Lawendowe pole na wielkopolskiej wsi

Kinga Leonarczyk Fot. Anna Machowska

Do niedawna, zachwycające kolorem i niezwykłym zapachem pola lawendy, kojarzyły się przede wszystkim z francuską Prowansją. Coraz częściej można jednak spotkać je również w Wielkopolsce. Najefektowniej wyglądają właśnie teraz, w letnim słońcu, na chwilę przed żniwami… Co sprawia, że mieszkańcy naszego regionu decydują się na uprawę lawendy? I co można z nią zrobić? Postanowiliśmy zapytać o to właścicieli jednego z takich pól – Kingę i Macieja Leonarczyków ze Starego Belęcina, w gminie Krzemieniewo.

U nas zrodziło się to z pasji do pięknych rzeczy. Pomysł był mój, ale mąż od razu na niego przystał – śmieje się Kinga Leonarczyk, instruktorka decupage oraz właścicielka pracowni artystycznej „Lawendowa Manufaktura”.

Oboje pochodzą z powiatu gostyńskiego. Ona z Borku Wielkopolskiego, a on z Żytowiecka, choć pierwsze lata wspólnego, dorosłego życia spędzili w Poznaniu. Szybko jednak zorientowali się, że nie jest to ich miejsce na ziemi. Decyzję o przeprowadzce przypieczętowało pojawienie się na świecie syna Krzysztofa. Nie chcieli wychowywać dziecka w miejskim pędzie i wśród zapachu spalin.

Na szczęście przypadkiem wpadła im w ręce oferta kupna domu z niewielkim polem w Starym Belęcinie. Łatwo się tu zaaklimatyzowali. Mieszkają już 10 lat. Dość długo nie mieli jednak pomysłu, co zrobić ze swoim polem. Dzierżawili je więc miejscowym rolnikom, którzy obsiewali je zbożem. Zmieniło się to dwa lata temu.

Kupiliśmy 1200 sadzonek i obsadziliśmy nimi nasze 21 arów. Dlaczego lawenda, a nie pomidory czy fasolka? W lawendzie kocham się od lat. Pierwszy bukiecik kupiłam przez internet, zasuszyłam i długo trzymałam jak relikwię. Wciąż pamiętam mój zachwyt fioletowymi kwiatkami. Niedawno – głównie dzięki internetowi – zorientowałam się jednak, że w Polsce powstaje coraz więcej lawendowych plantacji. Stwierdziłam, że może warto spróbować – wyznaje K. Leonarczyk. – Do słuszności tej decyzji przekonała mnie książka Joanny Posoch „Lawendowe Pole – jak opuścić miasto na dobre”. Fantastyczna lektura, do której wciąż zaglądam, bo to swoisty przewodnik. Autorka jest obecnie właścicielką największej plantacji lawendy w Polsce.

Leonarczykowie uprawiają 15 odmian lawendy, jedne z nich mają zastosowanie kulinarne, inne kosmetyczne, a wszystkie dekoracyjne. Tych ostatnich „Lawendowa Manufaktura”, z racji rękodzielniczych zdolności właścicielki, ma mnóstwo. To między innymi materiałowe woreczki i saszetki z suszem czy duże, lawendowe wianki do zawieszenia na drzwi lub ścianę oraz najmodniejsze obecnie lawendowe wrzeciona, zwane z francuska fusetkami – obowiązkowe wyposażenie wielu damskich torebek. Anna Machowska

Cały artykuł w 26. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*