Czy ceny wieprzowiny popsuje ASF?

Koniuktura na rynku trzody chlewnej zaczęła się poprawiać pod koniec 2018 roku. Fot. Gerwazy Konopczyński
Koniuktura na rynku trzody chlewnej zaczęła się poprawiać pod koniec 2018 roku. Fot. Gerwazy Konopczyński

Od kilku miesięcy hodowcy trzody chlewnej w regionie leszczyńskim cieszą się opłacalnymi cenami za żywiec. Niektórzy z nich twierdzą nawet, że mają szansę odrobić to, co stracili w ostatnich latach. Niestety, ich dobre samopoczucie psuje przypadek znalezionego w okolicach Sławy chorego martwego dzika, u którego stwierdzono wirusa afrykańskiego pomoru świń, czyli tzw. ASF. Obawiają się obostrzeń, które w związku z tym zostaną wprowadzone.

Ostatnie miesiące to dobry czas dla hodowców trzody – uważa Grzegorz Jaśkowiak, rolnik z gminy Kamieniec. – Ceny idą w górę. Wreszcie możemy się odbić od dna. W ciągu ostatniego roku sprzedałem kilkadziesiąt tuczników, na których można było zarobić. Nie wiadomo jednak co będzie teraz, gdy stwierdzono wirusa ASF u martwego dzika? Obawiam się że wprowadzone obostrzenia mogą pogorszyć sytuację.

Koniunktura na rynku trzody chlewnej zaczęła się poprawiać pod koniec 2018 roku. Ceny pięły się stopniowo w górę i w listopadzie ub.r. kilogram wieprzowiny kosztował 4,30 zł wagi żywej. W połowie listopada tego roku cena ta doszła do 6 zł za kg. Przyczyn jest kilka.

– Rynek wieprzowiny ma charakter globalny – tłumaczy Marek Kmiećkowiak, specjalista z Wielkopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. – Duże znaczenie dla obecnej sytuacji ma walka z afrykańskim pomorem świń w Chinach. Zlikwidowano tam wiele stad i kraj ten jest zmuszony importować spore ilości tego mięsa m.in. z Europy. Niemcy, Dania czy Holandia wysyłają do tego państwa duże jego ilości, dlatego na naszym kontynencie nie ma nadwyżki, co wpływa na poziom cen.

Wysoka cena wieprzowiny jest też pokłosiem ograniczenia hodowli trzody w naszym kraju. Wielu rolników po katastrofalnym w branży 2017 r. postanowiła zrezygnować z tej specjalizacji. Dziś pogłowie świń w Polsce wynosi poniżej 12 mln sztuk, gdy w pierwszej dekadzie XXI w. liczyło do 20 mln.

– Część hodowców nie chciała już dokładać do interesu – dodaje Marek Marciniak, rolnik z Borowa, gm. Czempiń. – Dziś kiedy koniunktura się polepszyła, większość z nich już nie wraca do hodowli. Obawiają się że dobra sytuacja może nie potrwać zbyt długo. Ponadto część znalazła zatrudnienie poza rolnictwem.

Hodowcom pomagają niższe ceny zbóż paszowych. Tona pszenżyta kosztuje ok. 570 zł, natomiast pszenicy ok. 620 zł. Jest to wynik importu zbóż z Ukrainy w ramach bezcłowego kontyngentu do UE.

Gerwazy Konopczyński