„Piotr odpowiada za swoje czyny”

Z Józefem Dworakowskim, współwłaścicielem Unii Leszno i jej prezes w latach 2004-2013, rozmawia Mariusz Cwojda.

Za nami jeden z najgorętszych okresów transferowych z udziałem Unii Leszno w ostatnich latach. Uwaga kibiców przez prawie dwa miesiące skupiała się na wydarzeniach związanych z przyszłością braci Pawlickich. Młodszy z braci – Piotr zostaje w macierzystym klubie, natomiast starszy – Przemek przeniósł się do Stali Gorzów. To było optymalne rozwiązanie?

Nie muszę nikogo przekonywać, że sport na wysokim poziomie to w obecnych realiach przede wszystkim pieniądze. Bez nich nie uda się niczego zbudować. Z kolei pieniądze można pozyskać do sportu, gdy dobrze funkcjonuje gospodarka. Jeśli ona znajduje się w kryzysie lub niedomaga, to trudno wydawać na sport więcej niż można pozyskać środków. Dlatego przy podpisywaniu kontraktów prosiłem o zdrowy rozsądek. Nikogo nie chcieliśmy skrzywdzić. Zaproponowaliśmy warunki, które możemy zrealizować. Zaznaczam: to nie były małe stawki. Początkowo rozmowy z Pawlickimi wyglądały dobrze. Nic nie zapowiadało, że się nie dogadamy.

Kiedy nastąpił zwrot akcji i wasze drogi w czasie negocjacji zaczęły się rozchodzić?

Na pierwszym spotkaniu było okej, ale już na drugim dużo się zmieniło.

Cena wzrosła?

Nie winię zawodników, tylko ich doradców. Miałem wrażenie, że oni nie znają realiów gospodarki, jakby żyli w innym świecie. Nie mają pojęcia o pozyskiwaniu środków, prowadzeniu biznesu i kosztach.

Od początku chcieliście rozdzielić braci Pawlickich i podpisać kontrakt tylko z Piotrem?

Chcieliśmy mieć ich obu w drużynie. Nie było tematu rozstania, ani rozdzielenia braci. W ogóle nie planowaliśmy sprowadzenia Petera Kildemanda. Mieliśmy zatrzymać Przemka i Piotra. Niestety, wyszło inaczej.

Spośród akcjonariuszy klubu początkowo najbardziej obstawał pan za zatrzymaniem Piotra w Unii. Co się stało, że pan zmienił zdanie? Podobno później był pan twardy jak skała i nie chciał wznowić rozmów z Piotrem, nawet gdy zawodnik poprosił o pomoc jednego ze sponsorów oraz prezydenta Leszna.

Skoro nie doszliśmy do porozumienia, temat uznałem za zakończony. Z inicjatywą wyszedł prezydent Leszna. Łukasz Borowiak zorganizował spotkanie i przedstawił swoje stanowisko. Usłyszeliśmy jego opinię na temat rozstania z Piotrem. Jednocześnie zaproponował pewne rozwiązania. Ja nie miałem nic przeciwko. Dla klubu zrobię wszystko. Wysłuchałem racji prezydenta miasta i dla dobra sprawy powiedziałem: tak! Obecni na spotkaniu zadeklarowali, że razem popracujemy i spróbujemy. Wierzę, że będzie ok.

W takim razie, może Przemek pospieszył się z decyzją o transferze do Stali Gorzów? Być może 5 stycznia była szansa na porozumienie nie tylko z Piotrem.

Dla Przemka było już za późno. Miał kontrakt w Gorzowie. Negocjował z nami i równocześnie z innymi. Z nami rozmawiał i 12 godzin później podpisał kontrakt w Gorzowie. Tak się nie robi.

Dużo was kosztowało sprowadzenie Petera Kildemanda?

Temat można było załatwić od ręki. Zero komplikacji. W przypadku Duńczyka niezwykle ważna jest sprawa wypłacalności. Unia Leszno to mu gwarantuje. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek od 2004 roku, gdy jestem w klubie, zawodnicy musieli egzekwować płatności. Jesteśmy wiarygodnym partnerem. Kildemand doskonale wie, co znaczy niewiarygodny pracodawca. Chciał startować u nas.

Cały artykuł w 4. numerze Panoramy Leszczyńskiej.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*