Dziecko w żłobku, a ty rozpaczasz. Niepotrzebnie! Maluch świetnie się bawi

Starszaki z radością bawiły się w „Starego niedźwiedzia” Fot. kab

„Stary niedźwiedź mocno śpi…” rozbrzmiewa za drzwiami, w której urzęduje grupa starszaków. Dziewczynki i chłopcy chodzą dookoła krzesełek, a gdy niedźwiedź „łapie” piszczą radośnie wniebogłosy i uciekają, ile sił w nogach. W sali obok trwa właśnie akcja malowanie. Nauczycielki zabezpieczyły stoły folią dzięki czemu mali artyści mają pełną swobodę.

Śmiało, zanurzcie rączki w farbkach, nie krępujcie się – zachęcają wychowawczynie.

Maluchy najpierw ostrożnie, a potem coraz śmielej poczynają sobie z farbami.

Tylko nie do buzi. Tego nie wolno jeść! – ostrzegają panie.

Kilka minut później powstaje abstrakcyjne dzieło autorstwa szczęśliwych i… brudnych dzieci. Brudna jest też Izabela Grzebna, założycielka żłobka „Pierwsze kroczki” w Lesznie, bo któryś z chłopców uwiesił jej się spontanicznie na szyi.

W tym miejscu wyznaje się zasadę, że szczęśliwe dzieci to brudne dzieci. A świętym prawem doświadczania świata jest ryzyko umorusania buzi i pobrudzenia ubranka.

Tworząc żłobek zależało mi na miejscu, w którym dzieci bawić się będą jak dawniej u babci, czyli bezpiecznie i z pełną swobodą – uśmiecha się Izabela Grzebna.

Plan jest taki: w poniedziałki nacisk na zabawy usprawniające koordynację wzrokowo-ruchową, we wtorki nauczyciele pracują nad percepcją słuchową, w środy na tapecie jest wspomaganie mowy, w czwartki radosne zajęcia z fikania i brykania, w piątki dzieciaki robią doświadczenia. Mąka? Brokat? Czemu nie? A kto zabroni?

„Chodzi o to, aby – jeśli to tylko możliwe – poznawać świat za pomocą zmysłów; to co widoczne – wzrokiem, to, co słyszalne – słuchem, to, co można powąchać – węchem, posmakować – smakiem, dotknąć zmysłem dotyku. A jeśli coś można uchwycić jednocześnie kilkoma zmysłami, należy to dobierać kilkoma zmysłami” oraz „Nie ma niczego w umyśle, co by uprzednio nie przeszło przez zmysły” – pisał Jan Amos Komeński.

W „Pierwszych kroczkach” słowa wielkiego pedagoga to złota dewiza.

Brzmi fantastycznie, ale początki nie są łatwe. Większość rodziców oddając dziecko do żłobka nie czuje się z tym komfortowo. Mamy wracające do pracy mają poczucie, że zdradzają swoją pociechę oddając je w obce ręce. I zadręczają się tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami placówki. Zupełnie niepotrzebnie!

Stosujemy politykę otartych drzwi i uprzedzamy, że może być ciężko. Mówimy wprost, że przez pierwsze dni maluch zapewne będzie płakać i dlatego zalecamy, by odprowadzał go odporniejszy psychicznie rodzic, to mocniejsze ogniwo. Płaczą niemal wszystkie, bo ciężko im rozstać się z rodzicami. Najważniejsze, że nauczycielki działają ze spokojem, nie podzielają chaosu. Spokój wycisza maluchy – zdradza Izabela Grzebna.

Dziecko nie zostaje od razu na cały dzień. Mogłoby, owszem. Wytrzyma, w końcu zmęczy się płaczem i smarkaniem w rękaw… Ale po co stresować malucha? Kadra wie, że istnieje pamięć serca czyli emocje zapisane w sercu, które zapamiętuje ciało na całe życie. Nie chcą nikomu fundować traumy i dlatego początkowo nowicjusz zostaje tyle, ile sam wytrzyma.

Uczulamy też rodziców, by pod drzwiami nie mówili „Nie ma się czego bać”, bo to implikuje myślenie u dziecka: „Więc jest się czego bać…? ” – tłumaczy właścicielka żłobka. Karolina Bodzińska

Cały artykuł dostępny jest w 6 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*