Podpalenia piwnic

Podpalone drzwi jednej z piwnic w bloku przy ulicy Niemieckiej. Sprawca użył do tego kartonów i podpałki. Fot. PSP Leszno
Podpalone drzwi jednej z piwnic w bloku przy ulicy Niemieckiej. Sprawca użył do tego kartonów i podpałki. Fot. PSP Leszno

Podpalone drzwi wejściowe do kilku piwnic, karton i podpałka do grilla – to wszystko znaleźli strażacy na miejscu czwartkowego pożaru w bloku przy Niemieckiej. Dowody i zdjęcia wskazują jasno na podpalenie. Policja przyznaje, że nie wydała wniosku o ściganie sprawcy.

Pożar wybuchł w czwartek, 6 lutego pod wieczór w bloku przy ulicy Niemieckiej. Czteropiętrowy blok ma 4 klatki schodowe po 10 mieszkań w każdej. W domach w czasie pożaru była już większość lokatorów. Jedna z mieszkanek wyczuła dym i wezwała strażaków. To mogło uratować mieszkańców bloku.

Zapytaliśmy policję, jakie są jej ustalenia w tej sprawie. Po pożarze na Niemiecką wezwano grupę dochodzeniowo- śledczą. To nie jest rutynowe działanie. Robi się tak, gdy zachodzi obawa o dokonanie przestępstwa.

– Sprawa zniszczenia drzwi piwnic jest w tej chwili kwalifikowana przez nas jako uszkodzenie mienia i ścigana może być w takim przypadku z wniosku osób poszkodowanych. Straty nie przekroczyły kwoty 500 złotych – przyznała nam Daria Żmuda z leszczyńskiej policji.

Strażacy, którzy byli na miejscu, przyznają, że sprawa – ich zdaniem – ewidentnie była próbą podpalenia piwnic. Pod opalonymi drzwiami piwnic znaleziono materiały łatwopalne: kartony i płyty, a przy nich podpałkę do grilla. Sprawa wydaje się więc ewidentna.

Prawdopodobną przyczyną pożaru było podpalenie – mówi Szymon Kurpisz z leszczyńskiej straży pożarnej.

Z klatki schodowej, do której należały piwnice bloku przy Niemieckiej, ewakuowano 15 osób. Pożar piwnic stanowi realne zagrożenie dla mieszkańców całego bloku. Klatka schodowa to jedyna droga ewakuacji. Nie tylko ogień, ale też czad jest śmiertelnym zagrożeniem.

Aby mówić o zagrożeniu dla zdrowia i życia wielu osób, musiałaby być zarządzona ewakuacja. Z tego, co wiem, to mieszkańcy sami wyszli na zewnątrz. My na razie prowadzimy czynności wyjaśniające – twierdzi Daria Żmuda

Pytamy więc o to strażaków.

Ewakuacja jednej z klatek była przez nas formalnie zarządzona – przyznaje Szymon Kurpisz ze straży pożarnej.

Sprawcy podpaleń jak na razie nie ustalono.

Michał Wiśniewski