Kebab nie moja miłość, ale…

79
fot. mac

Jak to dobrze, że nie jestem kebabożercą, bo być może wkrótce nastaną dla nich ciężkie czasy. Jeśli Parlament Europejski przegłosuje zakaz stosowania fosforanów w „zamrożonym mięsie na rożnie pionowym”, punkty z tym tureckim specjałem mogą zniknąć z europejskich ulic. Ciekawe kiedy europosłowie dorwą się do naszego bigosu (wszak to zgniła kapusta) czy białej kiełbasy (przed zaparzeniem)? Czy jest sens tak ingerować w gusta kulinarne narodów?

Być może to tylko burza w szklance wody, ale już dziś, czyli w środę, 13 grudnia na sesji plenarnej PE ma być rozpatrywany wniosek dwóch posłów z frakcji Socjalistów i Zielonych w sprawie szkodliwości dla zdrowia owych fosforanów. W tle zaś tli się podtekst polityczny, bo przecież wiadomo, że: „jedząc kebaba, osiedlasz Araba”, jak głosi hasło narodowców, którzy próbują na specjalnym profilu na Facebooku zniechęcić obywateli do spożywania tego specjału kuchni tureckiej. Okraszają to „odpowiednimi” materiałami o treści antymuzułmańskiej. Profil ma tylko 2,5 tys. obserwatorów, czyli o połowę mniej niż np. fanpage naszej gazety, więc ta propaganda jest mało skuteczna. Po prostu mieszanie żarcia z polityką jest bezsensowne.

Czy faktycznie fosforany są tak szkodliwe dla naszego zdrowia? Fosfor stanowi ok. 1% składu naszego ciała i obok wapnia jest głównym budulcem kości i zębów. Występuje też w tkankach oraz płynach ustrojowych i jest potrzebny organizmowi do różnych rzeczy, m. in. skurczu i rozkurczu mięśni. Dzienne zapotrzebowanie organizmu na fosfor wynosi 700 mg, a jedna porcja kebaba zawiera ok. 130 mg. Jedząc codziennie takiego kebaba przez okrągły rok wchłonęlibyśmy tyle fosforanów, ile znajduje się 1,5-litrowej butelce coli. Dane te zaczerpnąłem m.in. z tekstu we wtorkowej Gazecie Wyborczej, gdzie zamieszczono też wypowiedź prof. Mirosława Słowińskiego z SGGW. Przekonuje on, że fosforany użyte zgodnie z przepisami nie pogarszają jakości żywności, a nawet ją poprawiają.

Po co w ogóle używa się fosforanów w żywności? By np. szynki się nie rozpadały, by wędzonki były bardziej soczyste i by z rozdrobnionego mięsa (używa się go w kebabie) nie wyciekał tłuszcz, a mięso po rozmrożeniu się nie rozpadło. Poza tym hamuje rozwój niektórych bakterii, zapewnia czerwoną barwę i przedłuża trwałość mięsa i przetworów. Dietetycy dowodzą, że fosforany szkodzą, a ich nadmiar w organizmie powoduje miażdżycę. Cóż, generalnie jedzenie mięsa nie jest zdrowe, ale to nie oznacza, że wszyscy powinniśmy przejść na wegetarianizm. Znam szczupłych mięsożerców i otyłych wegan. Soją i tofu też można się utuczyć.

Osobiście jestem obecnie na finiszu kolejnej diety. Za dwa dni minie dokładnie rok, jak udało mi się wygrać tzw. metamorfozy. Zrzuciłem ponad 22 kg i wygrałem rywalizację z Sylwią. Ten rok był dla mnie przełomowy, ale i trudny. To nie jest tak, że wystarczy zredukować wagę i tak już zostanie „na zawsze”. Trzeba być aktywnym fizycznie (ćwiczę na siłowni i biegam w plenerze), ale też należy pilnować diety. Generalnie udało mi się utrzymać masę ciała i mam najwyżej 2-3 kg więcej niż rok temu. I niech tak zostanie.
Kababów nie jadam, bo to nie moja miłość, ale też pomysły w stylu „zakazać ich sprzedaży” uważam za idiotyczne. Niech każdy je to, co uważa, choć oczywiście trzeba uważać, co się je. Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

*