Pies uwięziony po śmierci pana

Strażacy z mieszkania wyprowadzili wycieńczonego psa. Jego pan zmarł, a on został sam w mieszkaniu. Fot. Michał Wiśniewski
Strażacy z mieszkania wyprowadzili wycieńczonego psa. Jego pan zmarł, a on został sam w mieszkaniu. Fot. Michał Wiśniewski

Trzy podobne akcje straży pożarnej i policji miały miejsce w ciągu jednego dnia. Za każdym razem mundurowych wzywano, by weszli do mieszkań, bo coś stało się lokatorom. Dramatyczny przebieg miały działania na Nowym Rynku, gdzie przez kilkanaście dni sąsiedzi nie widzieli lokatora. Okazało się, że na klatce schodowej znaleziono jego ciało, a w mieszkaniu za drzwiami znajdował się wycieńczony pies.

Wszystkie trzy akcje miały miejsce w poniedziałek, 28 stycznia. Przed południem strażaków i policjantów wezwano do kamienicy przy Nowym Rynku. W budynku samotnie mieszkał 64-letni mężczyzna. Na parterze działał prowadzony przez niego serwis ślusarski, w którym zajmował się między innymi dorabianiem kluczy i ostrzeniem narzędzi. Na piętrze niewielkiej kamienicy znajduje się mieszkanie, gdzie mężczyzna mieszkał samotnie.

– Nie wiedzieliśmy go od dłuższego czasu. Niedawno zmarła mu mama, ale poszedł na pogrzeb. Mamy obawy, czy w ogóle żyje – mówił jeden z mieszkańców, który pojawił się na miejscu wraz ze służbami.

Lokator zmarł w klatce schodowej

Do kamienicy jako pierwsi próbowali dostać się policjanci. Patrol obszedł cały budynek, ale nie udało się w żaden sposób zajrzeć do okien na piętrze. Lokator nie reagował na pukanie do drzwi. Zapadła więc decyzja o konieczności wezwania strażaków.

Ta służba posiada sprzęt i umiejętności w forsowaniu drzwi. Strażakom wejście przez drewniane drzwi prowadzące z Nowego Rynku do klatki schodowej zajęło kilka minut. Już w korytarzu dokonali makabrycznego odkrycia.

– Lokator nie żył, a jego ciało znajdowało się na klatce schodowej – mówi aspirant Piotr Mulczyński, dowódca akcji strażackiej.

Jednak już po chwili policjanci usłyszeli dźwięki dobiegające z wnętrza mieszkania. Zza zamkniętych drzwi mieszkania dobiegał cichy skowyt. Okazało się, że w pokoju znajduje się pies zmarłego lokatora. Suczka była wycieńczona, ale pomimo czasu, jaki spędziła w mieszkaniu, nie była wychudzona.

Zwierzę poradziło sobie doskonale. Zbiło szybę i dostało się do kuchni, skąd wyjadało zapasy. Dzięki temu prawdopodobnie przeżyło. Nie wiadomo, jak długo pies był zamknięty po śmierci swojego pana.

– Podaliśmy wystraszonemu zwierzęciu wodę i po opuszczeniu budynku poczuł się wyraźnie lepiej – mówi aspirant Mulczyński.

Na miejscu krótko po działaniach strażaków pojawił się kuzyn zmarłego i jego córka. To ona zaopiekowała się uratowanym psem.

Trzy wezwania jednego dnia

Tego samego dnia strażaków z Leszna wzywano jeszcze dwukrotnie do sygnałów związanych z lokatorami, z którymi nie ma kontaktu. Interwencja na Wojska Polskiego okazała się na szczęście rodzinnym nieporozumieniem, a w przypadku wezwania do bloku na Zamenhofa także finał był szczęśliwy. Gdy strażacy przed wyważeniem drzwi załomotali do nich solidne, przywitał ich kompletnie zaspany lokator.

Takie interwencje zdarzały już w przeszłości. Strażacy forsowali m.in. okno w budynku na Okrzei, a po wejściu zastali spokojnie śpiącego lokatora.

Michał Wiśniewski