Greg Hancock języczkiem u wagi

Greg Hancock po rozwiązaniu umowy ze Stalą Rzeszów pozostaje bez klubu w polskiej lidze. Fot. Mariusz Cwojda

Jeśli Greg Hancock wzmocni Betard Spartę Wrocław , to ligowa premiera na początku kwietnia w Lesznie, urośnie do rangi wydarzenia sezonu. Mistrzowi Polski wyrośnie bardzo mocny konkurent.

Greg Hancock miał 22 lata, gdy ówczesny działacz Unii Marek Glapiak wypatrzył go w telewizji. Oglądając transmisję meczu ligi angielskiej na popularnym w latach 90. kanale telewizyjnym Screesport, Amerykanin od razu wpadł mu w oko. Dwa miesiące później, Kalifornijczyk był już zawodnikiem leszczyńskich Byków.

Transfer Hancocka i Ronniego Correya pilotował Andrzej Bortel. Amerykanie przylecieli do Berlina. Na lotnisku Tegel czekała na nich taksówka z leszczyńską rejestracją. Amerykanie o północy zameldowali się w Lesznie. Przed drugą parafowali kontrakty z leszczyńskim klubem. Unia była pierwszym klubem Hancocka w polskiej lidze. Czterokrotny mistrz świata często o tym wspomina.

Leszczyńskie otwarcie

Leszno otworzyło przede mną drzwi do wielkiego żużla. Już wtedy polska liga miała swoją markę, która z każdym następnym sezonem rosła w siłę – wspomina Greg Hancock, który w barwach leszczyńskiego klubu spędził 3 sezony.

Kalifornijczyk pożegnał się z leszczyńskim klubem w 1994 roku Z Unii trafił do Startu Gniezno. W kolejnych latach bronił barw Sparty Wrocław, Wybrzeża Gdańsk, Włókniarza Częstochowa, Falubazu Zielona Góra, Unii Tarnów, Polonii Bydgoszcz, Get Well Toruń i Stali Rzeszów. W polskiej lidze przejeździł ponad 26 sezonów.

Popularny „Grin” we Wrocławiu spędził siedem lat (1998-2004) i przymierza się do powrotu. Do WTS-u przychodził, będąc indywidualnym mistrzem świata, ale jednocześnie miał prywatne problemy. Sytuację udało mu się opanować po rozwodzie z pierwszą żoną. Kłopoty zawodowe pomógł mu rozwiązać wrocławski mechanik Rafał Haj. Wcześniej Hancock nie miał szczęścia do majstrów, mimo, że potrafił stanąć na najwyższym stopniu podium IMŚ.

Hancock ma 49 lat i jest jednym z najstarszych żużlowców na świecie. Amerykanin wciąż jednak imponuje formą. W poprzednim sezonie reprezentował Stal Rzeszów, z którą awansował do I ligi. Zimą klubu znad Wisłoka pogrążyły kłopoty finansowo – organizacyjne i pozbawiły go udziału w ligowych rozgrywkach.

Kowboj na bezrobociu

Hancock miał ważny kontrakt ze Stalą i nagle został bez pracy. Zimą dzwonili do niego przedstawiciele Motoru Lublin i ROW Rybnik. O ile beniaminek ekstraligi byłby w stanie spełnić oczekiwania finansowe żużlowca, to propozycja pierwszoligowca z Rybnika tylko go rozbawiła. Od kilku tygodni w grze o Hancocka pozostaje Betard Sparta Wrocław. Klub z ulicy Mickiewicza tego nie potwierdza. Nawet nie próbuje odnieść się do spekulacji prasowych i internetowych. Prawdopodobnie jest to tzw. taktyka negocjacyjna.

– Greg Hancock jest bardzo doświadczonym żużlowcem i przydałby się w każdej drużynie. Jest bardzo dobrym tzw. startowcem, co w żużlu ceni się szczególnie. Hancock jest gwarancją zdobyczy punktowych na dobrym poziomie. W Sparcie już jeździł, więc zna wrocławskie kąty. Jestem ciekawy, czy się dogadają – zastanawia się Henryk Jasek, były żużlowiec i trener Sparty Wrocław.

Zbierają pieniądze

Informacje związane z transferem Hancocka do Wrocławia wyciekły przy okazji rozmów o pieniądzach. Okazuje się, że mechanik i jednocześnie menadżer amerykańskiego żużłowca, Rafał Haj podjął się pertraktacji lobbowanie w celu znalezienia Hancockowi nowego klubu. Szuka sponsorów celem pozyskania pieniędzy na opłacenie kontraktu swojego pracodawcy w klubie ze stolicy Dolnego Śląska. Betard Sparta nie jest zainteresowana wydatkiem na poziomie 1,5 mln zł. Tyle właśnie za swoje usługi w 2019 zażądał czterokrotny mistrz świata.

Wrocławskiemu klubowi zależy, by przytrzeć nosa Unii Leszno. Nie chodzi tylko o ligową dominację Byków w dwóch ostatnich sezonach na krajowym podwórku. Unia ponad dwa lata temu zatrudnila menadżera Piotra Barona, który został zwolniony ze Sparty. Baron był zawodnikiem i trenerem wrocławskiego klubu. W Sparcie spędził ćwierć wieku. Z wrocławską drużyną czterokrotnie stanął na najwyższym podium drużynowych mistrzostw Polski. Po zakończeniu sportowej kariery był jej trenerem. Również odnosząc sukcesy.

Nowy menadżer Byków sprowadził do Leszna ludzi przez lata związanych z wrocławskim żużlem – trenera Tomasza Skrzypka i toromistrza Jana Chorosia. Oba transfery bardzo zabolały działaczy Sparty. Oliwy do ognia dolały wydarzenia sprzed roku. Leszczynian przed meczem na stadionie Olimpijskich nie wpuszczono do parku maszyn. Musieli czekać przed bramą. Tego samego dnia, gdy goście zaczęli wygrywać, nastąpiła awaria maszyny startowej. Usterki i gospodarza zawodów skrytykowali Baron i prezes Unii Piotr Rusiecki.

Stare porachunki

Sprawą zajęła się Speedway Ekstraliga. Posypały się kary. Sparta zapowiedziała dalsze konsekwencje. Od prezesa Rusieckiego domaga się przeprosin i zadośćuczynienia finansowego. Wracając do sportu, to nie jest tajemnicą, że wrocławianie od lat marzą o złotym medalu DMP. Wiedząc, że Unia jest bardzo mocna, Sparta próbuje się wzmocnić. Transfer Hancocka nie tylko daje nadzieję, ale zwiększa szansę na osiągnięcie sukcesu.

Weźmie na przeczekanie?

„Grinowi” zawęża się pole manewru, gdyż kluby skompletowała składy. Amerykanin może poczekać, aż zaczną się rozgrywki i liczyć na propozycje klubów, które słabo wystartują. Może więcej zarobić, gdyż tonący brzytyw syę chwyta, ale takiej sytuacji presja jest dwa razy większa niż na starcie sezonu. Hancock dobijający do pięćdziesiątki mówi o stabilizacji. Za dużo przeżył w żużlu, by przed zakończeniem kariery rzucać na szalę swoje nazwisko i dotychczasowe sukcesy.

Zrobiło się głośno, że czterokrotny mistrz świata miałby zastąpić we Wrocławiu Vaclava Milika. Czech jest tańszym żużlowcem od Amerykanina. Miał jednak bardzo słaby poprzedni sezon. Kierownictwo Sparty kilka razy rozmawiało z nim o przyczynach słabszej formy . Na koniec sezonu pogroziło mu palcem. Czech wziął sobie do serca uwagi pracodawcy i zimą na treningach we Wrocławiu i w Slanach osiągnął bardzo dobre wyniku wydolnościowe. Prezes Andrzej Rusko nie zamierza go skreślić, tylko dlatego że Hancock został bez pracy.

Pojawiły się głosy, że Milik miałby trafić do Motoru Lublin. Kierownictwo beniaminka nie potwierdza tych informacji

Pójdą na całość

Gdyby Amerykanin dołączył do Taia Woffindena, Macieja Janowskiego, Maksyma Drabika, Maxa Fricke, to wrocławianie zwiększą swoją siłę i szanse na sukces. Będą dysponować jeszcze większą siłą rażenia. Pojedynki liderów Sparty z Emilem Sajfutdinowem, Piotrem Pawlickim, Jarosławem Hampelem, Januszem Kołodziejem i dwójka eksportowych juniorów Bartoszem Smektałą i Dominikiem Kuberą zapowiada wielkie emocje i rywalizację na najwyższym poziomie. Ligowa premiera 7 kwietnia na „Smoku” z udziałem Unii i Sparty zapowiada się palce lizać!

Mariusz Cwojda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*