Misiowe postacie w ludzkiej naturze

Niebawem powstanie III odcinek Misiowych Opowieści Fot. teatrmiejskileszno.pl

Świat dobrych i złych mocy, wróżek, czarodziei czy misiów jest intrygujący i fascynujący szczególnie, gdy ma się kilka lat i głowę pełną wyobraźni. Każdy z nas, dorosłych, wspomina swoją ulubioną zabawkę, bajkę czy wspaniałego bohatera, który uratował świat. Kilka miesięcy temu Teatr Miejski postanowił zaprosić do magicznej rzeczywistości dzieci. Mogą one przenieść się do świata misiów, które z radością pokazują swoje życie, najbliższą rodzinę, a do tego przedstawią pewne pouczające historie.

Spektakl „Misiowe Opowieści” cieszy się zainteresowaniem najmłodszych i dlatego doczekał się dwóch odcinków pt. „Strach ma wielkie oczy” oraz „Kłamstwo ma krótkie nogi”. To zaledwie 35-minutowe spektakle, które dedykowane są dzieciom od trzech lat.

Bardziej jednak interesowało mnie to, jak ta sztuka widziana jest z perspektywy aktorów, wcielających się w role baśniowych misiów. No właśnie dorośli, którzy znowu przenoszą się do świata uszatków, zabawy, braku zasad oraz wszystkiego, co pełne niewiedzy. Czy łatwo jest wcielać się w rolę niedźwiadków?

Nie jest łatwo, ale za to przyjemnie. Sztuka napisana jest dla najmłodszych, a więc przystępnym dla dzieci jak i dorosłych językiem. Sam fakt grania misia bardzo ułatwia to, że jesteśmy w kostiumach, które nadają nam organikę tych misiów. Są obszerne, dość masywne, a przy tym nie ograniczają ruchów, jak może się to na początku wydawać. Ponieważ jest to bajka dla dzieci, to bardziej od realizmu i stworzenia postaci postawiliśmy na weselsze charaktery, co ułatwi dzieciom zaprzyjaźnić się z nimi – wyjaśnia Daniel Mosior, aktor wcielający się w rolę Misia.

Aktorzy czerpali inspiracje ze swojego dzieciństwa i przypominali historie, które wydarzyły się, gdy byli w wieku widzów tej sztuki.

– Zainspirowałam się nieco moim dzieciństwem i relacjami ze starszym bratem. Nieraz to on wyśmiewał się ze mnie albo popychał, a innym razem było na odwrót. I właśnie w tej bajce też dzieją się takie rzeczy – mówi Katarzyna Kanabus, aktorka wcielająca się w postać Misi.

Dzieci na reagują śmiechem i radością, bo widzą w rzeczywistości to, co zazwyczaj oglądają na ekranie telewizora lub komputera. Czasem skomentują coś w najmniej oczekiwanym momencie i wypowiedzenie przez aktorów kolejnej kwestii nie ma sensu. Dlatego zdarza się im improwizować. Szczególnie, jeśli dzieci zaczną płakać i trzeba zrobić coś, czego nie było w scenariuszu.

– Reakcje dzieci są zupełnie nieprzewidywalne i bardzo różne w zależności od tego czy gramy pierwszą czy drugą część. W pierwszej części jest moment kiedy mama misiowa wychodzi do pracy i podczas jej nieobecności dają się słyszeć dziwne odgłosy dochodzące z głębi lasu. Wywołuje to stres zarówno w małych bohaterach spektaklu, jak i wśród najmłodszych widzów na widowni. Czasem pojawiają się delikatne protesty wynikające ze strachu, ale szybko z pomocą przychodzą małe misie, które starają się swoim działaniem odwrócić uwagę dzieci od źródła ich lęku – wyjaśnia Katarzyna Głogowska, aktorka wcielająca się w mamę.

Wcielanie się w rolę misia w porównaniu do postaci bardziej poważnych jest po prostu inne.

 W misiach trzeba być czujnym i szybko reagować na słowa czy działania najmłodszych. Jednak z drugiej strony jest łatwiej, bo możemy sobie na wszystko pozwolić i nie musimy się ograniczać do z góry nałożonych zasad, przyjętych w świecie dorosłych. Tam ich nie ma i wszystko jest logiczne, nawet jeśli jest nielogiczne – podkreśla Daniel Mosior.

Ekipa aktorów wraz z reżyserem sztuki Markiem Prałatem
założyli, że spektakl w porównaniu do „Wyprawy” nie będzie interaktywny. W ten sposób wytyczono granicę między sceną a widownią.

– Mimo wszystko dzieci biorą udział w spektaklu. Reagują i mówią, abym uważała, gdy misio ukradkiem zabiera miodek. Staram się udawać, że w jakiś sposób to słyszę, ale nie do końca wiem o co chodzi, bo przecież jestem misiem i nie rozumiem ludzkiej mowy – uśmiecha się Katarzyna Kanabus.

– Rzadko jest możliwość, aby wyjść w interakcje z widzami, bo mogliby się wtedy za bardzo rozszaleć. Bywają momenty, że trzeba postawić ścianę i udawać, że nie dzieje się to, co słyszymy z widowni. Z ostatniego spektaklu zapamiętaliśmy komentarz na żywo na okrzyk misia: „ale się wydarł”, więc chwilami jest śmiesznie – mówi Katarzyna Głogowska.

Daniel Mosior przyznaje, że od początku „Misowych Opowieści” stara się nie demonizować uszatków, ponieważ to nie są niedźwiedzie czy inne zwierzęta, tylko grzeczne pluszowe misie, mieszkające w lesie wraz z rodziną i przyjaciółmi.

– To alter ego tych dzieci. Przez tę bajkę chcemy pokazać jaka będzie rzeczywistość, jeśli będą żyć w zgodzie z podstawowymi prawami, którymi świat się kieruje, a o których ludzie zapominają albo przestrzeganie się ich jest trudne i nieopłacalne – twierdzi D. Mosior.
Aktorzy przyznają, że role misiów są ciekawym, ale też całkiem innym niż dotychczas wyzwaniem zawodowym.

– Nie grałam jeszcze dla najmłodszych, więc stwierdziłam, że jest to dobry moment, aby zobaczyć jak to jest. Jesteśmy blisko widowni i przełamujemy pewne bariery. Myślę, że to był dobry pomysł, aby podjąć się takiej pracy – mówi K. Kanabus.

Ponadto odbierają role bajkowych postaci, jako bardzo fajną przygodę. Aktorzy są zgraną ekipą i stanowią jeden team.
– Granie dla dzieci to super zabawa, która rozwija. Świat od urodzenia się zamyka i mówi co jest dobre, a co złe oraz co bardziej wypada. Uczy nas wszystkich konwenansów i człowiek w miarę dojrzewania zapomina o rzeczach, które go kiedyś jarały. Tutaj tego nie ma i można sobie na wszystko pozwolić. Poza tym jestem w teatrze na etacie i z wielką przyjemnością wziąłem te rolę – mówi Daniel Mosior.

Bez wątpienia duże znaczenie odegrała też charakteryzatorka i kostiumograf, którzy wykreowali baśniowe postaci i dzięki temu aktorzy mogą także wyglądać jak włochate i przytulaśne zwierzaki.

– W moim przypadku wcześniejsze charakteryzacje wymagały jedynie wieczorowego bądź lekkiego make-upu. Natomiast w tej sztuce charakteryzatorka wymyśliła nam, ku uciesze dzieci, misowe mordki. Trzeba jednak uważać, aby makijażu nie rozmazać, ale nauczyliśmy się już nad tym panować – mówi K. Kanabus.

Ile czasu zajmuje zrobienie się na misia?
– Mamy bardzo zdolną charakteryzatorkę, która trudną i skomplikowaną charakteryzację wykonuje w ciągu zaledwie piętnastu minut – dodaje Katarzyna Głogowska.

Cały artykuł jest również dostępny w 28 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Natalia Kurpisz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*