Mieszkaniec Święciechowy miesiącami głodził psy. Odchodziły w cierpieniach

Sąsiedzi byli zaskoczeni zmianą w zachowaniu mężczyzny. Zeznawali, że wcześniej dbał o swoje psy Fot. kab

W środę, 8 sierpnia br. przed Sądem Rejonowym w Lesznie zapadł wyrok w sprawie mieszkańca Święciechowy, którzy zagłodził swoje dwa psy na śmierć. Mężczyzna dostał pół roku w zawieszeniu na dwa lata, 5 tys. zł nawiązki na rzecz schroniska w Henrykowie oraz czteroletni zakaz posiadania zwierząt. Wyrok nie jest prawomocny.

Historia, która wydarzyła się w ubiegłym roku, jeży włos na głowie. Mieszkaniec Święciechowy został oskarżony o to, że od grudnia 2017 roku do około lutego 2018 roku świadomie znęcał się nad zwierzętami, przetrzymując je w zamkniętych pomieszczeniach i nie zapewniając im karmy oraz wody, co doprowadziło je do śmierci.

Odkąd od mężczyzny wyprowadziła się żona i dzieci, mieszkał samotnie.
Kiedy jego żona jeszcze z nim mieszkała i rodzice żyli, to ja często bywałam tam jako gość. Wtedy z psami wszystko było w porządku – zeznawała jedna z sąsiadek.

W ostatnich latach sąsiadka jednak do niego nie zaglądała, ale przekonywała sąd, że początkowo, żyjąc w pojedynkę, dbał o swoje psy.

Po pracy wychodził z nimi na polną drogę, żeby sobie polatały – relacjonowała kobieta.

Zauważyła też, że sąsiedzi zostawiali wiaderka z resztkami jedzenia dla psów.

Ja czasem też zostawiałam – mówiła sąsiadka.

W pewnym momencie psy zaczęły być zaniedbywane. Już dwa lata temu inna sąsiadka oskarżonego zauważyła, że kundelki wyglądają na zabiedzone i chude.

Rzucałam im jedzenie przez płot – zeznała. – Zaglądałam do sąsiada na podwórko i widziałam, że pieski mają puste miski. Wody nie miały. Pytałam sąsiada, dlaczego wody nie mają, a on zapewniał, że o to zadba i że daje im jeść i pić po powrocie z pracy.

W pewnym momencie psy zniknęły z podwórka. Sąsiedzi słyszeli, że są zamknięte w domu, ale ich już nie widywali.
Obie zeznające kobiety przekonywały sąd, że są w szoku, bo kiedyś sąsiad „muchy by nie skrzywdził”.
Pod koniec 2017 roku sytuacja stała się wyjątkowo dramatyczna, bo oskarżony wyprowadził się do siostrzeńca. Jak zeznawał w kwietniu br., wyprowadził się, bo w domu czuł się samotny, nie miał do kogo się odezwać.

Moje kundelki Ajaks i Lana były z jednego miotu. Miały około 10 lat. Od wyprowadzki do siostrzeńca chodziłem do psów: na początku dwa razy w tygodniu, a potem coraz rzadziej. Ostatni raz widziałem te psy żywe około trzy miesiące temu. Potem, jak przyszedłem, oba już nie żyły. Oba zostawiłem na podłodze, bo mi to nie przeszkadzało. Żałuję tego co zrobiłem – zeznawał w kwietniu br. oskarżony.

W zeznaniach przekonywał, że „miał uczucia”, że chciał oddać psy do schroniska, ale nie było go na to stać. Podczas rozprawy oskarżony był nieobecny, sąd jedynie odczytał jego kwietniowe zeznania. Odniosła się do nich Anna Janiak, prezeska Fundacji Zwierzęce SOS w Lesznie, która wystąpiła w sądzie jako głos pokrzywdzonych zwierząt.

Chciałabym podkreślić, że pozostawienie zwierząt bez jedzenia to znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Oskarżony zeznał, że nie stać go na schronisko, ale nawet nie zapytał w schronisku, czy jest możliwość oddania tam psów. Skazał je na powolną i bardzo bolesną śmierć. Jako przedstawiciel poszkodowanego wnoszę, by kara była surowa i adekwatna. Ten człowiek wykazał żal dopiero po fakcie – podkreślała Anna Janiak.

Najsmutniejsze jest to, że jedna z sąsiadek zeznała, iż słyszała „żałosne szczekanie psów w ostatnim okresie”, druga, że w pewnym momencie zaczęła czuć zapach padliny.

Nikt jednak nie podjął żadnych działań. To bardzo przykre – komentuje Anna Janiak.

Sąd uznał, że oskarżony świadomie znęcał się na psami, że działał z zamiarem ewentualnym. Skazał go na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, zakaz posiadania zwierząt na 4 lata, 5 tys. zł nawiązki dla Międzygminnego Schroniska dla Zwierząt w Henrykowie. Nawiązka – jak wyraził się sąd – jest dotkliwym urealnieniem kary. Sąd argumentował swój wyrok faktem, że wcześniej mężczyzna cieszył się dobrą opinią wśród sąsiadów i dla nich jego występek był niewytłumaczalny. Wyrok nie jest prawomocny.

Cały artykuł jest również dostępny w 33 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Anna Machowska

9 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*