Pogoda dopisuje, więc na plażach tłumy. Ratownicy mają pełne ręce roboty

Maciej smarul (z lewej) i Miłosz walkowski są ratownikami na plaży głównej w boszkowie Fot. mach

Słońce i wysokie temperatury powodują, że nad jeziorami w całym regionie tłumy. Ratownicy wodni pilnujący bezpieczeństwa plażowiczów mają pełne ręce roboty. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że niektórych interwencji i akcji ratunkowych można byłoby uniknąć, gdyby wypoczywający częściej uruchamiali wyobraźnię i zdrowy rozsądek.

W ubiegłym tygodniu tylko w Boszkowie doszło do kilku groźnych sytuacji. Dla przykładu w ubiegły czwartek (2 VIII) jeden z kąpiących się na byłej plaży kuratorium zauważył dryfujące w wodzie ciało dziecka i wzywając pomocy wyniósł je na brzeg. Na szczęście w pobliżu był Marcin Grobelny, ratownik Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Lesznie, pełniący społeczną służbę na Jeziorze Dominickim.

Ratownik szybko dotarł na plażę i po stwierdzeniu braku podstawowych czynności życiowych u 11-letniego dziecka przystąpił do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Po czwartej serii udało się mu przywrócił dziecku oddech i krążenie. Podał mu jeszcze tlen medyczny. Dalsze czynności wykonywało już przybyłe na miejsce pogotowie ratunkowe – relacjonuje Lidia Wojciechowska z biura rejonowego WOPR w Lesznie.

Okazało się, że do wypadku doszło podczas zabawy. Dziecko próbowało swoich sił w nurkowaniu i po dłuższym czasie nie wypłynęło na powierzchnię.

Do trzech innych boszkowskich wypadków doszło na plaży głównej, choć tylko w jednym przypadku ratownicy pomagali tonącemu.

To był dorosły mężczyzna. Pływał razem z dzieckiem na rowerze wodnym ze zjeżdżalnią. Niestety, okazało się, że choć jego pociecha miała na sobie kapok, to nie był on prawidłowo ubrany. Nie miał zapiętego paska krokowego. W tej sytuacji, gdy dziewczynka zjechała do wody kapok po prostu się z niej zsunął. Ojciec intuicyjnie rzucił się jej na pomoc. Udało mu się dopchnąć córkę na rowerek, ale sam zaczął tonąć, bo słabo pływał i wpadł w panikę – mówi Miłosz Walkowski, ratownik WOPR, pracujący na plaży głównej w Boszkowie.

Ratownicy udzielali też pomocy kobiecie, która zasłabła najprawdopodobniej na wskutek udaru oraz mężczyźnie, któremu na głowę skoczyło bawiące się obok dziecko i uszkodziło kręgosłup.

W Boszkowie, bez wątpienia najbardziej obleganej miejscowości turystycznej w regionie, w tym roku jest tylko jedna strzeżona plaża (zorganizował ją podmiot prywatny)! Zatrudnionych jest tam dwóch ratowników. Co prawda, jest jeszcze sześciu innych, którzy pracują społecznie, czyli za darmo, ale na wodzie są tylko wówczas, gdy pozwala im na to czas.

Staramy się tak układać harmonogram naszych służb, aby jezioro było zawsze zabezpieczone przez jakiegoś ratownika społecznego. Niestety, mamy też swoje osobiste zobowiązania i trzeba mieć świadomość, że może się zdarzyć sytuacja, iż nikogo nie będzie na wodzie – wyjaśnia Waldemar Chwalczuk, od 2006 roku społeczny koordynator ratownictwa wodnego WOPR w Boszkowie, który z początkiem czerwca złożył rezygnację z pełnionej funkcji, ale chętnych do jej objęcia brak.

Oprócz koordynatora społecznymi ratownikami w Boszkowie są: wspomniany już Marcin Grobelny, a także Michał John, Leszek Wodzyński, Grzegorz Frach i Mateusz Ciszak. Czasami, gdy wymaga tego sytuacja, wspomagają ich koledzy z mniej obciążonych akwenów.

Zarówno ci pracujący społecznie, jak i zawodowo nie tylko ratują tonących, ale też interweniują, aby tragediom nad wodą zapobiec. Niestety, wiele osób wciąż za nic ma ich rady i przestrogi.

Największą zmorą plaż od lat jest alkohol – mówi Miłosz Walkowski. – Wielu przed wejściem do wody raczy się zimnym piwem. Co gorsza, zwykle na jednym nie poprzestają. Dotyczy to w równym stopniu młodzieży, jak i osób starszych. Tymczasem upał i alkohol to śmiertelnie groźna mieszanka. Procentowe napoje wypłukują magnez z organizmu, co może prowadzić do skurczu mięśni, a wówczas nawet świetni pływacy tracą możliwość poruszania się w wodzie. Poza tym będąc pod wpływem alkoholu wiele osób zyskuje złudną odwagę i gotowe są na ryzykowne i głupie zachowania typu skok z pomostu na główkę.

Są tacy, którzy z butelką piwa w ręce wchodzą do wody – dodaje Maciej Smarul, ratownik pracujących w Boszkowie. – Na prośby o wyjście reagują bardzo różnie. Bywa, że traktują nas jak wrogów, zaczynają się awanturować. Zdarza się, że padają wyzwiska i groźby. A przecież nie chodzi o nasz kaprys czy złą wolę, ale o bezpieczeństwo.

Ktoś, komu przychodzi przez myśl, aby zbluzgać ratownika powinien się ugryźć w język. Ratownik wodny na służbie jest funkcjonariuszem publicznym. Poza tym to praca, która okupiona jest wieloma godzinami nauki i ćwiczeń i szacunek za nią po prostu się należy. Tajemnicą poliszynela jest to, że wynagrodzenie za tę służbę do wysokich nie należy. Z tego powodu co roku wiele kąpielisk ma problem ze znalezieniem ratowników. Młodzi, znający języki obce, często wolą pracować na zagranicznych akwenach, bo tam mają szansę zarobić dwa lub nawet trzy razy tle, co w Polsce. Poza tym tam ratowników i ich pracę dużo bardziej się szanuje.

Czasami spotykamy się z wyrazami sympatii. Niedawno pewien chłopiec poprosił mnie nawet o autograf. Nie wiem czy byłem bardziej zaskoczony czy wzruszony – śmieje się Miłosz Walkowski.

Ratownicy dla plażowiczów mają wiele rad. Przede wszystkim uważają, że osoby chcące wypoczywać nad wodą nie powinny jechać nad jezioro czy inny akwen same. Na miejscu zaś warto wzajemnie się pilnować. Nawet, jeśli wybieramy strzeżone kąpielisko, musimy mieć świadomość, że żaden ratownik nie jest w stanie obserwować jednocześnie zachowania kilkudziesięciu czy kilkuset osób.

To szczególnie ważne w przypadku dzieci, które są nieprzewidywalne. Często zastanawiamy się, czy już trzeba biec do nich z pomocą czy one po prostu się bawią – zaznacza M. Smarul. – Z kolei starsze osoby, zwłaszcza jeśli mają jakieś problemy zdrowotne, na plaży powinny wybierać się zawsze w towarzystwie bliskich, którzy w porę dostrzegą ich ewentualne gorsze samopoczucie.

Ważne też, abyśmy – szczególnie w czasie upalnych dni – nie skakali do wody rozgrzani i na głowę, bo grozi to wstrząsem termicznym.

Z wodą nie ma żartów! Wedle różnych statystyk, biorąc pod uwagę cały świat, co minutę lub co trzy życie przez utopienie traci jedna osoba – podkreśla W. Chwalczuk.

Cały artykuł jest również dostępny w 32 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku. Zapraszamy do zakupu e-wydania:

AUTOR ARTYKUŁU: Anna Machowska

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*