Okołoredakcyjne incydenty

fot. mac

Niektóre tematy rodzą się właściwie bez wychodzenia z redakcji. W ostatnim tygodniu zaobserwowałem przynajmniej takie dwa. Jeden incydent dotyczy złomiarza, który załatwił swoją potrzebę w krzakach niedaleko redakcji. Drugi ma związek z niepozorną skrzynką na gazety. Ale po kolei…

Rzecz dzieje się w czwartek w godzinach dopołudniowych. W pewnym momencie słyszę hałas dochodzący zza okna, więc jako czujny szef i dziennikarz-felietonista podchodzę do okna i obserwuję, co się tam dzieje. Na chodniku od ul. Lipowej stoi facet, na oko przed 40-tką, z reklamówką w garści, w której taszczy coś ciężkiego. Jak się później okazało, dzierżył w niej dwa kawały żelastwa. Ok, jego sprawa, ale patrzę, co robi dalej. A on, nie przejmując się zbytnio, zawraca za krzaki, rozpina rozporek i…zaczyna sikać. Nie rusza go przechodząca nieopodal młodzież i robi swoje do ostatniej kropli… Już po wszystkim wraca do swojego pakunku i sposobi się do dalszej drogi.

Co robi w tym czasie czujny dziennikarz, czyli ja? Chwytam za komórkę i dokumentuję całe zdarzenie. No ale, co dalej zrobić z tym fantem? Pierwszy pomysł – krzyknąć na niego z okna, żeby przestał i odszedł. Głupio mi było to uczynić, poza tym nie miałem pewności, że w rewanżu nie rzuci tym złomem w witrynę okna wystawowego albo przyjdzie mu do głowy inny głupi pomysł. W efekcie nie uczyniłem nic, nawet nie odważyłem się wrzucić zdjęcia na profil społecznościowy, bo a nuż jest to krewny lub znajomy kogoś z okolicy?

Niestety, sikanie gdzie popadnie, np. w ulicznej bramie czy w przydrożnym rowie, to nasza narodowa, męska specjalność. Chyba każdy z nas, zwłaszcza często podróżujący po kraju jako kierowca, kojarzy taki mało sympatyczny obrazek: na poboczu stoi niezła bryka, a nieopodal stoi lub stoją w charakterystycznej pozie ziomale i oddają się oddawaniu moczu. Wiadomo, że to wstyd i wiocha, ale cóż poradzić na to, skoro ciśnie pęcherz, a do najbliższego WC jeszcze kawałek. Poza tym czasami trzeba za tę usługę zapłacić, a – jak wiadomo – z natury jesteśmy oszczędni…

No i teraz druga sytuacja z okolic redakcji, a dokładnie z wejścia do budynku. Stoi tam, przytwierdzony do podłoża, plastikowy pojemnik (chyba już trzeci z kolei) na gazety. Codziennie wcześnie rano kierowca wrzuca nam prasę, a raz w tygodniu także naszą „Panoramę”. No i problem w tym, iż pojemnik ten systematycznie jest przez kogoś niszczony. Przez długi czas podejrzewałem o to uczestników dyskotek, które w pobliżu się odbywają. Młodzież potrafi się nieźle zabawić, czego ślady odkrywamy na drugi dzień rano: walające się puszki i butelki po trunkach, opakowania po jedzeniu, a czasami nawet coś gorszego. Oszczędzę wam tych szczegółów.

W czym przeszkadza ludziom ów pojemnik na gazety? Nie wiem… Może jest zbyt miękki, żeby na nim biesiadować, a może po prostu komuś zdaje się, że to pudło treningowe do ćwiczenia MMA? W każdym razie ostały się w nim tylko trzy ścianki, a do poniedziałku – było też przykrycie. Niestety, krótko po tym, jak podjąłem kolejną próbę przedłużenia żywota tego pudła (odkręciłem i obróciłem o 180 stopni, by nie straszyło dziurą), ktoś tego samego dnia zwędził pokrywę. Mamy monitoring i możemy dojść, kto to. Głupio, jak okaże się, że to ktoś, kogo znamy. Tylko po co by miał to robić: na złość? Bez sensu… Robert Lewandowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*