Moja metamorfoza

fot. S. Skrobała

Dałem się namówić na metamorfozy, takie z dużej litery, bo to nazwa całej akcji. Mam 90 dni (teraz już mniej), aby za pomocą specjalnej diety i intensywnych ćwiczeń zrzucić zbędne kilogramy. Cóż to za problem?! – odpowiadam, gdy ktoś mnie pyta, czy dam radę. Zrzucałem wiele razy i zawsze mi się udawało. No właśnie…
W specjalnym notesie od wielu lat odnotowuję moje zmagania ze zbędnym „balastem”. Pierwszy wpis jest datowany na 5.01.04. Nie podam, ile wtedy ważyłem, wspomnę tylko, że więcej niż obecnie. Pierwsze próby podjąłem po 30-tce, gdy przekroczyłem magiczną barierę setki. Wtedy udało mi się zjechać 24 kg, co mogłem zaprezentować na pierwszym zjeździe absolwentów mojego rocznika w liceum. Miałem silną motywację, gdyż organizowałem całe spotkanie i musiałem wygłosić przemowę przed szacownym audytorium.

Kolejne walki z własnym ciałem pojawiały się ilekroć moja łazienkowa waga pokazywała liczbę trzycyfrową. Stosowałem różne diety: śródziemnomorską, kopenhaską, Montignaca, Ducana i wiele innych. W końcu zrozumiałem, że bez aktywności fizycznej moje próby będą odnosiły połowiczny skutek, więc ruszyłem pokonywać kilometry na rowerze, nartach czy na własnych nogach.

I wszystko było ładnie pięknie, ale do czasu. Podstawowy problem to była odpowiednia dieta, a z tym różnie bywało. Lubiłem osłodzić sobie życie łakociami.
Na moich wagowych huśtawkach tracił też domowy budżet, bo od czasu do czasu trzeba było zmieniać garderobę. Nie problem kupić nowy t-shirt czy koszulę, ale już wydatek na nowy garnitur denerwuje, zwłaszcza, gdy chodzisz w nim rzadko i okazuje się, że za rok trzeba kupić kolejny. Owszem, pewne rzeczy można przechować w szafie, lecz moda się zmienia i po kilku latach co najwyżej możesz je zawieźć do noclegowni.

Mógłbym pewnie napisać doktorat z dietetyki, ale te sprawy pozostawię mądrzejszym, ja zaś po raz kolejny, i mam nadzieję ostatni, wziąłem się za swoje ciało. Jak wyjaśniłem swojej mentalnej trenerce (też taką mam w ramach metamorfoz) chcę w ten sposób zdrowszy i lżejszy wejść w „trzeci wiek”. Zresztą to określenie bardzo ją zirytowało. Przekonuje mnie, iż mam przed sobą jeszcze kawał życia, więc mam się wziąć za siebie, motywuje mnie do działania, każe robić plany i wyznaczać cele.

Swoje na siłowni też muszę odrobić, bo trenuję przez pięć dni w tygodniu, w tym trzy razy z trenerem personalnym. Oczywiście, nie da się odchudzić bez diety, dlatego przez cały tydzień otrzymuję pięć posiłków dziennie zapakowanych w pudełkach. Na razie stosuję dietę 1800 kcal i efekty są podobno widoczne. Przy okazji próbuję nieznanych mi wcześniej dań, np. musaki czy dietetycznej tortilli. W menu dominują warzywa, kasze, białe mięso, koktajle smoothie, ale także dietetyczne ciasto, więc wcale nie jest to taka katorga dla organizmu.

Trzymajcie za mnie kciuki, bo moja metamorfoza polega też na rywalizacji z przedstawicielką płci pięknej. Kto osiągnie lepszy efekt, zwycięży. Przewidziano nawet specjalną galę na finał i nagrodę, ale nie o to chodzi. Mam być zdrowszy na ciele i duszy.

Kto ma ochotę może zajrzeć na moją facebookową stronę: @metamorfozalewego

Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*