Jak wydostać się z miejskiej dżungli?

fot. mac

Przy takiej pogodzie powinienem zmienić tytuł moich felietonów na „Bez klimy”. Tekst musze pisać bez wspomagania się tym zbawiennym podczas upałów urządzeniem. Niestety, w samochodzie w czasie jazdy nie da się stukać w klawiaturę laptopa, a właściwie da, lecz byłby to zapewne ostatni mój felieton…

W sumie nie jest tak źle, bo temperatura wynosi teraz 26 stopni, choć po południu było sześć kresek więcej. W najbliższych dniach ma być po tym względem jeszcze gorzej. Oczywiście, gdy ja w końcu wyjadę nad wodę, znacznie się ochłodzi i synoptycy z TVN zapowiadają góra 22 stopnie. Ale nie będę narzekał, bo przecież taka pogoda nad polskim morzem to raczej norma niż wyjątek, a poza tym w tym wieku przebywanie na słońcu jest niezdrowe i może wywołać nawet raka skóry.

O wiele gorzej ode mnie mają leszczyniacy korzystający z cieplika dostarczanego przez kotłownię na Zatorzu. Jak co roku, na kilka dni, dokładnie na dziesięć, zostali pozbawieni ciepłej wody, więc powrócił do ich domu PRL. Wówczas w większości rodzin ciepła kąpiel była raz na tydzień, przeważnie w sobotę, a jak rodzina była liczna, to można było się nie załapać na ciepłą wodę. Regułą było, iż każdy po kolei kąpał się w tej samej wodzie… Takie to były czasy. Dziś wspominane są z nostalgią, ale wtedy niezbyt dobrze się je znosiło.

Obecnie panuje swoista moda na Polskę Ludową. Bardzo popularne są strony internetowe prezentujące tamte czasy, zwłaszcza czarno-białe fotografie. Sam chętnie je oglądam, szczególnie, gdy można na nich obejrzeć znajome ulice czy wydarzenia, w których samemu się uczestniczyło. Wspomnienia przeważnie są przyjemne, gdyż to, co było kiedyś dla nas mało przyjemne, wypieramy z pamięci, pozostawiając tylko te miłe chwile. Tak już jesteśmy skonstruowani. Poza tym przeszłość wiąże się z naszą młodością, a więc okresem, gdy wszystko jeszcze było przed nami i chciało nam się góry przenosić i …morza przepływać.

U mnie z pływaniem zawsze było troche gorzej, ale jedną czy dwie długości basenu byłem w stanie przepłynąć. A w Boszkowie to nawet ciut więcej. Właśnie, a propos tego kurortu. Media rozpisują sie o tym, iż jak zwykle tłumy spragnionych wody plażowiczów suną do Boszkowa wszelkimi możliwymi pojazdami, na rowerach czy to w wypasionych brykach, by popluskać się w Jeziorze Dominickim. Tylko jest mocno niebezpiecznie, gdyż na plaży nie uświadczysz ratownika. Po prostu nie ma chętnych do tej sezonowej pracy, tak się porobiło i nawet Ukraińcy się do tego nie garną.

Jednak lato w miejskiej dżungli jest jeszcze gorsze, w szczególności w Lesznie, gdzie remont ulicy goni modernizację. W efekcie jest problem, żeby gdziś dojechać albo w ogóle żeby z miasta wyjechać. Dziś miałem zawieźć rodzinkę do Osiecznej i mocno musiałem się nagłówkować, jak ominać ulicę Osiecką. w końcu wybrałem drogę przez Nową Wieś, Kąkolewo i Łoniewo, czyli znacznie dłuższą. Lepsze to jednak niż przebijanie się przez piachy Grzybowa.

Robert Lewandowski
redaktor naczelny