Nie panikujcie i oby do wiosny!

Z Tony Rickardssonem, sześciokrotnym mistrzem świata na żużlu, rozmawia Jakub Gralik.

Słyszał pan, że polskie kluby mają kłopoty finansowe i może wystąpić problem ze skompletowaniem ekstraligi?

Sytuacja podobnie wygląda w Polsce, Anglii i Szwecji. Jakoś dziwnym trafem, zawsze głośno o kłopotach robi się pod koniec roku. To co, od wiosny do jesieni, gdy trwa sezon, nie mieli kłopotów? To nie nowość. Na koniec roku właściciele podliczyli słupki i coś im się nie zgadza. Pamiętam, jak jeździłem w Polsce, było podobnie. Zawsze powtarzałem: byle do wiosny!

W Polsce rok temu upadłość ogłosił Włókniarz Częstochowa, więc trudno mówić tylko o straszeniu, które ma działać mobilizująco na lokalne środowiska samorządowe i sponsorskie.

To przykre, co stało się w Częstochowie. Dowiedziałem się, że Wybrzeże Gdańsk też miało problemy. Jeździłem kiedyś w Wybrzeżu i bardzo mi żal tego klubu. Wierzę, że najgorsze klub ma za sobą i jeszcze przypomni o sobie w konfrontacji z krajową czołówką. Ostatnio rozmawiałem z Gregiem Hancockiem o sytuacji w żużlu. Speedway powinien bardziej się rozwijać. Przede wszystkim zdobywać kibiców i popularność w innych krajach, na różnych kontynentach. Odkąd zakończyłem ścigać się na żużlu, geografia czarnego sportu wygląda podobnie. Kilka państw w Europie i może jeszcze Australia, która zorganizowała turniej Grand Prix IMŚ i finał drużynowych mistrzostw świata juniorów. To zdecydowanie za mało, by myśleć o rozwoju. Sytuacja nie zmienia się. Kiedyś Anglia miała silną ligę, ale obecnie brytyjski speedway w ligowym wydaniu mocno kuleje.

Cały artykuł w 49. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*