Niedaleko spadło jabłko od jabłoni

W białej koszulce Szymon Skrzypczak

Z piłkarzem Górnika Zabrze Szymonem Skrzypczakiem, który pochodzi z Leszna, rozmawia Mariusz Cwojda.

W historii 14–krotnego mistrza Polski Górnika Zabrze było wielu znakomitych napastników: Włodzimierz Lubański, Andrzej Szarmach, Jan Banaś, Zygfryd Szołtysik, czy obecnie Arkadiusz Milik, który gra z powodzeniem w Ajaksie Amsterdam. Teraz na szpicy w Zabrzu występuje chłopak z Leszna, czyli pan. Zapytam trochę prowokacyjnie: przypadek?

Raczej nie jest to przypadek. Ciężka praca na treningach, cierpliwość i zaangażowanie dają efekty. Tak się złożyło, że kontuzja wyeliminowała z gry Maćka Korzyma. Dostałem szansę od trenera i chciałbym ją wykorzystać.

Pochodzi pan z Leszna, ale media podają, że Szymon jest pan wychowankiem Zagłębia Lubin? Jak to się stało?

Będąc młodym chłopakiem trafiłem do Zagłębia i tam zaliczyłem wszystkie szczeble piłkarskiego szkolenia. W Lubinie spędziłem młodość – około 5 lat. Z drużyna Zagłębia zdobyłem wszystko tzn. mistrzostwo Polski juniorów i dwukrotnie mistrzostwo Młodej Ekstraklasy.

Pana tata Sławomir Skrzypczak był dobrym koszykarzem. Nie ciągnęło pana do Trapezu albo do Ćwiczni, żeby pójść w jego ślady i spróbować sił w baskecie?

Tata zabierał mnie do hali na mecze. Pamiętam, gdy grał w oldbojach. Ja jednak wybrałem futbol. Moja przygoda z piłką nożna rozpoczęła się w szkole podstawowej – w „Siódemce” u trenera Roberta Stańczyka. To on uczył mnie podstaw. Mimo że później trafiłem do Zagłębia Lubin, to właśnie w Lesznie stawiałem pierwsze piłkarskie kroki.

W Lubinie nie przebił się pan do kadry pierwszego zespołu i był wypożyczany do innych klubów. Brak stabilizacji nie jest komfortową sytuacją dla sportowca.

To prawda, nie dostałem szansy. Miałem ważny kontrakt z Zagłębiem, ale nie chciałem siedzieć na ławie i czekać. Chciałem grać. Stąd wypożyczenia do innych klubów. Wiedziałem, że świat się nie kończy na Zagłębiu. Szukałem miejsca dla siebie. Chciałem się rozwijać, podnosić umiejętności i zdobywać doświadczenie. Byłem na wypożyczeniu w Ruchu Radzionków. Później dostałem propozycję z Polkowic, gdzie trener na mnie postawił. Zostałem królem strzelców II ligi.

Dobre wyniki w Polkowicach i tytuł króla strzelców okazały się prawdziwą trampoliną w dalszej karierze.

Tak tego bym nie nazwał, ale mogę nieskromnie powiedzieć, że wtedy dostałem bardzo dużo ofert z innych klubów, w tym kilka propozycji z zespołów ekstraklasy. Zagłębie także chciało przedłużyć ze mną kontrakt, który właśnie się kończył.

Czym pan się kierował, dokonując wyboru? Może trzeba było znaleźć klub bliżej rodzinnego domu.

Polska nie jest aż tak duża. Odległości nie mają dużego znaczenia. Z miasta do miasta można przemieścić się w jeden dzień, więc nie ma problemu. Przyjąłem propozycję Górnika, gdyż zabrzanie najbardziej zabiegali o transfer i okazali się najbardziej przekonywujący. Zależało im, ja też chciałem, więc podpisaliśmy kontrakt.

Cały artykuł w 52. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*