O Wałęsie, lustracji i realizacji obietnic PiS-u

Fot. © Sławek Skrobała

Z Karolem Pabisiakiem, szefem leszczyńskiej „Solidarności”, rozmawia Dariusz Staniszewski

Panie przewodniczący, związek zawodowy „Solidarność” znalazł się w trudnym położeniu. Wiele wskazuje na to, że historyczny lider Lech Wałęsa ma w swoim życiorysie okres współpracy z komunistycznymi organami bezpieczeństwa. Jak ocenia pan ujawnione przez Instytut Pamięci Narodowej fakty?

Nie jestem historykiem, dlatego mogę mówić tylko o swoich odczuciach. Wiem, że w środowisku gdańskich opozycjonistów współpraca Lecha Wałęsy z bezpieką były tajemnicą poliszynela. Pierwsze sygnały pojawiły się już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Wtedy to, Lech Wałęsa w podczas jednego ze spotkań, które odbyło się w mieszkaniu Andrzeja Gwiazdy mówił o swojej przeszłości. Jak twierdzi część uczestników spotkania zwierzenia te nagrano na taśmę magnetofonową, a jej dysponentem został Bogdan Borusewicz. Irytuje mnie instrumentalne traktowanie Lecha Wałęsy. Środowisko skupione wokół Adama Michnika i „Gazety Wyborczej” na potrzeby toczonego sporu „wygasiło” stawiane mu zarzuty z początku lat dziewięćdziesiątych. To nie kto inny, jak Adam Michnik po uhonorowaniu Güntera Grassa honorowym obywatelstwem Gdańska wypomniał Wałęsie jego przeszłość.

Przypomnijmy, że autor „Blaszanego bębenka” przyznał się do służby w Waffen- SS, dlatego Wałęsa domagał się rezygnacji Grassa z tytułu honorowego mieszkańca Gdańska.

Sugerowanie opinii publicznej, że gen. Czesław Kiszczak trzymał w swoim archiwum fałszywki „obraża naszą inteligencję”. Ale to tylko część prawdy o przywódcy „Solidarności”. W latach osiemdziesiątych będąc liderem związku nie popełniał większych błędów. Trzeba pamiętać, że zawsze miał w swoim otoczeniu ludzi gotowych mu pomagać i wspierać. „Solidarność” liczyła wtedy prawie dziesięć milionów członków. Ludzi kolportujących ulotki, organizujących strajki i narażonych na represje ze strony władz. Uważam za niewłaściwe marginalizowanie wkładu szeregowych członków i podkreślanie przez Wałęsę, że sam „obalił komunę”.

Jakie dostrzega pan negatywne strony prezydentury Lecha Wałęsy?

Ciemną stroną jego prezydentury były projekty NATO-bis czy EWG-bis, a także propozycja spółek polsko-rosyjskich działających na terenie byłych baz radzieckich. Moje zastrzeżenia budzi zachowanie prezydenta Wałęsy w czerwcu 1992 r.

Zablokował wtedy realizację uchwały lustracyjnej Janusza Korwina-Mikke, a przyjętej przez Sejm 28 maja 1992 r.

Lustracja przeprowadzona przez rząd Jana Olszewskiego dotyczyła najważniejszych osób w państwie, czyli: ministrów, wojewodów, parlamentarzystów, sędziów czy prokuratorów. Minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz na liście osób zarejestrowanych w archiwach SB umieścił Lecha Wałęsę. To wywołało falę nienawiści ze strony urzędującego prezydenta. Zebrał on skłócone ze sobą kluby parlamentarne i utworzył „front antylustracyjny”, który 4 czerwca 1992 r. przyjął uchwałę o odwołaniu rządu Jana Olszewskiego. Tym samym, lustracja została odłożona w czasie. Jednak po ostatnich doniesieniach IPN-u historię będziemy musieli napisać z wieloma korektami. Próba budowania III RP na kłamstwie nie powiodła się. A samemu Wałęsie pozostał tylko Komitet Obrony Demokracji i część Platformy Obywatelskiej. A jego zwolenniczka pani Henryka Krzywonos nie zakrzyczy trudnej i bolesnej prawdy. Powtórzę, Wałęsa był człowiekiem z krwi i kości a nie z marmuru czy żelaza używając określeń Andrzeja Wajdy. Był robotnikiem wyniesionym przez procesy polityczne z lat osiemdziesiątych do rangi symbolu. Wcześniej był prostym stoczniowcem, który przyznał się do bliskich relacji ze Służbą Bezpieczeństwa w grudni 1970 r.

Zaangażował się pan w obchody Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, dla części historyków obchody te są dyskusyjne. Oblicza się, że z rąk żołnierzy walczących z PRL-owską władzą zginęło około 5 tys. osób, w tym prawie 180 dzieci.

Nigdy nie mówiłem, że wszyscy z nich byli „kryształowo czyści”. Należy jednak pamiętać, że większości z nich chodziło o wolną i suwerenną Polskę. Uważam, że dobrze się stało, iż po 25 latach wolności wreszcie doceniono w Lesznie „Inkę” czyli Danutę Siedzikównę. Dziewczynę o czystych i jednoznacznych intencjach. A co do stosowanych metod, przez niektórych z członków podziemia niepodległościowego można podyskutować. Oczywiście pamiętając o zachowaniu właściwych proporcji.

Panie przewodniczący, związek zawodowy „Solidarność” poparł w trakcie kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość. Czy PiS wywiązuje się z obietnic wyborczych?

Zaprzeczam, związek zawodowy „Solidarność” nie poparł PiS-u, a tylko poszczególnych jej kandydatów, którzy byli gotowi realizować nasze postulaty. Wcześniej w trakcie kampanii wyborczej podpisaliśmy umowę intencyjną z Andrzejem Dudą. Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej, zmiana warunków uprawniających do przejścia na emeryturę czy ograniczenie tzw. umów śmieciowych to nasze sztandarowe pomysły. Ze złożonych obietnic będziemy skrupulatnie rozliczać. Jednocześnie wiem, że stan finansów państwa jest ograniczony i dlatego cierpliwie poczekamy całą kadencję na zapowiadane zmiany.

Na zakończenie muszę zapytać, czy zamierza pan zamienić fotel związkowca na ławy poselskie?

Nie tylko członkowie legislatywy pracują na rzecz społeczeństwa. Będąc związkowcem codziennie spotykam się z ludźmi potrzebującymi pomocy czy fachowego wsparcia. „Solidarność” w regionie do którego należy Leszno liczy około 40 tys. członków, a wciąż zakładamy nowe grupy związkowe. Dociskany przez pana odpowiem, że dostałem propozycję ubiegania się o mandat radnego. Propozycji tej jednak nie przyjąłem.

4 KOMENTARZE

  1. ja bym nie ujal tych 25 lat jako lat w pelni wolnosci, gdyz byly one przyzwolone przez Jaruzelskiego PRZEKRETEM MAGDALENKOWYM i posluzyly do rozkradzenia polskich fabryk, stoczni i kopaln przez tych co INTERNOWANI BYLI RAZEM Z WALESA , Komorowskim, Borusiewiczem, Kuroniem, Mazowieckim i innymi z tzw KONSTRUKTYWNEJ OPOZYCJI udajacych opozycjonistow a w rzeczywistosci byly farbowanymi lisami.PRL zbudowany byl na klamstwie katynskim . PRL- bis czyli te 25 lat wg Pana wolnosci jak wyszlo szydlo z worka nabrzmial jak wrzod na d..e i miala byc budowana na klamstwie smolenskim.Aby Polska byla wolna musza wszystkie scierwa komusze WON na zielona trawke albo na tamten swiat, tak jak to robia ostatnimi laty gieneralowie warszawscy i leszczynscy!Polska od ponad 70 lat na dorobku, na DOROBKU, powtarzam NA DOROBKU!Wszyscy czerwoni Wonnn!

  2. Truizmem jest stwierdzenie, iż Adam Michnik przez wiele lat wpływał w bezpośredni sposób na życie polityczne III Rzeczpospolitej i był niewątpliwie jednym z jej głównych architektów obok Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i Lecha Wałęsy. Jego wpływ, jak można po wielu latach stwierdzić był wyjątkowo destrukcyjny. Na szczęście obecnie następuję zmierzch dawnej potęgi wszechmocnego redaktora i moim zdaniem pseudodemokracji, której był konstruktorem.

    Świadczy o tym systematycznie spadająca sprzedaż ,,Gazety Wyborczej” i zbliżające się odcięcie od dotacji budżetowych po przejęciu władzy przez PiS. Przyjrzyjmy się szkodom, które wyrządził ten miłośnik towarzyszy Jaruzelskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego, a szczególnie dwóm cechom, które są dla niego charakterystyczne, czyli niechęci do tradycyjnie rozumianej polskości, a szczególnie do katolików i prawicowców, oraz dążeniem do monopolizacji opinii.

    Adam Michnik w PRL- u był oczywiście powszechnie znanym opozycjonistą, ale żeby w pełni nakreślić jego portret należy powiedzieć z jakiego środowiska pochodził i kim był. Redaktor naczelny Wyborczej, jak powszechnie wiadomo wywodzi się z rodziny komunistycznej. Jego ojcem był Ozjasz Szechter- działacz Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, która chciała oderwania od Polski Kresów, co powszechnie uważano za zdradę. Matką była Helena (Hinda) Michnik, autorka komunistycznych, propagandowych podręczników do historii. Brat Stefan, był stalinowskim sędzią skazującym polskich patriotów na śmierć, który wyemigrował w 1968 i przebywa w Szwecji, gdzie traktowany jest jako ofiara ,,polskiego antysemityzmu”. Rodziny się oczywiście nie wybiera, ale mówi ona wiele o tym w jakim środowisku się wychował i jakim poglądami nasiąkł Adam Michnik. Szczególnie, że nigdy nie potępił działalności komunistycznej swoich przodków.

    Najważniejsze cechy, jakie wyniósł z domu to w moim przekonaniu niechęć do tradycyjnie rozumianej polskości i katolicyzmu, przekonanie, iż jego środowisko ma zawsze rację oraz dążenie do narzucania swoich poglądów innym. Szczególnie ta ostatnia cecha jest niezwykle istotna, gdyż wiążę się ona w bezpośredni sposób z aktywnością opozycyjną Michnika. Wbrew temu, co piszę wielu jego apologetów nie znalazł się wśród członków założycieli KOR-u, niemniej jednak bardzo szybko zaczął w nim odgrywać czołową rolę. Od samego początku swojej aktywności opozycyjnej starał się narzucać innym swoje poglądy. Pomagało w tym względzie wsparcie z Zachodu i przyjaźnie z lewicowymi intelektualistami, które zapewniały finansowanie działalności opozycyjnej. Dążenie do monopolizacji ujawniło się szczególnie wyraźnie po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy KOR-owcy odcinali inne środowiska opozycyjne od środków finansowych. Od początku swojej aktywności w opozycji Michnik negował znaczenie innych środowisk w walce o wolną Polskę, szczególnie ,,żołnierzy wyklętych”, których uważał za bandytów, oraz starał się marginalizować środowiska tradycjonalistyczne i prawicowe. Tak właśnie Panowie z jego środowiska oceniali demokracje i pluralizm, że są one dla wszystkich, pod warunkiem, że nie są ,,reakcyjni”- cokolwiek to znaczy…

    Cechy te w pełni się ujawniły w 1989 r., w momencie transformacji ustrojowej, której był jednym z głównych architektów. To właśnie jego rola okazała się być kluczowa w czasie rozmów ,,okrągłego stołu”, a przede wszystkim w Magdalence, gdy pijąc wódkę z Czesławem Kiszczakiem omawiał kształt przyszłej III RP. Adam Michnik w bezwzględny sposób zwalczał wszystkich, których uważał za swoich politycznych antagonistów, a szczególnie wszelkich krytyków umów okrągłostołowych. Wystarczyło zakwestionować któryś z promowanych przez niego dogmatów by znaleźć się na liście osobiście zwalczanych wrogów. Symbolem tego jest sławna fraza ,,odpierdolcie się od generała” Jaruzelskiego, oraz jego wypowiedź o Czesławie Kiszczaku, jako ,,człowieku honoru”. Michnik od zarania III RP promował usilnie porozumienie ,,światłych sił” opozycji i PZPR, które miały wg jego założeń rządzić Polską przez długie lata, wbrew katolikom i tradycjonalistom. Jako redaktor naczelny ,,Wyborczej” Michnik usilnie promował hasło ,,nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”, to znaczy należy zwalczać wszystkich, którzy myślą inaczej niż on i liberalna lewica. Właśnie w taki sposób rozumiał demokracje.

    Jesteśmy obecnie świadkami schyłku potęgi Adama Michnika. Jego czas w polskiej polityce właśnie mija. Najlepszym tego symbolem jest porażka Komorowskiego i PO, w jakimś sensie także brak w Sejmie postkomunistów a przede wszystkim wejście do niego narodowców. Spełnia się właśnie najgorszy koszmar architekta III RP, czyli samodzielne rządy PiS-u, a więc partii której środowisko ,,Gazety Wyborczej” szczególnie nie znosi. To właśnie ta partia, dzięki głosom ,,gówniarzy”, którymi tak pogardza Adam Michnik odbierze mu wkrótce resztki dawnego imperium. Nie sposób się nie cieszyć, że rola ,,Gazety Wyborczej” stanie się wkrótce marginalna, a Adam Michnik będzie już tylko ,,wrzeszczącym staruszkiem”, którego już nikt nie słucha. Będzie to dla niego tym bardziej bolesne, iż jest świadkiem odbudowy ruchu narodowego, a więc formacji, której jego środowisko nie znosi jeszcze bardziej niż PiS-u.

    Panie Adamie zachęcam do śledzenia naszej aktywności, już my się postaramy by w Polsce zagościła demokracja w naszym, nie w Pana i Pana środowiska wydaniu.

    Rafał Łatka – historyk i politolog, dr nauk społecznych z zakresu nauk o polityce, specjalność historia najnowsza Polski, samorządowiec, członek redakcji kwartalnika “Myśl.pl”, ekspert fundacji Centrum im. Władysława Grabskiego

  3. Metropolita przemyski podczas rezurekcji wygłosił homilię, w której odniósł się do obecnej sytuacji politycznej w Polsce. – Pojawiła się nowa Targowica. Oskarżają Polskę, mobilizują narody obce na forach międzynarodowych do nienawiści wobec Polaków, którzy mieli odwagę wybrać innych, a nie ich samych – mówił abp Józef Michalik.

    W czasie rezurekcyjnej homilii metropolita przemyski nawiązał m.in. do działań opozycji, która na międzynarodowym forum skarży się na polski rząd.
    Pojawiła się nowa Targowica. Oskarżają Polskę, mobilizują narody obce na forach międzynarodowych do nienawiści wobec Polaków, którzy mieli odwagę wybrać innych, a nie ich samych. Zdumiewające spojrzenie, to się już dawno nie powtarzało. To nie jest chwałą tych ludzi, że zaufanie, którym zostali przez część narodu obdarzeni, wykorzystują przeciw ojczyźnie
    – mówił arcybiskup.

    Zaznaczył też, że nie potrzeba nam Polski „interesu partyjnego żadnej partii”, potrzebna jest współpraca i wspólny program, który trzeba popierać, a nie tylko negować. Dodał również, że Polacy są już zmęczeni taka sytuacją. Odniósł się także do krytyków patriotyzmu.
    Kto dziś powie o patriotyzmie, natychmiast podejrzewany jest o jakąś ksenofobię, jakiś szowinizm. Nie! Patriotyzm w wydaniu polskim to są Ulmowie. To są ludzie, którzy szanują drugiego człowieka, którzy mają serce otwarte przez miłość, a nie przez nienawiść. Dzisiaj trzeba tę nienawiść, która jest hańbą dla naszego narodu, eliminować
    – podkreślił abp Józef Michalik.

  4. I TO jest prawda. Targowica – zdrajcy Schetyna, który podpuszcza Merkel aby nałozyła na Polskę sankcje. Petru łajza, opluwacz Polski, cwaniak który tu w Polsce pilnuje interesów obcych banksterów no i esbecki KOD z kapusiami,szpiclami i swołoczami z PO – Pitera, Lewandowski, Tuhr, Neuman, Schetyna wyjątkowy podły wykrzywiony skuleniec, Tusk, Kopacz, Komorowski z WSI na czele. My Polacy musimy bronić siebie i Polski przed ta targowicą, która jest nienasycona. Oderwaliśmy ich od koryt a to im sie bardzo nie podoba. Nie damy się im kochani Rodacy, nie damy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*