Niemcy długo pamiętali o zrywie Wielkopolan

Ppor. Namysł dowodził kompanią krzywińską w potyczce pod Osieczną w 1919 r. Na zdjęciu: inscenizacja bitwy pod wiatakami. Fot. Marek Jankowski

Powstanie wielkopolskie ogarnęło nasz region na przełomie 1918 i 1919 r. II wojna światowa rozpoczęła się atakiem Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. Czy te dwa wydarzenia odległe od siebie czasowo ponad 20 lat coś łączy?

Jak się okazuje nie brakuje dla nich wspólnych mianowników. Jednym z nich jest los niektórych uczestników powstania wielkopolskiego. W czasie II wojny światowej znaleźli się na hitlerowskich listach proskrypcyjnych i byli przeznaczeni w pierwszej kolejności do likwidacji.

Wśród nich nich znaleźli się m.in. Aleksandra Bukowiecka z Cichowa, która zorganizowała oddział powstańczy w Lubiniu oraz podpułkownik Jan Namysł- jeden z dowódców podczas powstania wielkopolskiego krzywińskiej kompanii powstańczej, a w pierwszych miesiącach II wojny światowej działacz Związku Walki Zbrojnej w Wielkopolsce.

Z armii wroga do powstania

Jan Namysł pochodził z Odolanowa. Po ukończeniu seminarium nauczycielskiego w 1902 r. podjął pracę w szkole w Gierłachowie k. Krzywinia. Po wybuchu I wojny światowej powołano go do armii niemieckiej. W jej szeregach walczył na froncie francuskim. Po kapitulacji Niemiec na froncie zachodnim powrócił do Gierłachowa. Na początku grudnia 1918 r. w Krzywiniu rozpoczęto działania w kierunku utworzenia oddziału powstańczego. Pierwszym jego dowódcą został Antoni Ciesielski, który ze swym oddziałem walczył na początku stycznia z zaborcami m.in. w bitwie pod Wolsztynem.

– 10 stycznia 1919 r. do Krzywinia przybył goniec z Osiecznej, która spodziewała się ataku ze strony niemieckiej – czytamy w Kronice miasta Krzywinia z lat 1926-1932. – Dowódca kompanii Antoni Ciesielski zaprosił do współpracy oficera baonowego ppor. Jana Namysła z Gierłachowa, byłego oficera armii niemieckiej, proponując mu objęcie dowództwa powstańczej kompanii krzywińskiej. Wstawił się on jeszcze w tym samym dniu o godz. 15.30 na krzywińskim rynku.

Tak się zaczęła przygoda podporucznika Jana Namysła z powstaniem wielkopolskim. Sprawował on dowództwo nad krzywińskim oddziałem w akcji pod Osieczną. Następnie stanął na czele I batalionu garnizonowego w Kościanie, 7 pułku Strzelców Wielkopolskich oraz 8 pułku Strzelców Wielkopolskich. W lutym 1920 r. został dowódcą 155 pułku Piechoty Wielkopolskiej, na czele którego walczył z bolszewikami. W polskiej armii awansował. W 1927 roku otrzymał awans na stopień podpułkownika. Po zakończeniu służby zamieszkał w Poznaniu.

Dzielna żona generała

Nieco inne doświadczenia z powstaniem wielkopolskim miała Aleksandra Bukowiecka, żona generała Mieczysława Bukowieckiego, dziedzica Cichowa.

– Ośrodkiem, który odgrywał na ziemi kościańskiej szczególną rolę polskości, był dwór Mieczysława i Aleksandry Bukowieckich– napisał w Zeszytach Lubińskich, historyk dr Piotr Bauer. – Wynikało to z niezwykle patriotycznej postawy właścicieli oraz z faktu, że ich siedziba była położona w trudnym do dojechania miejscu. W Cichowie można było prowadzić działalność konspiracyjną.

Gdy Mieczysław Bukowiecki w armii pruskiej walczył na froncie wschodnim, jego żona gromadziła w piwnicy swego dworu broń.

– Dziedziczka z Cichowa Aleksandra Bukowiecka w końcu listopada na czele swoich fornali wykradła znaczną ilość broni z magazynów niemieckich w Biedrusku – ustalił prof. Bogusław Polak, historyk powstania wielkopolskiego. – Było to ok. 300 kb, 1 CKM i 100 granatów ręcznych.

Przeznaczyła także część swoich oszczędności na zakup broni, którego dokonał pracownik jej majątku Franciszek Kaźmierczak. Ze służby dworskiej oraz mieszkańców pobliskich wiosek utworzyła oddział. Połączył się on z grupą utworzoną w Lubiniu. W ten sposób powstała kompania lubińska. Jej synowie August i Ignacy według ojca Jozafata Ostrowskiego, autora kroniki Klasztoru Benedyktynów w Lubiniu, zawiesili na jego wieży na początku stycznia 1919 roku polską flagę. Symbolicznie ten historyczny obiekt stał się znów częścią Polski.

Obawy przed zrywem

Podpułkownik Jan Namysł i Aleksandra Bukowiecka – jak i wiele innych osób związanych z powstaniem wielkopolskim – żyli w spokoju do września 1939 roku. Gdy hitlerowcy 1 września napadli na Polskę, rozpoczął się ich dramat. Niektórzy go przeżyli, ale bardzo wielu straciło życie za swe wcześniejsze działania przeciw Niemcom.

– Powstańcy i ich rodziny w latach okupacji hitlerowskiej poddani zostali ostrym prześladowaniom – tłumaczył profesor Bogusław Polak. – Ginęli w egzekucjach publicznych i masowych mordach skrytobójczych. Umierali w katowniach gestapo i obozach koncentracyjnych.

Według niektórych historyków okrucieństwo hitlerowców wobec powstańców wielkopolskich wynikało z obaw przed powtórką zrywu zbrojnego sprzed dwudziestu lat.

– Landrat kościański Liese zdawał sobie sprawę z tego, że weterani powstania stanowią dla niemczyzny duże zagrożenie – twierdzi redaktor Jerzy Zielonka, znawca tematyki okupacji hitlerowskiej w regionie leszczyńskim. – O zagrożeniu tym pisał wielokrotnie we wrześniu i październiku 1939 roku do Arthura Greisera- szefa zarządu cywilnego przy rozkazodawcy wojskowym w Poznaniu. Postulował on, aby Kościan został „z tego elementu oczyszczony”, ponieważ miasto to w czasach niemieckich było ostoją polskości.

Licznie ofiary

Według Jerzego Zielonki w czasie okupacji hitlerowskiej zginęło ponad 60 powstańców z terenu powiatu kościańskiego. Niemcy według dr Marka Rezlera i prof. Janusza Karwata, autorów wydanej niedawno „Encyklopedii powstania wielkopolskiego”, atakując Polskę we wrześniu 1939 r. opracowali m.in. plan masowej eksterminacji naszej elity.

– Wiosną 1939 r. zaczęła powstawać centralna kartoteka oraz listy proskrypcyjne osób, których należało na terenach zajętych przez Wehrmacht w pierwszej kolejności zlikwidować – uważają dr Marek Rezler i prof. Janusz Karwat. – Spisy sporządzono m.in. dzięki informacjom otrzymanym z niemieckich placówek dyplomatycznych np. z konsulatu w Poznaniu. Na listach znalazły się m.in. nazwiska znanych działaczy politycznych, uczestników powstania wielkopolskiego i powstań śląskich. Wymienieni na listach mieli zostać aresztowani natychmiast po zajęciu terenów Polski, a następni wysłani do obozów koncentracyjnych lub rozstrzelani.

Przez Wielkopolskę w październiku 1939 r. przetoczyła się fala masowych egzekucji ludności. Einsatzgruppen przeprowadziło je w 14 miastach powiatów: kościańskiego, gostyńskiego, leszczyńskiego, śremskiego i średzkiego. Większość rozstrzelanych stanowili powstańcy wielkopolscy i działacze ZPW. Wśród zgładzonych powstańców byli między innymi podpułkownik Jan Namysł, Aleksandra Bukowiecka, Edmund Potworowski – podczas powstania dowódca Straży Ludowej w Gostyniu, Tomasz Wachowski – ranny w bitwie pod Wolsztynem w 1919 roku, działacz koła ZPW w Lesznie, Mieczysław Chłapowski – przewodniczący Towarzystwa Kółek Rolniczych w Kościanie. Miejscem, gdzie wielu z nich trafiło, był Fort VII.

– W Poznaniu już 10 października 1939 roku utworzono w Forcie VII pierwszy obóz koncentracyjny na ziemiach wcielonych do III Rzeszy – dodają doktor Marek Rezler i profesor Janusz Karwat. – Był to obóz krwawej zemsty, miejsce zagłady wielkopolskich elit, gdzie ginęli uczestnicy powstania wielkopolskiego.

Gerwazy Konopczyński