Prezydenci Leszna wysłali petycję do Sejmu

Sejmowa komisja ds. petycji ma 90 dni na rozpatrzenie wniosku złożonego przez prezydentów. Fot. Michał Wiśniewski

Prezydenci Łukasz Borowiak i Piotr Jóźwiak skierowali do Sejmu petycję dotyczącą nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ich zdaniem nowe regulacje umożliwią skuteczną walkę z dopalaczami.

Zarządzający Lesznem domagają się zdecydowanych zmian w prawie, które umożliwią skuteczną walkę ze sprzedażą niedozwolonych i niebezpiecznych substancji.

– Projekt nowelizacji obowiązującego prawa został przygotowany przez zespół leszczyńskich sędziów, prokuratorów, policjantów oraz przedstawicieli samorządu. Zarys postulowanych zmian przedstawiono podczas krajowego Kongresu Zwalczania Dopalaczy, który odbył się rok temu w Lesznie – tłumaczy Lucyna Gbiorczyk z leszczyńskiego magistratu.

Podkreśla, że projekt spotkał się z przychylnym przyjęciem, ale mimo starań samorządowców nie udało się wdrożyć go w życie. Dlatego prezydent Leszna Łukasz Borowiak i jego zastępca Piotr Jóźwiak podjęli decyzję o przesłaniu petycji do Sejmu. Projekt trafi do specjalnej komisji sejmowej.

– Komisja do spraw petycji będzie miał dziewięćdziesiąt dni na rozpatrzenie naszego wniosku – mówi wiceprezydent Piotr Jóźwiak. – Postulujemy umożliwienie samorządom zamykanie sklepów prowadzących sprzedaż dopalaczy oraz wprowadzenie zapisu mówiącego, że sprzedaż substancji pod pozorem „artykułu kolekcjonerskiego” jest wykroczeniem zagrożonym grzywną do 100 tys. zł, ściganym przez policję i straż miejską.

Według wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, uczestniczącego w leszczyńskim kongresie ds. zwalczania dopalaczy, statystyki są niepokojące. W 2016 roku zanotowano około 4,3 tys. zatruć dopalaczami, a rok później było ich około 4,2 tys.

– Ciemną liczbą pozostają przypadki śmiertelne, których do tej pory nie znamy, a narzędzia prawne są wysoce nieefektywne – tłumaczył wiceminister sprawiedliwości.

Jak podkreślono, dopalacze są sprzedawane jako kadzidełka czy rozpałka do grilla. Mają „krzykliwe nazwy”, a ich sprzedaż przenosi się ze sklepów stacjonarnych do internetu.

Dariusz Staniszewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*