Historia dziewczyny, którą przywieziono w komodzie

fot. A. Machowska

Reginę Kumalę w Górze zna mnóstwo osób. Wieloletnia kierowniczka weterynaryjnego laboratorium od kilkunastu lat prężnie działa społecznie. W 2007 roku założyła i do dziś szefuje Górowskiemu Uniwersytetowi Trzeciego Wieku. Mało kto jednak wie, z jakimi trudami musiała w życiu zmagać się ona sama i jej rodzina.

Dla pozyskania dodatkowych racji żywnościowych ojciec zmienił jej nawet metrykę urodzenia. Z domu wyniosła jednak przekonanie, że jeśli z zaangażowaniem i konsekwencją dąży się do wyznaczonego celu zawsze się go osiągnie.

Rodzina pani Reginy pochodzi z Nowej Wilejki pod Wilnem, gdzie jej ojciec Aleksander Lipnicki przed wojną był nauczycielem. Potem wstąpił do wojska. Służył w Legionach Piłsudskiego. Z tego powodu zimą 1940 roku zesłano jego i całą rodzinę na Sybir, do niewielkiej miejscowości niedaleko Irkucka.

– Ojca uprzedzono o wywózce. Myślał o tym, aby uciec. Dwie noce spędził nawet przywiązany do drzewa w lesie za naszym domem. Poczucie odpowiedzialności za żonę i piątkę dzieci kazało mu jednak wrócić. Niedługo potem pojawili się sowieci i rodzice musieli się pakować. Na saniach dowieziono ich wraz z potomstwem do najbliższej stacji kolejowej. Znam tę historię tylko z opowieści, ale wiem, że mój najmłodszy brat podróżował wówczas w dużej, starej komodzie, leżał pomiędzy książkach. Kilka lat później z tą samą komodą, wyłożoną książkami, rodzice podróżowali ze mną do Polski – wspomina pani Regina.

Lipniccy szybko zmuszeni byli zapomnieć o wygodnym życiu na Litwie, gdzie mieli duży dom, murowaną stodołę i ogród. W tajdzie czekały na nich jedynie drewniane pale z deskami, które musieli zaadoptować na dom.

– Ojciec dostał tam pracę w fabryce nart, gdzie podczas wypadku stracił wszystkie palce jednej dłoni, ale nie zrezygnował z niej. Moje najstarsze, kilkunastoletnie siostry chodziły na zmianę do pracy w sklepie i do szkoły rosyjskiej. Rodzice nigdy nie zmuszali nas do nauki, ale wychowywali w poczuciu szacunku dla wiedzy i książek. Często powtarzali, że to jedyna szansa na lepsze życie w przyszłości – zaznacza pani Regina.

Górowianka przyszła na świat w czerwcu 1944 roku jako szóste dziecko swoich rodziców, a 22 lipca ogłoszono Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który zatwierdził Stalin. On też wydał dekret, że każda rodzina, której w tym czasie urodziło się szóste bądź kolejne dziecko otrzyma dodatkowy deputat żywnościowy.

– Ojciec zaryzykował. Do rzymskiej szóstki dopisał jeszcze jedną kreseczkę i odmłodził mnie na tamten czas o miesiąc. Szczęśliwie dostali to dodatkowe jedzenie  – śmieje się pani Regina.

W 1946 roku Lipniccy otrzymali informację, że mogą wyjechać z Syberii, bo czekają na nich ziemie odzyskane. Znowu zjawili się na stacji kolejowej. Cała rodzina nie pomieściła się jednak w jednym wagonie. Mała Regina razem z rodzicami i dwojgiem młodszego rodzeństwa jechała w jednym, a trzy najstarsze siostry, które były już pełnoletnie, w innym.

Anna Machowska

 

Cały artykuł w 48. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*