Nocny handel zamiera

fot. S. Skrobała

Dochodzi dwudziesta druga. Ruch na ulicach Leszna zdecydowanie słabnie. No, może jeszcze przez jakieś kilkanaście czy kilkadziesiąt minut na niektórych ulicach będzie nieco większy, bowiem wracają ci, którzy kończą właśnie pracę na drugą zmianę. Galeria już zamknięta, większość sklepów również. Nocny handel w Lesznie istnieje, ale w dużej mierze skupia się na stacjach benzynowych, bo z tych duża część czynna jest całodobowo.

– Stacje benzynowe tak naprawdę w dużej mierze przejęły funkcję nocnego handlu w Lesznie – przyznaje Sławomir Gąsiorek, prezes Społem PSS w Lesznie, który na początku lat dziewięćdziesiątych prowadził w mieście typowo nocny sklep.

– Ale wtedy były to nieco inne czasy, wprawdzie już po transformacji ustrojowej, jednak do miasta dopiero wkraczały wielkopowierzchniowe sklepy, które dziś czynne są nie do osiemnastej, lecz zdecydowanie dłużej – dodaje Sławomir Gąsiorek.

Prowadzony przez niego przez kilka lat punkt handlowy miał typowo nocny charakter. Początkowo sklep otwierał o 20.00 i zamykał o trzeciej nad ranem. Z czasem godziny otwarcia zmieniono na od 17.00 do pierwszej w nocy.

– I to drugie rozwiązanie było dobrym pomysłem, ponieważ ludzie – wracając czasem później z pracy – robili podręczne zakupy. Były czasy, że sprzedawaliśmy nawet sto bochenków chleba, świeżutkiego, bo upieczonego na popołudniowej zmianie – podkreśla.

W okolicach 22.00 zaglądamy do jednego ze sklepów należących do sieci, która swoje punkty handlowe otwarte ma do późnego wieczora. W ciągu pół godziny przewija się tu trzech klientów. Starszy mężczyzna wpada pośpiesznie, zabiera z półki chleb, a przy kasie prosi jeszcze o paczkę papierosów. Za chwilę jakiś młody człowiek kupuje za „piątkę” doładowanie do telefonu. Nieco dłuższą chwilę spędza w sklepie mężczyzna, ale to tylko dlatego, że szuka piwa konkretnej marki, ale w wersji schłodzonej.

– To już nie te czasy, gdy wieczorem spóźnialscy robią u nas zakupy, np. na kolację. Choć zdarza się, że ktoś wraca akurat wieczorową porą z podróży lub z pracy i przychodzi po chleb, kostkę masła i coś do przygotowania kanapek – komentuje mężczyzna, który zasiada tego wieczora za sklepową ladą. – Wieczorem schodzi głównie monopol.

– A rano? – dopytuję, wiedząc, że sklep czynny jest od bardzo wczesnych godzin, gdy co niektórzy nie myślą jeszcze nawet o tym, by wstać z łóżka.

– Rano też coraz mniej osób przychodzi po świeże pieczywo, choć mam takich klientów, którzy zjawiają się krótko po otwarciu, właśnie po pieczywo czy po gazetę – mówi mężczyzna.

Ale dodaje od razu, że gdy otworzy sklep w świąteczny dzień, np. któreś ze świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, to mimo iż wydaje się, że przedtem ludzie narobią sobie wystarczająco dużo zakupów, i tak znajdą się tacy, którzy przyjdą w te dni coś do niego kupić.

Do niedawna przez całą dobę można było w Lesznie robić zakupy w Tesco. Obecnie ten wielkopowierzchniowy sklep czynny jest do północy. Stąd zajeżdżamy tam blisko tej godziny. Północ to dla wielu już noc. Na parkingu przed Tesco stoi jeszcze kilkadziesiąt samochodów. Z rejestracji aut można wywnioskować, że głównie są to leszczynianie oraz mieszkańcy okolic. Do tego kilka rejestracji sugerujących, że ktoś mógł zatrzymać się tu przejazdem.

Anna Maćkowiak

Cały artykuł w 51. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

  1. Czytam to drugi raz i nadal nie wiem…o czym jest ten artykuł? Jaki naświetla problem, ze kiedyś ludzie kupowali więcej? Czy ze mało kto robi zakupy wcześnie rano i późno wieczorem? Czy ze drobni sklepikarze zarabiają mniej niż za komuny bo weszły sklepy wielkopowierzchniowe czy co…serio

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*