Po pięćdziesiątce zaczęła życie na nowo. Ukończyła studia i założyła własną firmę

Janina Szumińska Fot. kab

Gdyby piętnaście lat temu ktoś powiedział jej, że po pięćdziesiątce zrobi magistra i założy własną, dobrze prosperującą firmę, nie uwierzyłaby. Dziś Janina Szumińska prowadzi Kościańską Operatywną Spółdzielnię Socjalną KOSS, w której zatrudnia kilkanaście osób. Co ciekawe, myśli o poszerzeniu działalności swojej spółdzielni i wejściu z nową ofertą taniego, domowego jedzenia.

– Zawsze byłam ambitna i lubiłam się uczyć dlatego w 2006 roku poszłam na studia pedagogiczne. Pracowałam wówczas na etacie w jednej z miejskich instytucji pomocowych, a społecznie prowadziłam stowarzyszenie „Dodajmy życia do lat”, wspierające starszych i niepełnosprawnych – mówi Janina Szumińska.
Już same studia odbiły się szerokim echem w rodzinie. Małżonek był zaskoczony decyzją.

– A po co ci studia w tym wieku? Dasz radę? – pytał wprost.

Pani Janina jest typem wojowniczki. Tym bardziej postanowiła udowodnić całemu światu, że da radę! I świetnie sobie poradziła, bo zdobyła stypendium naukowe.
– Dzięki temu nie obciążałam budżetu domowego – podkreśla.

Obronę pracy magisterskiej wyznaczono na lipiec 2010 roku. Tymczasem w marcu zmieniła się ustawa o pomocy społecznej. Dyrektorka placówki, w której pracowała pani Janina musiała przeorganizować system. I wówczas okazało się, że pracowników jest zbyt wielu. Pani Janina, jako doświadczony pracownik, który dokształcał się i zwiększał właśnie kompetencje, nie spodziewała się zwolnienia. Tymczasem w czerwcu 2010 roku otrzymała zwolnienie z pracy.

– Początkowo byłam w szoku. Miałam wówczas 54 lata. Panikowałam, że w tym wieku nikt mnie nie zatrudni – wyznaje.

Kiedy jednak w lipcu obroniła pracę magisterską poczuła przypływ nowych sił. Postanowiła, że przez najbliższy rok skupi się na działalności stowarzyszenia. Napisała projekt, zdobyła fundusze. Jednocześnie opiekowała się ciężko chorą mamą.

– Śmierć mamy była bolesnym doświadczeniem. W tym samym czasie, we wrześniu 2013 roku zaproponowano mi udział w spotkaniu poświęconym zakładaniu spółdzielni socjalnych. Poszłam i poznałam Magdę. Mimo różnicy pokoleniowej świetnie się dogadywałyśmy. Postanowiłyśmy wspólnie założyć spółdzielnię. Trzeba się było spieszyć, bo tylko do grudnia mogłyśmy liczyć na dofinansowanie. I wtedy moje życie nabrało szalonego tempa. Brałam udział w warsztatach i szkoleniach, w domu byłam rzadkim gościem. Małżonek znów się zamartwiał. Przekonywał, że spółdzielnia to duża odpowiedzialność. A ja czułam, że w moim życiu znów coś się dzieje – relacjonuje pani Janina.

18 lutego 2014 roku KOSS Kościańska Operatywna Spółdzielnia Socjalna została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym. Panie postawiły na sprzątanie budynków i terenów zielonych. Na początek zaufał im prezes spółdzielni mieszkaniowej i zlecił sprzątanie trenów zielonych. Panie zakasały rękawy i wraz z osobami niepełnosprawnymi, które zatrudniały, ruszyły w teren. Z pracy wracały fizycznie wykończone, a jeszcze czekała je praca administracyjna i poszukiwanie kolejnych zleceniodawców. W ciągu ostatnich pięciu lat spółdzielnia przeżywała swoje gorsze i lepsze dni. Którejś zimy ledwie utrzymali się na powierzchni. Ale dobra i uczciwa robota jest w cenie, dlatego zleceń zaczęło przybywać. Z czasem Janina i Magda dorobiły się biura i mogły skupić na zarządzeniu spółdzielnią. Dziś KOSS obsługuje wiele punktów.

– Gorzej, że coraz mniej ludzi jest chętnych do pracy. Rzeczywiście mamy rynek pracownika, a wiele osób nie szanuje pracy – ubolewa Szumińska.
Pani Janina nie zamierza się jednak poddawać i ma nowe pomysły na biznes. Myśli o stołówce z tanim, domowym jedzeniem.

– Jestem przekonana, że również tym razem się uda. W końcu jest bogatsza o nowe doświadczenia. Mam 62 lata ale o emeryturze nie myślę. To nie dla mnie. Wychodzę z założenia, że cofa się ten, kto stoi w miejscu – uśmiecha się pani Janina.

Jednocześnie ma ogromną satysfakcję, że jej działalność wspiera niepełnosprawnych, na co dzień wykluczanych z rynku pracy, ludzi.

– Niektóre informacje trzeba kilkakrotnie im powtarzać. Osoby niepełnosprawne intelektualnie nie ze wszystkimi zadaniami dają sobie radę, ale wówczas wysyłam z nimi asystenta, który je wspiera. Z każdej sytuacji można wyjść obronną ręką, wystarczy myśleć konstruktywnie. Praca w KOSS-ie nadaje sens nie tylko mnie, ale także wielu innym ludziom. I to cieszy najbardziej – podumowuje prezeska KOSS.

Cały artykuł jest również dostępny w 42 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Karolina Bodzińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*