Plaga kontuzji. Krzysztof Misiaczyk czeka na zabieg barku

Krzysztof Misiaczyk znów boryka się z urazem barku, który musi ponownie być zoperowany, Fot. ANDRZEJ BARTKOWIAK

Ostatnie tygodnie nie są szczęśliwe dla walczących o wygranie rozgrywek I ligi szczypiornistów Realu Astromal Leszno. Zespół się posypał. Kontuzja goni kontuzję. W tym sezonie nie zagra już między innymi Krzysztof Misiaczyk.

Obrotowy leszczyńskiej drużyny zszedł nieoczekiwanie z parkietu podczas wygranego meczu z Olimpią Medex Piekary Śląskie. Kibice nawet nie byli świadomi, że rosły zawodnik leszczyńskiego zespołu nabawił się jakiegokolwiek urazu.

– Nie mogli tego zauważyć, bo to nie stało się wcale w ferworze walki. Nawet sam nie wiem, w którym momencie doszło do tego, że odnowiła się kontuzja barku – tłumaczy Misiaczyk.

Mowa o odnowieniu urazu, bowiem kolowy Real Astromal Leszno po raz pierwszy problemy z prawym barkiem miał w styczniu 2016 roku. Potem przeszedł zabieg i nie grał bardzo długie miesiące, gdyż kontuzja okazała się bardzo poważna. Nie wiadomo dokładnie jak poważnie ten bark ucierpiał tym razem. Prawdopodobnie nie obędzie się bez kolejnego zabiegu operacyjnego.

– Została zerwana kotwica przytrzymująca jedno ze ścięgien do kości. To moja ręka rzucająca. Niestety, będzie to musiało być poprawione – kontynuuje zawodnik leszczyńskiego zespołu.

Powrót? Może pod koniec roku

Powrót do gry zawodnika nie nastąpi na pewno szybko. Wszystko będzie wymagało dłuższej przerwy po operacji i rehabilitacji.

– Chciałbym wrócić w listopadzie, a najpóźniej w grudniu. Wszystko jednak okaże się po operacji i od tego jakie będą dalsze rokowania – przyznaje Misiaczyk.

To trudne chwile dla zespołu, bo przecież z urazami boryka się jeszcze trójka zawodników, co utrudnia zespołowi plan wygrania ligi.

Wiara w pierwsze miejsce

Zawodnik, pomimo że nie gra i czeka na zabieg mocno kibicuje drużynie.

– Teoretycznie na koniec gramy ze słabszymi drużynami, ale zdaję sobie sprawę, z tego, że właśnie z dołem tabeli gra się najtrudniej. Możemy przeżyć historyczną chwilę i awansować do turnieju barażowego. To by była super sprawa – przyznaje gracz, który ma za sobą występy w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Każdy chciałby posmakować superligi

Krzysztof Misiaczyk grał już w superlidze. Zna smak gry w najwyższej klasie rozgrywkowej i – jak przyznaje – nie da się tego porównać do występów w I lidze. Tam zespoły trenują dwa razy dziennie i wszystko jest podporządkowane piłce ręcznej. Drużyna Real Astromal Leszno już od ośmiu lat występuje na zapleczu ekstraklasy i – jak przyznał obrotowy – każdy chciałby chociaż przez jeden sezon spróbować jak to smakuje.

W obecnym sezonie z dostaniem się do spotkań barażowych może być ciężko, ale kto wie. Może za rok uda się zaatakować elitę? Wszystko jest możliwe, tyle że na występy z najlepszymi potrzebne są duże nakłady finansowe.

Andrzej Bartkowiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*