Jak to komunę żegnałem

fot. mac

Czy 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm, jak oznajmiła w reżimowej telewizji, czyli TVP odważna aktorka Joanna Szczepkowska? Na pewno był to początek końca tego ustroju. Niestety, w samym akcie głosowanie nie dane mi było wtedy uczestniczyć. Po prostu pojechałem za chlebem do Niemiec… przepraszam do RFN, jak wówczas nazywano u nas oficjalnie ten kraj.

Jako młody wówczas człowiek i początkujący w zawodzie, nie zarabiałem kroci, więc zdecydowałem się na urlopową pracę poza żelazną kurtyną. Wyjazdy – jak to się wóczas mówiło – na Zachód na saksy nie były takie powszechne, ale dzięki kolegom i znajomym udało się załatwić fuchę w okolicy Kolonii. Do południa pracowałem w hucie w ekipie murarskiej, po południu przeistaczałem się w malarza na wysokościach. Odnawialiśmy miejscową szkołę. I tak zeszło mi tam dwa miesiące, w tym jeden miesiąc urlopu bezpłatnego. Dzięki temu wyjazdowi zarobiłem na starego volkswagena passata i przyczepę kempingową też bardzo wiekową. Pamiętam drogę powrotną do kraju, przez obie części podzielonych wówczas Niemiec i moje kaskaderskie poczynania, gdy okazało się, iż auto ma niesprawne hamulce! Taki szrot sprzedał mi cwany Niemiec, zresztą dobry znajomy moich znajomych…

No cóż, była to droga przez mękę, ale jakoś dotarłem do celu, a musicie pamiętać, iż zwłaszcza polskie drogi nie wyglądały jak te dzisiejsze. Wówczas, gdy przekraczało się granicę niemiecko-polską odnosiło się wrażenie, że wjeżdża się w drogę jednokierunkową. Na szczęście to dawne dzieje i drogi mamy teraz europejskie, zarówno jeśli chodzi o jakość, jak i źródło finansowania. Jeśli jeszcze tylko do końca roku zostanie oddany do użytku ostatni fragment ekspresówki z Leszna do Poznania, to będzie można już powiedzieć, że w Polsce mamy kapitalizm.

Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich data 4 czerwca była przełomowa. Podczas gdy część środowiska dawnej opozycji obchodziła 30-lecie pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce, cześć związkowo-rządowa czciła w tym czasie rocznicę pielgrzymki Ojca Świętego do Ojczyzny. Oczywiście, to też było ważne wydarzenie historyczne, które pomogło w obaleniu ustroju totalitarnego w naszym kraju, lecz mimo wszystko szkoda, że dzisiejsza władza i opozycja nie potrafią się dogadać nawet sprawie wspólnego czczenie ważnych dat w dziejach Polski. Pominę też milczeniem sposób, w jaki delegacja rządowa z premierem Mateuszem Morawieckim potraktowała zaproszenie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz do przystąpienia do okrągłego stołu. W młodzieżowym slangu określa się to zachowanie jednoznacznie – została „olana”.

Obecnie sprawujący władze czują się mocni, zwłaszcza po ostatnich wyborach do europarlamentu, ale to według mnie nie upoważnia do takiego lekceważenia politycznych adwersarzy. Kto wie, może kiedyś role się odwrócą i co wtedy pocznie M. Morawiecki, gdy wyciągniętą na zgodę rękę ktoś odtrąci czy wręcz na nią splunie… Oby nie musiał nigdy przeżywać takiego upokorzenia, jak pani prezydent Gdańska.

Robert Lewandowski
redaktor naczelny