Pamiętajcie nie tylko o Edku Baldysie

fot. mac

Czy to, co się teraz dzieje na świecie w związku z koronawirusem „made in China” oznacza powolny koniec świata czy to kolejna przesadzona reakcja ludzi na to, czym karmią ich codziennie media? Sam nie wiem…

Na zdrowy rozsądek, takich epidemii było już w historii świata całe mnóstwo i jakoś przeżyliśmy wszystkie te hekatomby… Fakt, jest się czego bać, skoro codziennie w Chinach umiera 150 osób. Łączna suma ofiar śmiertelnych koronawirusa COVID-19 wynosi w tym kraju już ponad 2,5 tys., ale – co charakterystyczne – większość, czyli ponad 96 procent pochodziła z prowincji Hubei, która uznawana jest za pierwotne źródło wirusa. Poza Chinami najwięcej śmiertelnych ofiar odnotowano w Iranie (12 osób) i Włoszech (siedem). Zwłaszcza ten ostatni kraj martwi całą Europę, bo to dzieje się już bliżej nas, dosłownie na długość lotu samolotem.

Sam premier Włoch zastanawiał się przed kamerami TV, dlaczego tak się dzieje: czy może mamy niższy poziom opieki medycznej – zapytał retorycznie? A może to przez turystów, którzy o tej porze chętnie odwiedzają Italię (to już moja teoria spiskowa). Kolejnym pocieszeniem dla nas wszystkich może być informacja, iż najwyższy wskaźnik śmiertelności z powodu „zarazy z Wuhan” występuje w grupie powyżej 80 roku życia, gdyż wynosi około 15 procent. U pacjentów w wieku 70-79 lat śmiertelność jest na poziomie 8 proc., a w grupie 60-69 lat – tylko 3,6 proc. Ta ostatnia liczna brzmi dla mnie pocieszająco, zważywszy, iż niebezpiecznie zbliżam się do tej grupy wiekowej.

Co ciekawe, wśród dzieci do 9 lat nie odnotowano żadnego przypadku zgonu z powodu koronawirusa. No i kolejne pocieszenie: u większości chorych zakażenie ma łagodny przebieg, a na ryzyko poważnej infekcji są narażone osoby chorujące na przewlekłe choroby, np. nadciśnienie, cukrzycę czy choroby układu oddechowego. I jeszcze jedna informacja – we Włoszech wszystkie ofiary śmiertelne były w podeszłym wieku (powyżej 75 lat). W praktyce więc osoby w miarę młode i w miarę zdrowe nie powinny obawiać się koronawirusa.

Na koniec inny wątek. Były kolega redakcyjny właśnie zadał mi za pośrednictwem e-maila pytanie, dlaczego w uzasadnieniu nadania nazwy jednemu z rond niedaleko redakcji imienia zmarłego niedawno Edwarda Baldysa nie ma wzmianki, iż współpracował też z naszą redakcją? Spieszę więc przypomnieć szanownym radnym, iż Edek był z nami prawie od początku istnienia tygodnika, bo od 1981 roku przez 10 lat. Potem poszedł do konkurencji, ale często do nas wpadał i czasami ratował – oczywiście anonimowo – fotkami.

Przy okazji chciałbym też podpowiedzieć leszczyńskim radnym, że lista zasłużonych dla tego miasta zmarłych już dziennikarzy i to nie tylko pracujących w naszej redakcji, jest znacznie dłuższa. Wystarczy wymienić takie osoby jak: Marcin Rydlewicz, Jan Biłos, Jarosław Piotrowski, Hanna Knebel, Szczepan Ławniczak czy Bogdan Marciniak. Może więc rondo obok „edkowego” nazwać im. Leszczyńskich Dziennikarzy?

Robert Lewandowski
redaktor naczelny