Dobry rzemieślnik ma sporo roboty

631
Fot. Andrzej Cieślik

Czy leszczyńscy rzemieślnicy mają się dobrze? Wszystko zależy od branży i zdolności. Dobre krawcowe i szewcy, mimo sporej konkurencji, dosłownie są zawaleni robotą. Czesław Szczepaniak prowadzący zakład ślusarski przekonuje, że w jego branży klientów jest praktycznie zawsze tyle samo, a Marek Nowakowski, jedyny w Lesznie kaletnik, marzy o powrocie do swojego pierwotnego zawodu – technika budowlanego.

Rekonesans po mieście zaczynam od zaprzyjaźnionej krawcowej. W jej niewielkiej pracowni nie tylko na stołach, ale także na ziemi piętrzą się ubrania. W maju na przeróbki trzeba czekać dwa, a nawet trzy tygodnie. Wiadomo – komunie. Maj to jeden z najlepszych dla tej branży miesięcy, choć ruch zaczyna się już na wiosnę, gdy ludzie robią porządki w szafach. Podczas dziesięciominutowej rozmowy odwiedza ją trzech klientów.

Przyszłam odebrać bluzeczki, bo szykuje mi się rodzinna impreza. Wiele lat chodziłam do kobiety, która miała swój punkt przy 55 Pułku Piechoty, ale ona ma już przeszło osiemdziesiąt lat i przestała szyć. Też zawsze była zawalona robotą, bo wszystko robiła bardzo dokładnie i w przystępnej cenie. Kiedy zamknęła działalność, przeniosłam się tutaj i jestem zadowolona – przyznaje Stanisława Tasiemska, mieszkanka Leszna.

Kolejne kroki kieruję na ulicę Krótką – do firmy Ostnar, gdzie Czesław Szczepaniak dorabia klucze.
Właśnie obchodzimy trzydziestą rocznicę działalności firmy – mówi Czesław Szczepaniak. – Przyznam, że wybór tego zawodu był zupełnie przypadkowy, ale na szczęście słuszny.
Jak przekonuje właściciel, jeśli chodzi o liczbę klientów, przez trzy dekady niewiele się zmieniło.

W tym fachu przydaje się trochę artyzmu i zdolności manualne. Nowe klucze dorabia się dosłownie w kilkanaście sekund, stare, duże, które pamiętają jeszcze przedwojenny przepych zabytkowych kamienic, wymagają ręcznej roboty. Zdarzają się nawet zlecenia dorobienia kluczy do XVII – wiecznych zamków.

Trzeci na liście rzemieślników jest Przemysław Chudziak, pochodzący ze Wschowy szewc, który osiem lat temu otworzył zakład w Lesznie przy ulicy Szkolnej.

Przez 12 lat miałem zakład we Wschowie, ale kiedy samorząd sprzedał kamienicę, w której on się znajdował, przenosiłem firmę do Leszna – mówi Przemysław Chudziak.

Początki nie były łatwe. O każdego klienta trzeba było zawalczyć. Na szczęście wschowskiemu szewcowi nie brakuje zdolności i fantazji. Pracuje z pasją i ma też świetny kontakt z klientami. Karolina Bodzińska

Cały artykuł w 19. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*