Nie lekceważę konkurentek, ale też ich się nie obawiam

Fot. google.com

Z Anitą Włodarczyk, mistrzynią świata i rekordzistką świata w rzucie młotem, rozmawia Mariusz Cwojda

Czuje pani presję związaną ze startem na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro? Jest pani kandydatką numer jeden do złota w konkursie rzutu młotem.
Nie może być inaczej, skoro jestem wymieniana w gronie faworytek. Wierzę w swoje umiejętności i przede wszystkim w bardzo dobre przygotowanie do igrzysk. Najważniejsze, żeby dopisało zdrowie. Jeśli będzie z nim wszystko okej, to postaram się nie zawieść. Celem jest wynik ponad 80 metrów i medal.

Złoty medal…
Tak, złoty. Tytuł mistrzyni olimpijskiej i rekord świata to są moje wielkie marzenia. Jeśli ktoś przez dwa lata wygrywa wszystkie ważne zawody, to nie mogę powiedzieć, że powalczę o srebro lub brąz albo o miejsce na podium. Powiem szczerze: interesuje mnie złoty medal i najlepiej jeszcze rekord świata.

Wspierać panią będą z trybun polscy kibice, wśród nich także rodzice.
Tata i mama są już na miejscu. Będą kibicować polskim sportowcom nie tylko na stadionie lekkoatletycznym. Wybierają się również na inne areny sportowe. Rodzice kibicują mi od zawsze i byli na wszystkich ważniejszych zawodach z moim udziałem. Nie mogło ich zabraknąć w Rio de Janeiro.

Które z rywalek mogą najbardziej przeszkadzać w osiągnieciu celu na rzutni?
Nie kalkuluje i nie interesuje się wynikami rywalek. Na pewno nie mogę lekceważyć pozostałych dziewczyn. Jest przecież Niemka Betty Heidler. Są na liście startowej Chinki, które nie startowały w mitingach, więc nie wiadomo, na co je stać? Ale ja nikogo się nie boję. Koncentruje się na własnej osobie. Muszę jeszcze zrobić małe rozpoznanie stadionu i dojazdu do niego itp. To są drobiazgi, ale ważne. Może się ktoś zdziwi, ale dojazd będzie wanny. Okazuje się, że dojazd zabiera prawie dwie godziny. Jeśli więc konkurs zacznie się przed jedenastą, to muszę wcześnie wstać, przygotować się, zjeść śniadanie i w drogę. Tak, żeby odpowiednio wcześniej zameldować się na obiekcie i skoncentrować się na rywalizacji.

Igrzyska olimpijskie dla sportowca to często szczyt marzeń, coś wyjątkowego. A czym są dla pani?
Na pewno jest to coś wyjątkowego. Reprezentowanie kraju na największej sportowej imprezie daje poczucie dumy i spełnienia. Zdobycie medalu, to coś wspaniałego. Są to moje trzecie igrzyska, dlatego aż tak tego nie przeżywam. Widzę, że dla debiutantów są one dużo bardziej emocjonujące.

Życzymy złotych rzutów w Rio.
Wiem, że mam duże szanse na zdobycie tytułu olimpijskiego. Gdyby było inaczej, to powinnam zostać w domu. Staram się jednak dmuchać na zimne. Najpierw wynik, później radość.

Wierzy pani w przesądy?
Mam swoje zwyczaje i od lat mi one towarzyszą. Są więc jajka na śniadanie i malowanie paznokci w biało-czerwone barwy i jeszcze kilka drobiazgów, o których kibice na pewno już słyszeli. Jajka będą, bo serwują nam je na stołówce. Manicure też już przygotowany. Teraz tylko dobry wynik i zobaczymy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*