Coraz mniej kiosków w krajobrazie miasta

Kinga Kowalska od 20 lat prowadzi kiosk przy ul. Dworcowej w Lesznie Fot. ama

Gdy jako dziecko maszerowałam z domu do szkoły podstawowej, po drodze mijałam dwa kioski Ruchu. Popularne niegdyś w krajobrazie Leszna, a także wielu innych polskich miejscowości obiekty stały m.in. w rejonie dzisiejszego ronda Inki oraz przy ul. Jagiellońskiej przy plantach. A kiedy wracałam ze szkoły dłuższą trasą, charakterystyczny mały pawilonik mijałam również u zbiegu ul. Sikorskiego i Grunwaldzkiej Do dziś kiosków pozostało niewiele. Każdy ma swoją historię, momentami zaskakującą, a także stałych klientów. Godziny pracy tych punktów, a też i oferowany przez nie asortyment ma duży związek z lokalizacją takiego obiektu.

Kinga Kowalska kiosk przy ul. Dworcowej prowadzi od czerwca 1998 roku. Przypomina, że kiedyś niedaleko dworca, po sąsiedzku, funkcjonowały dwa kioski. Z czasem został jeden. Jej czynny jest od 5.00 do 19.30.

Pierwsi klienci odwiedzają nas krótko po otwarciu, po drodze na pociąg. Najczęściej kupują gazety, papierosy, a teraz podczas upałów schodzi również dużo wody mineralnej – wymienia Kinga Kowalska. – Wciąż prowadzimy tzw. teczki z gazetami, do których odkładamy zamówione przez klientów wydawnictwa.

Widać, że uśmiechnięta pani z okienka w kiosku przy ul. Dworcowej lubi swoją pracę oraz klientów. Niekiedy nie zna imion zaglądających do niej codziennie osób, ale kiedy tylko zbliżają się do okienka, wie, co uszykować.

Zdarzają się bardziej nietypowe pytania. Latem np. często słyszę, czy można u mnie dostać piwo. Takiego asortymentu nie prowadzimy. Wprowadziliśmy natomiast do sprzedaży agrafki. Pytały o nie osoby będące czy wracające z podróży. Gdy coś im się rozpruje, trzeba jakoś ratować sytuację. Początkowo użyczałyśmy swoich prywatnych agrafek, ale ile można ich mieć! – śmieje się pani Kinga.

Generalnie w kiosku często ludzie szukają towarów, o które na próżno mogliby pytać w okolicznych sklepach. Zwraca na to uwagę kioskarka, od ośmiu lat prowadząca punkt na „górce” przy ul. Zwycięstwa. Kiedyś kiosk sąsiadował ze słynnym Pewexem. Na dowód pani z kiosku pokazuje fotografię sprzed lat.

Męska woda kolońska Przemysławka, ogórkowy płyn po goleniu– ten asortyment ma u nas swoich stałych klientów. Niektórzy przyjeżdżają po to nawet spoza Leszna – zdradza.

Podobnie jak Kinga Kowalska, wspomina o stałych klientach, którzy regularnie przychodzą po zestaw gazet. Przy okazji chcą porozmawiać, czasem nawet zwierzyć się.

Moi wierni, ale starsi wiekiem klienci powoli odchodzą z tego świata. Bardzo to przeżywam – kioskarka z ul. Zwycięstwa na chwilę zawiesza głos.

Nie ma zbyt wiele czasu na zadumę, bo mimo sobotniego upalnego przedpołudnia do kiosku zaglądają kolejne osoby.

Potrzebowałbym tak na szybko skarpetki dla żony, bo podarły się przy zakładaniu. Najlepiej dwa opakowania – słychać prośbę przy okienku.

Prośba zostaje zaspokojona. Rozmawiamy dalej, ale szybko podchodzi kolejna osoba.

Ten pan nie będzie niczego kupował. On przychodzi często tylko pooglądać gazetowe okładki – spieszy z informacją kioskarka.

Przez kilkanaście lat prowadziła również kiosk przy ul. Ostroroga, który z czasem przestał cieszyć się zainteresowaniem okolicznych mieszkańców. Na osiedlu przy Ostroroga mieszka sporo osób, które rano wyjeżdżają do pracy i wracają późnym popołudniem lub wieczorem. Rzadko zaglądali do kiosku. W rejonie chociażby ul. Zwycięstwa mieszka sporo starszych osób, które przychodzą po gazety czy jakieś drobnostki. Mają więcej wolnego czasu.

Na lokalizację zwraca też uwagę Aleksandra Kokot z punktu na leszczyńskim rynku, u zbiegu ulic Leszczyńskich i Wróblewskiego. Nie jest to charakterystyczna budka, lecz mały lokal handlowy.

Nasz sklep usytuowany jest w przelotowym miejscu. Gdyby znajdował się po drugiej stronie rynku, to nie wiem, czy zaglądałoby do nas tyle osób – przyznaje pani Aleksandra.

Pokazuje czasopisma porozkładane tematycznie na półkach. Owszem, są stali klienci przychodzący po codzienne gazety. Jest jednak duża grupa osób poszukujących czasopism poświęconych konkretnej tematyce, np. historycznej.

Wiosną czy latem większą popularnością cieszą się periodyki poświęcone ogrodnictwu czy adresowane do działkowców – dodaje Aleksandra Kokot. – Bez względu na porę roku duże wzięcie mają pisma kulinarne czy krzyżówki. Wciąż ludzie pytają o serie dla kolekcjonerów. Jedna pani spoza Leszna zagląda do nas po kolejne egzemplarze z serii aut z czasów PRL-u.

Swoich wiernych czytelników mają dostępne w kioskach serie książek czy sagi.

Punkt położony na leszczyńskim rynku wygląda jak mały sklep. Można w nim kupić nawet kawę i hot dogi, które cieszą się sporym wzięciem.
Wystarczy zafundować sobie niewielki spacer po Lesznie, by przekonać się, że wielu kiosków istniejących przez lata już nie ma. W rejonie wspomnianego małego pawilonu przy ul. Sikorskiego, stoją dziś kontenery na śmieci. Sklepiki czy kioski wypierane są przez markety, których coraz więcej pojawia się nie tylko w leszczyńskim krajobrazie. Kioski, które pozostały, mają wiernych klientów, żywiących nadzieję, że z usług tych drobnych punktów handlowych jeszcze długo będą mogli korzystać.

Niektórzy, zwłaszcza starsi leszczyniacy, będący już na emeryturze, mówią wprost, iż nie wyobrażają sobie poranka bez spaceru do pobliskiego sklepu po bułki, chleb i do kiosku po najnowsze wydanie ulubionego periodyku. Choć dziś walka o czytelnika toczy się w dużej mierze w internecie, to dla starszych wiernych czytelników liczy się zapach świeżo wydrukowanej gazety. Kupionej w pobliskim kiosku podczas zakupów urozmaiconych zazwyczaj miłą pogawędką z kioskarzem czy kioskarką. I niech tak zostanie…

Cały artykuł jest również dostępny w 23 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Anna Maćkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*