Odnaleziony brat bliźniak pradziadka

Jedna z kartek pocztowych autorstwa Simona Seidemanna, ukazująca ulice Wschowy, ze zbiorów Rafaela Stöwesanda. Fot. archiwum R. Stöwesand

Susan Seidemann przyjechała do Polski z USA, aby poszukać śladów pradziadka. Niespodzianką okazało się to, że mieszkał we Wschowie, ale jeszcze większym zaskoczeniem , że miał brata bliźniaka.

Susan Seidemann z Kalifornii chciała dowiedzieć się czegoś na temat miejsc, w których mieszkał jej pradziadek. Znalazła w Poznaniu Tomasza Laskowskiego, który od kilku lat specjalizuje się w poszukiwaniu zaginionych przodków. Razem z kolegą genealogiem przygotowali dla mieszkanki USA dużo informacji, których nie znała.

Okazało się, że jej pradziadek Michael Seidemann zanim wyemigrował do Stanów Zjednoczonych przez dwa lata mieszkał we Wschowie. To tutaj urodziły się jego córki, Elza w 1888 roku i rok później Rosa. Mieszkali przy Braite-strasse 43, dzisiaj to ul. Niepodległości. W kamienicy jest obecnie siedziba banku. Michael był mistrzem szklarstwa. Swój fach wykonywał też za oceanem.

– W kościele na Bronksie do tej pory są jego witraże – opowiada Tomasz Laskowski. – W Stanach urodziło się jego kolejnych dziesięcioro dzieci.

Mimo licznej rodziny nikt dotąd nie wiedział, że Michael miał brata bliźniaka, który został we Wschowie i był znanym i cenionym mieszkańcem. To Simon Seidemann.

”Kartki pocztowe jego autorstwa są prawdziwym unikatem dla kolekcjonerów. Zarówno dziś, jak i sto lat temu, docenia się ich walory estetyczne oraz walory artystyczne” – pisał o nim Rafael Stöwesand, w 2016 roku na Facebooku na profilu Fraustadt-Wschowa.

– Informacje o nim zaczerpnąłem z gazetek wydawanych przez byłych mieszkańców Fraustadt w latach 1955-2005. Dużo informacji można odczytać z samych pocztówek – mówi nam dzisiaj pan Rafael, były mieszkaniec Wschowy, wielki pasjonat i badacz historii miasta. – O bracie Simona nic nie wiedziałem.

Informacja o bracie bliźniaku była dla rodziny ze Stanów prawdziwą niespodzianką. Jak przyznaje Tomasz Laskowski, który wertował dokumenty w Archiwum Państwowym w Poznaniu, towarzyszyło temu dużo emocji i wzruszeń. W Muzeum Ziemi Wschowskiej genealodzy losów rodziny Seidemann poznali Dariusza Czwojdraka, który bada historię miasta. Potwierdził on ich ustalenia. Mieli zatem dwa źródła potwierdzające fakty.

– Metrykalne źródła to podstawa, jeśli chodzi o ustalenie związków konkretnych osób z danym miejscem – mówi Dariusz Czwojdrak. – To, że ktoś szuka swoich korzeni zdarza się dość często, ale generalnie są to osoby, które przyjeżdżają z Niemiec i mają we Wschowie lub okolicach swoje korzenie. Ale jeśli chodzi o poszukiwania przodków wyznania mojżeszowego, to w okresie, w którym pracuję w muzeum, czyli kilkunastu lat, to była pierwsza taka wizyta.

Susan Seidemann i Dale Lorincz pojawili się w Muzeum Ziemi Wschowskiej we wtorek.

– Ta historia sięga XIX wieku. Emigracja za wielką wodę dotykała cały obszar Europy. Szukano miejsca na stałe czy na krótszy pobyt, żeby dorobić się. W przypadku Michaela Seidemanna możemy przypuszczać, że tak właśnie było – mówi dyrektor muzeum e Wschowie Marta Tatiana Małkus. – Goście muzeum z dużym zainteresowaniem słuchali informacji o historii miasta. Zatrzymaliśmy się przy figurze Murzyna, która była ozdobą Apteki pod Murzynem. Może Michael patrzył na nią, wchodząc do apteki po lekarstwa. To nasze przypuszczenia narracyjne, ale jest duże prawdopodobieństwo, że tak było. Mam nadzieję, że goście z Ameryki będą mieli dobre wspomnienia z miejsca, gdzie toczyła się historia rodziny.

Zadowolony z efektów poszukiwań w archiwach jest Tomasz Laskowski:

– Moja pierwsza tego typu praca doprowadziła do spotkania kuzynostwa piątej generacji. To zachęciło mnie do działania. Najczęściej szukam przodków w Wielkopolsce, przyjeżdżam też do województwa lubuskiego. Ciekawe są na przykład historie emigrantów z Cigacic.

Eliza Gniewek-Juszczak