Miałem swoje pięć minut

Mark Loram Fot. mac

Polacy są bardzo mocni i znajdują się prawie poza zasięgiem konkurentów. Nadzieję, że w Lesznie nie zajmą wszystkich miejsc na podium, daje nam Robert Lambert. To jest rodzynek w międzynarodowej stawce finalistów indywidualnych mistrzostw świata juniorów – ocenia układ sił w IMŚJ Mark Loram, indywidualny mistrz swiata z 2000 roku, stranieri Unii Leszno w sezonie 2006.


Polski żużel jest tak dobry, czy może rywale spuścili z tonu i przez to nie liczą się w walce o medale?

Polska od kilkunastu lat buduje swoją potęgę, jeszcze gdy ja ścigałem się na żużlu. Bardzo mocna liga w Polsce sprawiła, że nie tylko podniósł się jej poziom, ale jednocześnie podniósł się poziom reprezentacji kraju.

Kto zostanie mistrzem świata juniorów?
Chciałbym, żeby wygrał mój rodak Robert Lambert. „Robi” dobrze pojechał w pierwszej rundzie w Daugavpils i ostatnio błysnął w rywalizacji z seniorami podczas SEC w Gustrow. Chłopak ma dobry sezon. Dobrze mu idzie w lidze i w międzynarodowej stawce. Mam nadzieję, że za jakiś czas będzie kolejnym Anglikiem, który pokaże się w światowej elicie.

Stawia Pan na Lamberta?
Gdyby chociaż jeden turniej finałowy odbył się w Anglii, to na pewno miałby duże szanse. Walka o medale toczy się poza Anglią, co Lambertowi nie ułatwia zadania. Myślę, że pomiędzy Polakami i Anglikiem zostaną rozdzielone medale.

Brytyjski speedway nie zachwyca, biorą pod uwagę wyniki w najważniejszych światowych imprezach.
Taką mamy rzeczywistość. Mógłbym powiedzieć, że to bolesna prawda. Ale tak do tego nie podchodzę. Pamiętam czasy, gdy Wielką Brytanię w walce o medale reprezentowali Kelvin Tatum, Martin Dugard, Chris Louis, Joe Sreen i moja osoba. Zawsze któryś mógł odpalić. Teraz mamy „Tajskiego” i nikogo więcej. Na nim spoczywa ciężar walki o honor brytyjskiego speedwaya.

Pana przypadek w 2000 roku pokazał, że można zostać mistrzem świata nie wygrywając turnieju Grand Prix.
Nieraz się na tym zastanawiałem. Wygrałem dzięki równiej formie prezentowanej przez cały sezon. Chyba miałem trochę szczęścia.

Czym się Pan zajmuje po zakończeniu kariery. Żużel chyba nie zajmuje teraz zbyt dużo miejsca w Pana życiu?
Miałem swoje pięć minut. Na żużlu jeździłem przez 20 lat. Wystarczy. Pracuję, bo żyć trzeba, płacić rachunki i wrzucić coś do garnka. Żużlem się interesuję, ale nie czuję jakiejś wielkiej potrzeby, by regularnie chodzić na zawody.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*