Pani Elżbieta na haftach krzyżykowych zjadła zęby

Haftem krzyżykowym pani Elżbieta Malcher z Wróblowa pasjonuje się od kilkudziesięciu lat. Wyszyła już około 200 obrazów. Fot. Karolina Bodzińska
Haftem krzyżykowym pani Elżbieta Malcher z Wróblowa pasjonuje się od kilkudziesięciu lat. Wyszyła już około 200 obrazów. Fot. Karolina Bodzińska

Elżbieta Malcher jest osobą doskonale znaną nie tylko w gminie Sława, ale także w powiecie wschowskim. Artystka samouk, która na hafcie krzyżykowym i kompozycjach kwiatowych zęby zjadła.

Zapraszam na pyszne ciasto – wita mnie już od progu Elżbieta Malcher i szeroko się uśmiecha.

Siedzimy w przytulnej kuchni ogrzewanej klasyczną angielką, która na myśl przywodzi dom rodzinny mojej babci. Pani Elżbieta stawia na stole gorącą kawę i gigantyczną porcję tortu orzechowego przekładanego domowym dżemem. Zajadam z apetytem, a pani Ela snuje przede mną swoją opowieść.

Etia.- Wychowałam się na wsi i całe życie tu mieszkam. Już jako mała dziewczynka, kiedy chodziłam wypasać krowy, brałam ze sobą igłę i nitkę – relacjonuje.

I tak narodziła się pasja do haftowania. Jej obrazy znane są w całej okolicy, ale z zasady ich nie sprzedaje.

– Tyle trudu i pracy wkłada się w taki obraz, że nie sposób go wycenić – mówi.

Raz się o to pokusiła. Podczas jednego ze sławskich kongresów kobiet pani Elżbieta miała wystawę. Jeden z jej autorskich, haftowanych obrazów, przedstawiał Jana Pawła II. W przerwie podeszła uczestniczka kongresu.

– Dam 200 złotych za ten obraz – zaproponowała.

Wtedy w Elżbiecie Malcher aż się zagotowało.

– Kochana 150 zł kosztowała sama rama do obrazu, 89 złotych dałam za planszę, a 200 złotych za nici. Do tego należy doliczyć dojazd do Nowej Soli, który kosztował 40 zł. Mieszka tam specjalistka, która naciąga płótno na ramę. No i powrót z Nowej Soli kolejne 40 zł. A gdzie tu moja praca?! – wyliczyła pani Elżbieta.

Boli ją gdy ludzie nie potrafią docenić, jak wiele pracy kosztuje wyszycie obrazu. Szczególnie gdy w plecach strzyka i oczy niedomagają.

– Ale uwielbiam to robić, bo wyszywanie wycisza mnie i uspokaja – mówi.

Czasami wyszywa coś dla przyjaciół. Jakbaletnicę dla swojej fryzjerki czy sielankowy domek dla troskliwej lekarki.

– Muszę jednak wyznać, że jeden z obrazów, po usilnych prośbach, sprzedałam. To był paw wyszyty dla mojego męża Jerzego. Ależ mi potem było głupio, że prezent dla Jurka sprzedałam i zrobiłam dla niego takiego samego pawia – śmieje się.

W czasach PRL -u ciężko było dostać wzory. Wtedy panie wymieniały się między sobą obrazkami, które potem same odwzorowywały na płótnie. Dziś jest o wiele łatwiej. Na rynku jest mnóstwo katalogów dla miłośniczek haftów, a wzory przychodzą już wydrukowane na płótnie, co znacznie ułatwia pracę.

– Oczywiście nie wszystko trzeba robić według wzoru. W niektórych obrazach zmieniam kolorystykę lub pomijam haftowanie jakiegoś elementu – tłumaczy E. Malcher.

W sumie na swoim koncie ma około 200 takich obrazów. Wiele z nich oprawiła i powiesiła w swoim domu.

– Wiszą w kuchni, na korytarzu, w sypialni i wszystkich pokojach. Cieszą oko moje, gości i domowników – mówi pani Elżbieta.

Mają różnorodną tematykę: od zwierząt i pejzaży po ludzi i scenki.

– Zmieniam obrazy zależnie od pory roku. Zimą w mojej kuchni można obejrzeć sikorki, wiosną rozkwitną kwiaty, a jesienią pojawią się leśne motywy – relacjonuje E. Malcher.

Prace pani Elżbiety można oglądać podczas gminnych imprez: dożynek, kongresów, festynów parafialnych.

– Od początku wierzył we mnie Piotr Kokorniak, dawny dyrektor SCKiW, a dzisiejszy CKiR we Wschowie.

Ale nie tylko on. Podczas jednej z wystaw podszedł do niej starszy pan i nie mógł się nachwalić jej prac.

– A potem się dowiedziałam, że to był profesor na artystycznej uczelni – mówi z dumą.

Kilka lat temu jeden z obrazów wysłała do fundacji Bogdana Smolenia. Napisała, żeby przeznaczyli go na charytatywny cel. Było to jeszcze za życia znanego kabareciarza.

– Ależ się zdziwiłam kiedy Smoleń do mnie zadzwonił i podziękował – mówi pani Ela.

Sama też spotyka się z ludzką wdzięcznością. Jeden z miłośników haftu, poznany na dożynkach w Jędrzychowicach , sam zaproponował, że wyszyje dla niej w prezencie obraz.

– Obraz przedstawiał mojego przedwcześnie zmarłego syna Adama podczas wyczynowej jazdy na rowerze. Sama bym się tego nie podjęła – wyznaje.

Jednak nie tylko haftowanie sprawia jej radość. W wolnych chwilach tworzy także kompozycje kwiatowe, które ozdabiają jej dom oraz ….zbiera autografy. W jej czerwonym zeszyciku są autografy m.in. Liszowskiej, Nowickiego, Gąsowskiego, Kryszaka, Ewy Kuklińskiej, Roberta Janowskiego, kabaretu Hrabi czy Tomka Bednarka.

– Do każdego się dostanę! Kiedyś nie chcieli mnie wpuścić za kulisy do Jose Torresa. Podeszłam do ochroniarza i mówię: „Dawaj mi tu panie tę gwiazdę”! I co? Przyprowadził do mnie Torresa i autograf zdobyłam – uśmiecha się triumfalnie seniorka.

Karolina Bodzińska

Prace pani Elżbiety ozdabiają wszystkie pokoje w jej domu. Fot. Karolina Bodzińska
Prace pani Elżbiety ozdabiają wszystkie pokoje w jej domu. Fot. Karolina Bodzińska