Kurs na prawo jazdy okazał się kursem życia. Pierwsze randki, zaręczyny. Czas na wspomnienia

Ślubna fotografia Teresy i Jacka Frączkiewiczów Fot. arch

Pierwsze randki, zaręczyny. Przypadające dziś, tj. w środę 14 lutego walentynki są dobrym momentem, by powspominać te szczególne wydarzenia. Postanowiliśmy podpytać o wspomnienia znanych mieszkańców naszego regionu. Usłyszeliśmy ciekawe historie.

Jarosław Jankowski, dyrektor Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej, przed laty pracował w firmie transportowej. Traf chciał, że zajrzał do sklepu z obuwiem i galanterią skórzaną mieszczącego się przy ul. Słowiańskiej w Lesznie. Tam zobaczył panię Ewę, jak się okazało, swoją przyszłą żonę.

Może to mało oryginalne stwierdzenie, ale zakochałem się od pierwszego wejrzenia, naprawdę – wyznaje Jarosław Jankowski. – A że byłem facetem poukładanym, krótko po wojsku, myślącym o założeniu rodziny, który do tego nie miał nigdy problemów z nawiązywaniem kontaktów, już podczas pierwszego spotkania zapytałem Ewę, czy umówi się ze mną na kawę.

Pani Ewa wyraziła taką wolę. Na kawę wybrali się do leszczyńskiej restauracji Wieniawa. Pierwsza randka trwała dwie godziny. Potem pan Jarosław przespacerował się wraz ze swoją wybranką przez pl. J. Metziga i odprowadził ją na przystanek autobusowy. Od razu umówili się na kolejne spotkania.

Na drugiej randce chyba trochę Ewę przeraziłem, bo zacząłem już coś mówić o ślubie – śmieje się dyrektor Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej. – Byłem jednak na osiemset procent pewny, że to kobieta, z którą chcę spędzić resztę życia. Do dziś ujmuje mnie tym, że jest oazą dobroci, osobą delikatną, która często się wzrusza.

Gdy tylko poprosił panią Ewę o rękę i usłyszał twierdzącą odpowiedź, udał się do swoich przyszłych teściów. Z kwiatami dla teściowej i połówką mocniejszego trunku dla teście. Ci czuli już pismo nosem i czekali w domu z przygotowaną na tę okoliczność imprezą. W tym roku mija 30 lat od pierwszej randki państwa Jankowskich. Znajomi mówią o nich, że to „papużki nierozłączki”, bo wiele rzeczy robią wspólnie. Pani Ewa wspiera męża w prowadzeniu osieckiego muzeum. Gdy mąż remontuje kolejne znaleziska sprzed lat, ona oddaje się zielarskiej pasji. Przygotowuje też przetwory, m.in. na bazie dawnych receptur.

Pochodząca z Wałbrzycha Barbara Mroczkowska, wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Leszna, swojego męża, sulechowianina, zobaczyła po raz pierwszy w Warszawie. Zostali tam zaproszeni na imieninową imprezę do wspólnego znajomego, Janusza.

Znajomi chyba trochę to wszystko ukartowali, wiedząc, że oboje jesteśmy singlami. Dziś nie ma to znaczenia. Pierwsze spotkanie było przesympatyczne. Mój przyszły mąż poprosił mnie do tańca. Bardzo chciałam, żebyśmy zatańczyli ponownie i chyba też do wyczuł – wspomina Barbara Mroczkowska.

Później były wspólne spacery, wypady do teatru. Po kilku miesiącach miało miejsce spotkanie w kawiarni Legenda, w parku zdrojowym w Szczawnie-Zdroju, gdzie nastąpiły oświadczyny.

Z jednej strony przypuszczałam, że szykuje się coś szczególnego, z drugiej nie ukrywałam zdziwienia. Bez wahania jednak się zgodziłam – dodaje pani Barbara.

Po oświadczynach wróciła do domu, powiedziała o wszystkim mamie, która spytała, dlaczego w takim razie pani Barbara nie zaprosiła swojego przyszłego męża do domu.
Na wszystko przyjdzie czas – skwitowała wtedy obecna wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Leszna. – Ślub wzięliśmy rok i kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu i pierwszym tańcu na prywatce u kolegi.

Przysięgę złożyli w Urzędzie Stanu Cywilnego w Warszawie. Z okazji 30-lecia ślubu zorganizowali sobie romantyczny wypad do Warszawy, który uwiecznili czułą fotką przed USC.Odwiedzili również wspomnianą kawiarnię Legenda, by powspominać dawne czasy.

Macieja Szymczaka, komendanta Straży Miejskiej w Kościanie, przyszła żona Agnieszka wypatrzyła… przez okno. Pracował już wtedy jako strażnik. Gdy o piętnastej kończył pracę, mieszkająca nieopodal pani Agnieszka często ukradkiem spoglądała przez okno. Zwrócili na to uwagę nawet współpracownicy pana Macieja. W końcu zdobył się na odwagę i zagadnął swoją przyszłą żonę, gdy mijali się na ulicy.

Przez długi czas byliśmy przyjaciółmi, chodziliśmy na dyskoteki, jeździliśmy do Leszna, gdzie odwiedzaliśmy nasze ulubione pizzerie – wspomina Maciej Szymczak.

Z czasem znajomość zaczęła się rozwijać, w końcu przyszedł moment, w którym pan Maciej zdecydował się poprosić panią Agnieszkę o rękę. W oryginalnej scenerii, bo podczas pobytu nad morzem, w Mielnie, które do dziś jest ich ulubioną miejscowością nad Bałtykiem.

Żona chyba nie do końca wierzyła, że zdobędę się na takie wyznanie. Do dziś często ten moment wspominamy. Walentynek nie celebrujemy jakoś szczególnie. Świętem jest każda wspólna chwila spędzana razem, z naszymi dziećmi – dodaje kościaniak, już w kontekście dzisiejszego święta zakochanych. – Wspólnie lubimy wyjść do restauracji. Czasem z zaskoczenia obdaruję żonę różami czy goździkami, bo wiem, że bardzo lubi te kwiaty.

Teresa Frączkiewicz, radna powiatu górowskiego, swojego męża Jacka poznała w górowskim ogólniaku. Ona chodziła, jak przyznaje, do klasy, która była typowym babińcem. On do klasy mieszanej. Po szkole średniej rozjechali się na studia, każde w swoją stronę. Pani Teresa do Rostowa nad Donem, a pan Jacek do Wrocławia. Po studiach spotkali się… z powrotem w szkole.

Rozpoczęłam pracę jako nauczycielka. Mąż również pracował w szkole. Spotykaliśmy się jako opiekunowie naszych uczniów, którzy uczęszczali na kurs prawa jazdy – zdradza Teresa Frączkiewicz.

Pan Jacek zaproponował, że odprowadzi swoją przyszłą żonę do domu. Raz, drugi i kolejny. W końcu przyszedł czas na bukiet kwiatów oraz pierścionek zaręczynowy. A pan Jacek do dzisiaj podkreśla, że kurs prawa jazdy, w którym jako pilnujący uczniów miał swój udział przed laty, okazał się kursem jego życia.

Autor artykułu: Anna Maćkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*