Pułapki, walkower i minister sportu na widowni. Odważna decyzja sędziego

Żużlowcy z Leszna i Gorzowa rozegrali w lidze 88 meczów. Stal triumfowała 45 razy, Unia – 40, w tym raz wygrywając walkowerem. Trzy spotkania zakończyły się remisami. Fot. Reprodukcja Mariusz Cwojda

Pierwszy raz w historii ligowych rozgrywek w Polsce, sędzia przerwał mecz. Na trybunach zasiadał m. in. minister sportu, kilku znanych polityków oraz nadkomplet publiczności. Arbiter domagał się walkowera, ukarania organizatora grzywną w kwocie pół miliona złotych i zawieszenia kilku osób funkcyjnych. Do zdarzenia doszło podczas ligowego meczu Stali Gorzów z Unią Leszno. Goście bronili złotego medalu drużynowych mistrzostw Polski. Gospodarze byli jednym z pretendentów do mistrzowskiej korony.

Był rok 1988. Początek rozgrywek, czwarta kolejka. Terminarz skojarzył ze sobą dwa czołowe zespoły. Gorzowianie ostrzyli sobie zęby na zwycięstwo. Piotr Świst z kolegami wiedzieli, że leszczynian można pokonać. Mimo, że przyjezdni byli faworytem meczu. Goście posiadali w swoim składzie aż pięciu reprezentantów Polski: Romana Jankowskiego, Jana Krzystyniaka, Zenona Kasprzaka, Piotra Pawlickiego i Dariusza Balińskiego oraz doświadczonego Mariusza Okoniewskiego i coraz lepiej punktującego, Zbigniewa Krakowskiego. W Gorzowie zabrakło w szeregach gości kontuzjowanych Kasprzaka i Pawlickiego.

28 kwietnia w grodzie nad Wartą spotkały się pierwsza z trzecią drużyną poprzedniego sezonu. Przed meczem krążyły plotki, że Unię można pokonać sposobem. Inaczej się nie da, bo jest zbyt mocna. Mimo, że leszczynianie zaczęli rozgrywki od porażki w Gdańsku. Na stadionie Wybrzeża wpadli w pułapkę. Na bardzo ciężkim torze musieli uznać wyższość miejscowych różnicą 20 punktów. Gdańszczanie tłumaczyli się, że nowa nawierzchnia nie zdążyła odpowiednio związać swojej konsystencji, by żużlowcy mgli bezpieczniej na niej rywalizować. Goście twierdzili, że Wybrzeże celowo spreparowało tor.

W Gorzowie sytuacja się powtórzyła. Tor został spreparowany.

Gorzowianie działali z premedytacją. Nawierzchnia na wewnętrznej części toru był przyczepna. Tylko dwa metry szerokości i dalej bardzo twardo i ślisko. Wjeżdżając na pełnym gazie po zewnętrznej nie było możliwości utrzymać motocykla. Zawodnicy lądowali na torze. Mieliśmy w tym meczu kilku kontuzjowanych, mimo że odbyło się tylko sześć biegów – wspomina Jan Krzystyniak, który jako jedyny w szeregach gości stawiał opór przeciwnikowi w walce o punkty.

Jan Krzystyniak wygrał dwa biegi, ale głośno mówił, że jest bardzo niebezpiecznie. Swoje uwagi przekazał kolegom zaraz po próbie toru, do której został oddelegowany. Leszczynianie w sześciu wyścigach zaliczyli cztery wypadki. Dwukrotnie leżał na torze Zbigniew Krakowski. Sędzia po szóstym biegu przerwał mecz. Swoją decyzję i przebieg rywalizacji opisał w meczowym protokole.

„Gorzowianie znali bezpieczną ścieżkę, goście pakowali się w dziury i padali na tor. Działacze Stali zrobili sobie kpinę ze sportowej rywalizacji, ryzykując życie zawodników” – napisał sędzia zawodów.

Cheładze w piśmie skierowanym do Polskiego Związku Motorowym i Głównej Komisji Sportu Żużlowego domagał się walkowera, zamknięcia stadionu w Gorzowie, półmilionowej kary dla gospodarza zawodów i zawieszenia osób funkcyjnych.

W Gorzowie wybuchła afera na całą Polskę. Pełne trybuny kibiców, słońce nad stadionem i nagle sędzia przerwał zawody i je odwołuje. Po czym huknął w nas walkowerem – wspomina Ryszard Franczyszyn, który startował w tym meczu, będąc jednym z liderów gorzowskiej drużyny. – Cheładze miał mocną pozycję w polskim żużlu. Był uznanym autorytetem, sędzią klasy międzynarodowej i najlepszym polskim arbitrem. Znany z podejmowania odważnych decyzji. mac

Cały artykuł dostępny jest w 5 numerze Panoramy Leszczyńskiej z 2018 roku.

Zapraszamy do zakupu e-wydania:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*