Domniemany ksiądz-pedofil z Żytowiecka przegrał proces z Panoramą Leszczyńską

Sad potwierdził, że mieliśmy prawo opisywać w Panoramie Leszczyńskiej jego praktyki seksualne, stosowane przez 30 lat wobec chłopców i młodych mężczyzn Fot. arch

Sąd potwierdził, że mieliśmy prawo opisywać jego odrażające praktyki.
Nie będzie wielkich przeprosin na pierwszej stronie Panoramy Leszczyńskiej ani obowiązku przekazania 10 tys. zł na Caritas, czego domagał się były już proboszcz Andrzej Wiśniewski. Pozwał on mnie – autorkę tekstu – i redakcję Panoramy Leszczyńskiej za to, że rzekomo dopuściliśmy się naruszenia jego dobrego imienia. Po blisko dwuletnim procesie okazało się, że nie mamy za co przepraszać. Wychodzi na to, że napisaliśmy prawdę, zachowując standardy dziennikarskie.

Artykuł, od którego wszystko się zaczęło, ukazał się na łamach Panoramy Leszczyńskiej 7 kwietnia 2016 roku. Miał tytuł „Grzech zagościł u księdza proboszcza Andrzeja Wiśniewskiego”. W publikacji opisałam patologiczną sytuację, jaka od ponad 30 lat miała miejsce w parafii Żytowiecko. Przez cały ten czas ksiądz Andrzej Wiśniewski był tam proboszczem. I przez cały czas – jak wynikało z relacji ofiar i świadków – dopuszczał się molestowania uczniów, ministrantów, a także dorosłych mężczyzn. Praktycznie wszyscy o tym wiedzieli, mówili o praktykach księdza po cichu, a jednocześnie nikt nic z tym nie zrobił. Nawet lokalne media, do których zgłosił się jeden ze świadków. Temat był zbyt niewygodny… Mnie udało się przełamać ten mur milczenia i sprawa ujrzała światło dzienne.

Najpierw ukazał się artykuł z anonimowym „bohaterem” w sutannie na moim blogu dziennikarskim „Regiopis.pl”. Potem wspomniany tekst w „Panoramie”. W publikacjach przytaczałam relacje świadków, którzy mówili o przerażających rzeczach. Opowiadano m.in. o tym, że ksiądz sadzał dzieci na kolana, gryzł je i lizał po uszach, wkładał ręce pod koszulki, kazał sobie masować palce i okolice krocza. Mówiło się także o tym, że miał on na plebanii dmuchane lalki i gejowskie pisma pornograficzne, które pokazywał chłopcom.

Także młodzi dorośli mężczyźni skarżyli się na księdza. Unikali oni chodzenia na probostwo, bo niekiedy w takich sytuacjach wręcz rzucał się na nich, a nawet łapał za krocze. Mówiono, że podobne zachowania przejawiał nawet podczas dorocznej kolędy.

Z tych relacji wynikało, że ksiądz, który „Panoramie” i mnie jako dziennikarce zarzucał naruszenie swojej godności, sam systematycznie łamał godność własnych parafian płci męskiej, w tym bezbronnych dzieci. Do sprawy księdza Wiśniewskiego wracałam jeszcze wielokrotnie na moim blogu.

Zamieściłam tam relacje kolejnych wykorzystanych przez księdza osób, które tym razem zdecydowały się już opowiedzieć o swoim seksualnym wykorzystaniu przez księdza pod nazwiskiem. Opisałam też doniesienia wskazujące, że patologiczna sytuacja była znana, a nawet tuszowana przez miejscową szkołę. Tuż po pierwszych moich artykułach sprawą księdza zainteresowała się gostyńska prokuratura. W grudniu 2016 roku śledztwo zostało zakończone. Na podstawie zgromadzonych dowodów prokurator dopatrzył się znamion ośmiu przestępstw o charakterze seksualnym. Umorzył jednak postępowanie, głównie z powodu przedawnienia czynów, choć można było odnieść wrażenie, że było blisko do postawienia zarzutów i skierowania sprawy do sądu. Niestety, ofiary z ostatnich lat nie zdecydowały się zeznawać, co ostatecznie mogło uniemożliwić pociągnięcie księdza do odpowiedzialności.

Co znamienne, kuria metropolitalna – która została poinformowana o sprawie księdza Wiśniewskiego – nie podjęła działań zmierzających do odsunięcia księdza od pracy z ministrantami ani z dziećmi, przygotowującymi się do komunii świętej. Nie stało się tak nawet po ustaleniach prokuratora, który dopatrzył się znamion przestępstw o charakterze seksualnym. Uległy one przedawnieniu w świetle prawa karnego, ale w prawie kanonicznym nie ulega mu grzech przeciwko szóstemu przykazaniu, do którego zalicza się pedofilia.

Tymczasem rzecznik kurii – ksiądz Maciej Szczepaniak – sugerował mi powściągliwość w relacjonowaniu sprawy księdza Wiśniewskiego, ponieważ „osoba podejrzewana aż do momentu udowodnienia jej winy korzysta z domniemania niewinności”.

Tak więc, mimo moich artykułów, proboszcz dalej piastował swoje stanowisko i miał kontakt z dziećmi. Sam mówił, że za wiedzą i zgodą arcybiskupa Gądeckiego. Prawdopodobnie trwałoby tak do tej pory, gdyby nie grupa zbuntowanych parafian. Wysłali oni oficjalną skargę do kurii. Kiedy przez dwa miesiące nie otrzymywali odpowiedzi, wybrali się osobiście do Poznania. Zabrali trzy pisemne relacje osób molestowanych, podpisane przez autorów.

Na pismo nigdy oficjalnie nie odpowiedziano, a przyjmujący parafian ze skargą biskup powoływał się na domniemanie niewinności oskarżanego o pedofilię księdza. Jednak na początku maja ubiegłego roku ksiądz Wiśniewski nagle… zrezygnował. Jako powód podano stan zdrowia. W Żytowiecku jest nowy proboszcz, ale ksiądz Wiśniewski bynajmniej nie zakończył swojej zawodowej kariery. Obecnie rezyduje w Poznaniu.
Jeszcze w 2016 roku ksiądz Wiśniewski – nie czekając nawet na końcowe ustalenia prokuratury – poczuł się tak pewny siebie, że pozwał mnie i Panoramę Leszczyńską do sądu. Wbrew wszystkiemu postanowił walczyć o swoje „dobre imię”. Zapomniał tylko, że to dobre imię trzeba najpierw mieć. Jak jednak wynikało z mojego dziennikarskiego śledztwa, było ono fasadowe i związane jedynie z funkcją księdza jako hierarchy, czyli ważnej osoby reprezentującej na wsi majestat Kościoła. Zaś prawdziwe imię nie tylko nie było dobre, ale skażone postępkami o charakterze homoseksualnym i pedofilskim, co zostało udokumentowane w sądzie.

Domniemaną winę autorki tekstu znosić mogły dwie okoliczności. Jedna to wykazanie, że opisane w artykule zachowania powoda miały miejsce. Druga okoliczność to należyte udokumentowanie przeprowadzonego śledztwa dziennikarskiego, które prowadziło do takich wniosków. Rozprawa dotyczyła obu tych wątków – mówi radca prawny Borys Nowaczyk. – Ponadto Lila Gabryelów wykazała się niezwykłą rzetelnością przy zbieraniu materiałów do swojego tekstu, co także nie jest bez znaczenia.

W swojej odpowiedzi na pozew podkreślałam, że zbierając materiały do tekstu, odbyłam ponad sto rozmów z mieszkańcami parafii Żytowiecko oraz okolic. Osoby te nie były ze sobą powiązane żadnym wspólnym interesem, nie miały więc powodu, by fałszywie oczerniać księdza. W efekcie mojej kilkutygodniowej pracy zdobyłam zmasowane dowody na zachowania księdza jako osoby wielokrotnie molestującej seksualnie chłopców i mężczyzn. Wyłonił się spójny obraz człowieka, który od ponad 30 lat z premedytacją wykorzystuje swoich parafian. Dysponowałam kilkunastoma udokumentowanymi dowodami w postaci nagrań, e-maili i notatek, które nie pozostawiały miejsca na wątpliwości.

Na pierwszej rozprawie ksiądz Andrzej Wiśniewski szedł w zaparte. Powiedział, że nigdy w ciągu 33 lat pobytu na parafii nikogo nie molestował. Utrzymywał też, że dzieci same siadały mu na kolanach podczas lekcji religii i nigdy nie dotykał ich pod koszulką. Mówił też, że nigdy nie było skarg na jego zachowanie, ani żadnych konfliktów z parafianami. Oświadczył jedynie, że prosił dzieci o masowanie mu palca. Na pytanie sądu, dlaczego sam nie masował się drugą ręką, nie umiał odpowiedzieć.

Na wniosek adwokata księdza, proces z powództwa cywilnego, który ksiądz nam wytoczył, został utajniony. Dziennikarzy wyproszono z sali rozpraw, a proboszcz odmówił im wszelkich komentarzy. W czasie blisko dwa lata trwającego procesu odbyło się 7 rozpraw. Sąd uzyskał obszerny materiał dowodowy z zeznań aż kilkudziesięciu świadków.

W miniony piątek ogłoszono werdykt. Sąd oddalił powództwo Andrzeja Wiśniewskiego. Wygraliśmy, choć wciąż czekamy na uprawomocnienie się wyroku. Jednak kwaśne to zwycięstwo, bo na ławie oskarżonych siedziały media, które sprawę opisały, a nie ksiądz, którego pedofilskie czyny ujawniono. Jedyną i tylko domniemaną karą, która spotkała księdza Wiśniewskiego, było… przeniesienie na inną parafię.

Cały artykuł jest również dostępny w 28 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Lila Gabryelów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*