razu chcą wyjaśniają ważną kwestię:

W mediach pojawiły się różne nieprawdziwe informacje. A to, że na pokazie zjawiły się modelki plus size. Inni utrzymywali się, że dziewczyny, które przyjechały do Warszawy, nic dla siebie nie robią. To nieprawda! Nie jesteśmy modelkami. Obie z Sandrą dbamy o swoje zdrowie, ćwiczymy, jeździmy na rowerze. Generalnie jesteśmy bardzo aktywne. Osobiście zmagam się z chorobą hashimoto i insulinoopornością. Gdybym nie ćwiczyła, nie robiła nic dla siebie, ważyłaby powyżej stu kilogramów. Nie uważam się za osobą otyłą. Jestem zwykłą dziewczyną. Urodziłam dwójkę dzieci, a na moich nogach są blizny. Dwa lata temu poparzyłam się wrzątkiem – wylicza Marta.

Z kolei Sandra szczerze wyznaje, że jest po trudnym, wręcz toksycznym związku, który zniszczył jej poczucie własnej wartości. Na szczęście nie zamknęła się w skorupie, ale zaczęła tworzyć siebie od nowa. Postawiła na rozwój osobisty, jeździła na motywacyjne spotkania dla kobiet. Często w duecie z Martą.

5 lat temu Sandra poznała miłość swojego życia. Zakochała się ze wzajemnością w mężczyźnie który kocha ją, ceni, szanuje i potrafi adorować na każdym kroku.

– Przytyłam 30 kg, ale nigdy nie usłyszałam żadnego przykrego słowa. Na każdym kroku mój ukochany mówi mi, że jestem atrakcyjna. Prawi mi komplementy kilka razy w tygodniu. Kocha i szanuje mnie taką, jaka jestem. Takie wsparcie wiele daje. Moja pewność siebie poszybowała. Przed pokazem sięgała 98%, pokaz dopełnił reszty. Do Warszawy pojechałam po 2 procent – uśmiecha się Sandra.

Z kolei Marta wyznaje, że od małego miała do siebie zastrzeżenia. Raz podobała się sobie bardziej, a raz mniej. Była nawet ofiarą hejtu na Instagramie, że w rzeczywistości nie wygląda tak dobrze.

– Aparat mnie lubi. Czy mam przepraszać ludzi za to, że jestem fotogeniczna? – pyta retorycznie Marta.

Nie ma tak dużej pewności siebie jak Sandra. Pokaz dał jej szansę spojrzeć na siebie przychylniejszym okiem.

Nigdy nie będę miała rozmiaru 36. I już – podsumowuje.

Wybrały bieliznę i pojechały

Żadnych szczególnych przygotowań nie było. Wybrałyśmy jednie bieliznę, w której chcemy się zaprezentować i ruszyłyśmy na podbój stolicy – uśmiecha się Sandra Prałat.

Do Warszawy przyjechały różne dziewczyny. Młode, starsze, bardzo szczupłe i te okrąglejsze, po anoreksji, bulimii, raku i z bliznami. Każda z nich ma własną historię. Każda z nich każdego dnia coraz bardziej kocha siebie i chce dzielić się tym z innymi.

– Jeśli naszym wystąpieniem w Warszawie pomożemy chociaż jednej niepewnej siebie dziewczynie, będzie to dla nas wielka radość – podkreśla Marta.

Obie po powrocie ze stolicy odebrały wiele pozytywnych sygnałów i gratulacji.

– Jesteście wspaniałe!

– Jesteście odważne!

– Jesteście piękne!

– Wezmę z was przykład – deklarują internautki.

O Marcie i Sandrze jeszcze usłyszymy, bo zamierzają także na lokalnym podwórku promować ideę ciałopozytywności.

Karolina Bodzińska