Najlepszy w kraju mural jest w Lesznie

fot. mac

Choć to jedno z najważniejszych świąt państwowych, trudno się tak po ludzku do niego przyzwyczaić. Owszem, wywieszam flagę, idę nawet pod Pomnik Odzyskania Niepodległości, by zamanifestować przywiązanie do wolności, ale tak jak przeciętnemu leszczyniakowi, kojarzy mi się ono głównie z …rogalami marcińskimi.

Oczywiście i w mojej rodzinie kultywuje się tradycję konsumowania tego słodkiego przysmaku, choć w samo święto był problem z jego nabyciem. Mimo świątecznego dnia sklepy cukiernicze w Lesznie pracowały do południa na pełnych obrotach, by sprostać zapotrzebowaniu rynku. Nie przeczuwając, że będzie aż tak tłoczno, wybrałem się do cukierni grubo po 10.00 rano, a tu taka niespodzianka – kolejka chętnych na rogale stała aż na dworze. Pokornie ustawiłem się na końcu, gotowy odstać swoje. Po 20 minutach, gdy przede mną były już tylko dwie osoby, uwijający się przy ladzie właściciel cukierni skruszonym głosem oznajmił, iż przeprasza, ale właśnie kończą się rogale.

Niepocieszona gromadka kolejkowiczów dowiedziała się, iż prawdopodobnie jeszcze w dwóch sklepach w Lesznie, gdzie są dostarczane rogale z tego zakładu, powinny jeszcze być owe specjały. Dla mniej wybrednych pozostała jeszcze druga alternatywa – rogale z dnia poprzedniego. Po szybkiej konsultacji zdecydowałem się na „stare” rogale w licznie dwóch sztuk. Jak się potem przekonaliśmy, konsumując w domu rogale przy kawie, wcale nie były takie złe, bo to przecież ciasto półfrancuskie, które nie musi być konsumowane na gorąco, jak bułki. Na koniec wątku z rogalami dodam, iż to nie były jedyne rogale świętomarcińskie, jakie konsumowaliśmy w ostatnich dniach, więc nie mogę zbytnio narzekać.

Po konsumpcji rogali był czas na zaległe lektury, m. in. tekst z Polityki o muralach. Pretekstem dla autora artykułu był projekt fotografa Wojciecha Wilczyka, który w ciągu ostatnich 6 lat objechał kraj i sfotografował około 500 murali. Pokłosiem jego wędrówki jest wystawa „Słownik polsko-polski” prezentowana do 15 grudnia w w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Natomiast pod koniec roku ukaże się album fotograficzny z owymi muralami.

Wilczyk dotarł też do Leszna, gdzie – jak wiemy – powstała już pokaźna galeria murali. Autor tekstu w Polityce Piotr Sarzyński dwa razy nawiązuje do leszczyńskich murali, w obu przypadkach pozytywnie. Analizując formy plastyczne ściennych malowideł jako przykład nietypowego rozwiązania wymienił mural z ulicy Dąbrowskiego, gdzie ułam „wyskakuje” na koniu z rozbitej ściany. To wg autora próba wyjścia poza kanon i zabawy stylami. Na koniec wskazał na najlepszy jego zdaniem mural sfotografowany przez Wilczyka. Na tle ultrapatriotycznych, sztampowych czy przerysowanych murali jego wybór padł na malowidło zdobiące boczną ścianę bloku przy ul. 17 Stycznia w Lesznie. Na czerwonym geometrycznym tle umieszczono napis: „Nie należy dłużej czekać”. Historycznie hasło jest związane z powstaniem wielkopolskim, ale jego treść jest ponadczasowa. I znów aktualna…

Robert Lewandowski
redaktor naczelny