Kopciuchom mówimy stanowcze „Nie”!

fot. mac

We wtorek do południa widok za redakcyjnymi oknami był jak z horroru: niebo zasnute chmurą dymu, przez którą ledwie przebijały się promienie słoneczne. Niestety, to nie była jakaś pogodowa anomalia, lecz skutek czarnego dymu wylatującego z komina z sąsiedniej posesji.

Podejrzewamy, kto był sprawcą tej nieprzyjemnej dla naszego zdrowia zadymy i dlatego ostrzegamy, iż nasze miłosierdzie na tym się kończy. Następnym razem damy cynk straży miejskiej i nasz sąsiad będzie miał poważny kłopot. A że od pewnego czasu zarówno prawo, jak i orzecznictwo są po stronie obywateli, mnożą się przypadki karania ludzi za to, co wkładają do pieca, a później puszczają z dymem.

W tym numerze opisujemy przypadek z Leszna, gdzie straż miejska przyłapała kogoś na paleniu w piecu plastikowych butelek. Sąd wymierzył za to maksymalną karę grzywny – pięć tysięcy złotych. I słusznie, ponieważ świadome wrzucanie do pieca plastikowych odpadów, tak samo jak spalanie innych niedozwolonych materiałów powinno być surowo tępione i karane.

Przywoływałem kiedyś przykład z osiedla, na którym mieszkam, gdy dość znana osoba w okolicy również paliła w piecu niedozwolonymi śmieciami. Wtedy przykrą restrykcją dla winowajcy była przywieszona w widocznym miejscu kartka ze wskazaniem, kto zatruwa nam powietrze i z apelem, aby przestał to czynić. Apel powiązany z publicznym napiętnowaniem okazał się na tyle skuteczny, iż czarny dym przestał snuć się z owego komina.

Obecnie, w obliczu coraz gorszej jakości powietrza nad naszymi miastami i wsiami, partyzantka i obywatelskie nieposłuszeństwo już nie wystarczą. Potrzebne są działania władz samorządowych i państwowych. I o ile lokalny samorząd coraz lepiej wywiązuje się z tego zadania, to, niestety, rząd w Warszawie uprawia politykę „samozagłady”, przynajmniej jeśli chodzi o przyszłe pokolenia.

Jak bowiem inaczej nazwać stanowisko premiera Mateusza Morawieckiego na niedawnym szczycie państw Unii Europejskiej w sprawie tzw. neutralności klimatycznej. Przywódcy unijni porozumieli się w Brukseli na temat neutralności klimatycznej do 2050 roku, lecz polska delegacja nie była w stanie zadeklarować woli wdrożenia tego celu. Podobnie, jak w przypadku słynnego głosowania w sprawie dalszych losów Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej, i tym razem nasz kraj jako jedyny wyłamał się z europejskiej solidarności. Za wdrażaniem neutralności klimatycznej opowiedziały się także Węgry i Czechy, które jeszcze pół roku wcześniej blokowały wspólnie z Polską możliwość porozumienia.

Teraz zostaliśmy sami i nie wiadomo, co to będzie oznaczać dla naszego kraju w przyszłości? Czy Polska będzie uczestniczyć w programie dążenia do neutralności klimatycznej, a jeśli nie, to czy nasze dzieci i wnuki czeka jakaś apokaliptyczna wizja postępującej degradacji środowiska i klimatu. Problem w tym, iż klimat, jak i zanieczyszczenia nie znają granic, więc chyba sąsiedzi nie pozwolą nam na to. Chyba, że sami w końcu zmądrzejemy…

Robert Lewandowski
redaktor naczelny