Dymanie i inne majówkowe atrakcje

fot. mac

„Wielkie dymanie czas zacząć” – ten tytuł, co zrozumiałe, przykuł moją uwagę, tym bardziej że miał się ukazać w dzisiejszym wydaniu Panoramy. Zrazu pomyślałem, że mnie coś ominęło, ale na szczęście nie – chodziło o „dymanie” na drezynach. Taki seksowny tytuł dała do mało erotycznego tekstu jedna z naszych dziennikarek. Znak to, że majówka ruszyła na całego, nie tylko na łamach, ale przede wszystkim w głowach co niektórych…

Co do majowego nastroju, to niezły numer wywinęła mi moja małżonka. W poniedziałek rano zaopatrzyła mnie w gazetkę pewnej sieci handlowej z instrukcją, co mam kupić, „bo się opłaca”. Nie bardzo przepadam za tego typu akcyjnymi zakupami, gdyż mam świadomość, że kieruje nami nie potrzeba, lecz wirus promocji. Gdy owinie wokół nas swoje macki, to możecie być pewni, iż nie popuści i za każdym razem będzie dawał znać o sobie. No więc wiedziony zleceniem na promocyjny zakup ganiałem od półki do półki, chcąc nie chcąc oglądając to, co zazwyczaj wyczyniają tu zakupoholicy.

Przeważnie są to niewiasty, które lustrują towar po towarze, rozpakowując go i rozkładając na czynniki pierwsze, a następnie zostawiając w takim stanie, przerzucają się na następny. Za takie grzebanie w towarze nakazałbym przywrócenie przynajmniej kary chłosty i to publiczne, czyli np. na rynku w Lesznie Niestety, póki średniowieczne kary nie wrócą, jesteśmy skazani na średniowieczne zachowania kupujących w marketach. Nie mogę patrzeć na to sklepowe pobojowisko, gdzie czteropak z majtkami miesza się z zestawem śrubokrętów, a lalki dla wnusi z piwem dla dziadka. Ludzie! Trochę kultury, nawet jeśli to jest niemiecki sklep…

A wracając do prywatnego wątku, to swojego promocyjnego towaru oczywiście nie znalazłem, natomiast znajomych, jak najbardziej i to takich, jakich nie spodziewałbym się w tym miejscu zastać. Jak się na końcu okazało, mój towar w promocji będzie dostępny, ale dopiero od …5 maja, więc z okazyjnego zakupu nici. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Moja małżonka w ramach samokrytyki odpowiedziała mi na smsa: „ja blondynka”.

Jesteśmy właściwie w środku tego dziwnego okresu, co to wymiata z biur i hal produkcyjnych połowę załogi, która stadnie przemieszcza się albo w górę mapy nad morze, albo w dół – w góry. Ta jedna z polskich plag również i mnie dopadła, więc prawdopodobnie będę musiał marznąc nad lodowatym Bałtykiem podczas gdy u nas w Lesznie zapowiadają się iście letnie upały. Zamiast odkurzyć grilla, schłodzić piwko i oddać się błogiemu lenistwu, będę przeciskał się polskimi drogami z nadzieją, iż za te 2-3 lata na pewno już powstaną wszystkie te ekspresówki i autostrady, więc podróż będzie przyjemniejsza niż obecnie, a na razie trzeba cierpieć. Tak ten naród już ma: lubi cierpieć za miliony, które jeszcze brakują, by dokończyć budowę wszystkich dróg. I z tą coroczną nadzieją żegnam się z wami licząc po cichu, iż nie będzie tak tłoczno i zimno jak się zapowiada…

I jeszcze dowcip dla wybierających się nad morze: na majówkę będzie nad Bałtykiem 30 stopni, tj. 10 w czwartek, 10 w piątek i 10 w sobotę. I dla tych, co zostaną na miejscu: pijany facet wraca do domu. Żona zaczyna awanturę i wymownie pokazuje palcem na zegarek. Na co on: „Wielkie halo! Zegarek! Jak mój ojciec wracał do domu, to matka na kalendarz pokazywała!”
Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*