Ostatni trening w Zaborowie. Kto zgasi światło?

Kilku zapaleńców jazdy na jednośladach potrafiło się skrzyknąć i przygotować zawody, o których uczestnicy sportowej rywalizacji wypowiadali się w samych superlatywach. 75 zawodników z podziałem na cztery kategorie, kilka wyścigów i przy tym, piknik z pieczoną kiełbaską i innymi frykasami. Zakończenia sezonu motocrossowego na terenach dawnej żwirowni w Zaborowie nie spodziewali się najwięksi optymiści.

Frekwencja zaskoczyła nawet organizatora. Od rana zjeżdżali do Zaborowa motocrossowcy nie tylko z regionu. Przyjechali m.in. zawodnicy z Gdańska, Słubic, Gorzowa, Ostrowa Wlkp., Głogowa i Lipna w kujawsko-pomorskim. Na starcie stanęli czołowi zawodnicy w kraju. Wyniki nie miały jednak wielkiego znaczenia. Uczestnicy wykorzystali okazję do ścigania i rywalizacji. Liczyła się dobra zabawa, okazja do spotkania się i do rozmów.

– Nie trzeba było mnie dwa razy namawiać, gdy dowiedziałem się, że w Zaborowie organizują zakończenie sezonu – mówi Dominik Kaźmierczak z WKM Wschowa, motocrossowy mistrz strefy Polski zachodniej. – Zaborowo posiada bardzo dobry tor. Jest on dla wszystkich, dla średnio zaawansowany technicznie. Mogą na nim startować zarówno doświadczeni zawodnicy oraz początkujący. Świetny do szkolenia młodych kierowców.

Grzegorz Jankowiak z powodu kontuzji nie mógł wystartować, dlatego pomagał w sprawnym przeprowadzeniu imprezy. Był starterem i sędzią. Mimo, że rywalizacja miała charakter treningowy to kilka akcji i pojedynków kibice nagrodzili brawami.

Trochę pracy nas kosztowało przywrócenie tzw. używalności obiektu. Ale było warto. Proszę zobaczyć jakie duże jest zainteresowanie. Zrobiliśmy coś z niczego i to pokazuje, jak wielu jest w Lesznie i okolicy miłośników jazdy na motocyklach crossowych – mówi Grzegorz Jankowiak

Organizatorzy potrzebowali trzech dni na przygotowanie treningu. Posprzątali teren, zadbali o nawierzchnię i zabezpieczyli obiekt. Wyremontowali maszynę startową, która jeszcze niedawno leżała w krzakach i nie była nikomu potrzebna.

Teren gdzie dotychczas trenowali motocrossowcy ma zostać przeznaczonym na cele rekreacje. Są już przygotowane projekty. Urząd Miasta Leszna planuje zainwestować niemałe pieniądze. Motocrossowcy wystraszyli się, gdy w przeddzień planowanego treningu pojawiła się straż miejska i chwilę po niej policja. Funkcjonariusze sprawdzili, co się dzieje i co przygotowują, pracujący na torze.

– Nie wierzę, że ten obiekt zostanie zamknięty i zniknie z mapy Leszna. Jeśli tak się stanie, to na pewno ze strata dla miejscowych chłopaków, którzy trenują na motocyklach. Pierwszy raz byłem w Zaborowie 15 lat temu. Obiekt był świetnie przygotowany i organizacja wyścigów na wysokim poziomie. Dzisiaj jest podobnie, chociaż to tylko trening – chwali leszczyńskich motocrossowców, były zawodnik, obecnie trener Mirosław Kowalski z Gdańska.

Kowalski przywiózł do Zaborowa swojego syna, reprezentanta Polski. Kuba miał okazję pierwszy raz przetestować obiekt. Gdańszczanie podróżowali do Zaborowa przez Gorzów. W grodzie nad Wartą połączyli siły z kilkoma zawodnikami i wspólnie dotarli do Zaborowa.

– Musicie przekonać władze Leszna, żeby nie zamykały toru motocrossowego, albo znalazły inne miejsce z przeznaczeniem na powstanie podobnego obiektu. W przeciwnym razie będą mieli więcej wypadków. Motocrossowcy zaczną trenować po lasach, ścigać się na ulicach – twierdzi Mirosław Kowalski.

– Dzisiaj mamy ostatni trening i nie wiemy, co nas czeka. Czy będziemy mieli gdzie trenować, czy ktoś pomoże motocrossowcom, których w Lesznie i regionie jest wielu – zastanawia się Jakub Majchrzak, prezes i zawodnik Racing Clubu Leszno.

Na koniec odbył się konkurs jazdy na motorze. Wzięli w nim udział najmłodsi. Mieli za zadanie przejechać pod zawieszoną poprzeczką. Po każdym udanym przejeździe i zaliczeniu wysokości, poprzeczka była obniżana. Emocji i dobrej zabawy nie brakowało.

Oprócz zmagań sportowych przewijał się temat przyszłości toru w Zaborowie i co się z tym wiąże, przyszłość motocrossu w Lesznie i okolicy. Kowalski i przyjaciele z Gdańska, Gorzowa i Słubic uważają, że potrzeba dobrej woli decydentów. Przywołują przykłady z Włoch, gdzie w okolicy toru motocrossowego, znajdują się inne obiekty – tor do wyścigów motocyklowych, boisko, korty i ścieżki turystyczne. Jeśli kłopot stanowi hałas motocykli, to w Mantova koło Werony usypano wał ziemny o wysokości kilkunastu metrów. Spełnia on podwójna rolę, wygłusza odgłos motocykli i został wykorzystywany, jako trybuna dla kibiców.

Cały artykuł jest również dostępny w 44 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: ama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*