Człowiek konał, a urzędnicy pisali listy

Nierzadkie są przypadki, że pacjenta nie ma dokąd wypisać Fot. arch

Waldemar (imię zmieniono) już nie żyje. Odszedł w marcu tego roku. Choć zabrzmi to strasznie, jego śmierć rozwiązała problem. Jednostkowo, bo takich Waldemarów, (niekoniecznie z tak mroczną przeszłością) jest więcej. Najtrudniej robi się wówczas, gdy dopadnie ich poważna choroba i trafiają do szpitala, a po zakończonym leczeniu nie są w stanie egzystować samodzielnie. W dodatku nie mają gdzie pójść. Pracownik socjalny szpitala i bezdomny pacjent stają wówczas oko w oko z urzędniczą machiną. Jeśli trafią na człowieka przez duże C sprawa szybko znajduje rozwiązanie, ale jeśli mają pecha i za biurkami siedzą urzędnicy pozbawieni empatii, zaczynają się schody…

Historia Waldemara jest kręta i wyboista. Skazany za pedofilię trafia do więzienia. Po opuszczeniu zakładu karnego nie wraca do Wschowy, w której mieszkał przed wyrokiem. Przygarnia go matka, mieszkająca w powiecie leszczyńskim. Z czasem mężczyzna podupada na zdrowiu i trafia do leszczyńskiego szpitala. Rozpoznanie: zawał mózgu. Wiadomo, że po zakończeniu hospitalizacji nie będzie już samodzielnie funkcjonował. Udar był bardzo poważny. Schorowana matka w podeszłym wieku nie jest w stanie zapewnić mu całodobowej opieki. Zresztą, mężczyzna nie może wrócić do jej domu, bo postanowieniem sądu musi opuścić ten lokal. Rodzi się więc pytanie: co dalej?

Szpital nie zamierza wyrzucić pacjenta na bruk. To byłoby nieludzkie. Pracownik socjalny szpitala zaczyna szukać dla niego miejsca w jakiejś instytucji społecznej. Ale nikt nie chce pomóc. Ani gmina Wschowa, w której mężczyzna był po raz ostatni zameldowany na pobyt stały, ani gmina Osieczna, gdzie przez jakiś czas miał pobyt czasowy. Nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności i ciężaru finansowego. Zaczyna się odbijanie piłeczki.

Wschowa utrzymuje, że organem właściwym do świadczenia pomocy jest gmina w powiecie leszczyńskim, bo stamtąd pan Waldemar trafił do szpitala. Wschowscy urzędnicy wniosek rodziny Waldemara o umieszczenie go w domu pomocy społecznej przekierowują więc do Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Osiecznej.

Tymczasem, zgodnie z ustawą o pomocy społecznej, właściwą gminą do załatwiania wszystkich spraw w przypadku osoby bezdomnej jest gmina, w której osoba bezdomna miała ostatni meldunek na pobyt stały. Zgodnie z przepisami tego konkretnego pacjenta należało uznać za osobą bezdomną, a zatem organem właściwym do udzielenia mu pomocy była gmina Wschowa. Wschowscy urzędnicy nie chcieli jednak uznać mężczyzny za bezdomnego. W tym przypadku „czynnik ludzki” stracił na znaczeniu w obliczu „czynnika finansowego”…

Węzeł gordyjski zaciskał się coraz mocniej. Tymczasem, tuż przed terminem wypisu wskazanym przez szpital, stan Waldemara radykalnie się pogorszył. W konsekwencji mężczyzna zmarł. To zwolniło obie gminy od jakiejkolwiek odpowiedzialności, ale przykład Waldemara ujawnił, jak instrumentalnie urzędnik może potraktować ciężko chorego człowieka.

Takie sytuacje, w których nie ma gdzie wypisać pacjenta, są z czysto ludzkiego punktu widzenia bardzo przykre. Nie tylko nasz szpital ma taki problem. Wiele lecznic staje w obliczu sytuacji, w której pacjent ma nieuregulowaną sytuację prawno-bytową. Za każdym razem staramy się pomóc, ale w niektórych przypadkach, jak pokazuje przykład pacjenta z zawałem mózgu, trafiamy na mur obojętności. Panu Waldemarowi nawet udałoby się załatwić miejsce w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, ale żadna z gmin nie chciała tego współfinansować – tłumaczy Tomasz Gryczkowski, pracownik socjalny Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie.
Krzysztof Okoński, kierownik Schroniska dla Osób Bezdomnych w Lesznie zna ten i wiele podobnych przypadków.

– Nierzadkie są sytuacje, gdy widzi się cyfry zamiast ludzi. Gdyby ten człowiek mógł zamieszkać w noclegowni natychmiast bym go przyjął, ale wymagał pomocy medycznej i odpowiednich warunków lokalowych, których nie spełnialiśmy. Dla mnie niepojęta jest urzędnicza obojętność wobec konającego człowieka. Z jednej strony potrafimy w mediach społecznościowych rozpisywać się na temat porzuconego psiaka, a tu umierał człowiek i urzędnikom nawet powieka nie zadrżała. W mojej opinii odpowiedzialność za tego człowieka spoczywała na gminie ostatniego zameldowania na pobyt stały
– komentuje Krzysztof Okoński.

Takich przypadków w swojej wieloletniej pracy zawodowej kierownik leszczyńskiego schroniska spotkał więcej. Oczywiście, jak zaznacza, na wszystko są odpowiednie procedury, a ostatecznie sprawa znajduje swoje rozwiązanie w sądzie

W końcu problem udałoby się rozwiązać, ale tu największą rolę odgrywa czas. Chodzi o blokowanie łóżek przez pacjentów, których nie mamy gdzie wypisać. Są oddziały, gdzie kolejki na przyjęcie są bardzo długie. Jednym z nich jest właśnie neurologia. Tam miejsca są szczególnie cenne – mówi Tomasz Gryczkowski.

Cały artykuł jest również dostępny w 16 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

[ult_dualbutton btn_hover_style=”Style 2″ btn_border_style=”solid” btn_color_border=”#eaeaea” btn_border_size=”1″ button1_text=”NEXTO” icon_link=”url:http%3A%2F%2Fbit.ly%2F29PKYcq|||” btn1_bghovercolor=”#dd6868″ button2_text=”EGAZETY” btn_icon_link=”url:http%3A%2F%2Fbit.ly%2F2a3mITH|||” btn2_bghovercolor=”#dd3333″ divider_text=”lub” divider_bg_color=”#dd3333″ title_font_size=”desktop:18px;” btn1_heading_style=”font-weight:bold;” btn2_heading_style=”font-weight:bold;”]

Autor artykułu: ds

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*